Pastorałki

Dziecina mała

1.Dziecina mała Bóg Stwórca nieba,

A kędyż nam Go szukać potrzeba?

W stajence w Betlejem, powiła z weselem,

Maryja Syna, piękna nowina.

2.Opiekun Józef był ukochanym,

Ojcem Jezusa był domniemany,

Garść siana suchego położył pod niego,

W zimnym żłóbeczku, a nie w łóżeczku.

3. Małe pachole, mój Jezu drogi!

Jakże wytrzymasz, ten to mróz srogi,

Wół z osłem chuchają, parą zagrzewają.

By dziecię spało, a nie płakało.

4. Anioł pasterzów, co trzody strzegi,

Wzywa, ażeby do szopy biegli.

Pasterze biegajcie, Pana powitajcie,

Leży we żłobie, w małej osobie.

5. Gdy pastuszkowie głos słyszą taki,

Twarz pokrywa z kobielą ptaki.

Wojtek wziął dwa skopy, pobiegli do szopy,

Przywitać Pana, paść na kolana.

6.  Upadłszy wszyscy pod nogi Boga,

Kuba dobywa swojego roga.

A drudzy śpiewali, na multarzankach grali,

Razem tańczyli, dziecię cieszyli.

7. Potem swe dary ofiarowali,

Co który przywiózł, Panu oddali.

Józef też z Maryją za dary dziękują,

Jezus łaskawy im błogosławi.

8. A trzej królowie, ochotnie spieszą,

W Betlejem w szopce, Jezusa cieszą.

Składają korony, oddają ukłony,

Króla witają, dary oddają.

9. Pójdźmyż też i my przywitać tego,

Króla na królmi, Pana naszego.

Biegniemy z ochotą, weźmy czystość z cnotą,

Oddajmy temu Narodzonemu.

10. Bądźże pochwalon nasz wieczny Panie!

Któryś złożony na gołym sianie.

Wszyscy Cię witamy, dać Ci co co nie mamy,

Tyś Panem nieba, masz co potrzeba.

 

 

 

 

 

Boze Narodzonie cyli Godne Sfiynta – zopiski Starego Gazdy

Płodług słow stare Kosprzycki, a ji jyj chłopa Kosprzyka tys,  beły to Godowe Śfiota, a to lotygo ze ftej rospocyno sie przybywanie dnia, to tys cza go godnie powitać, bo to pszecio jako by nowe zycie, nowy rok f pszyrodzie.To ftej Narodziuł sie Mesyjorz, ftej f ludzi fstompiuła łotucha, i to tys  lotego to jest taki  śfioty dzioj, jak godała Kosprzycka, nie gotowało sie fcale na połnie, jadło sie to co dostało łod wiecerzy wigilijne, a dostało tego duzo, bo kielas mozno tygo syćkigo najeść, wiync i kasa s krupami, i kapusta s gorchem piechotnym i kapusta s jaśkom, i piyrogi s kapustom, i tak dali, i tak dali.
Po pastyrce cłek wrociuł puźno, bo ji kawoł drogi, bo ji cza beło sie jesce kaj łobrocić, cłek ledwo głowe do zogłofka przyłozył i juści cie tyrpiom coby do kłościoła lyź, bo sie f BOZE NARODZONIE słu drugi ros do kłościoła, nie beło jak tero, ze jak beł na pastyrce, to juści f Boze Narodzonie nie  musis lyź, a tero i łodziywek porzonny, ji ałuta f kłozdy chałpie, a nawet śtyry, ji syćkie wypucowane,na gienałt, no ji barz dobrze ze som dwa takie świota, jenno tero, a drugie na wiesne, cyli Wielko Noc, bo pewnikom by nikto nie pucowoł tyk ałut, a jako nie wierzycie ze prowdem pisem, to sie sami przyjrzyjcie cy pszed samymi śfiotami, cy to teraźniejsymi, cy tymi wieśnianymi, pszed chałpami nie som pucowane ałuta, cy nie wyłotfiyrane na łościyż dźwiyrze, i zacyno sie wietrzonie.
No ale mo być ło Bozym Narodzoniu, wiync tero coros mnij Parafijan jes f kościele, bo byli jus na Pastyrce, a jo tygo nie pokfolom, bo mozno s siebie jesce cosik dać i na drugom msze iść, no ale jak władza kłościelno przyzwoliuła, wiync pewnikom musi tak być, bo Kosprzycka tak godała:
  Nie godoj co Kłościoł mo robić, jeno tak rob jak Kłościoł godo.
Wiycie i to cheba prowde pedziała.
F Boze Narodzonie, gazda nomog se zalegnońć na wyrku, boby sie zboze połozyło f polu, choćby nie wiom jaki ladacy beł, cego Boze broj, coby kto izbe zamiatoł  Boze Narodzonie, to tys beł specyjalny dziyń, to był dziyń, f ktorym nie chłodziuło sie nikaj na chałupy, ton dziyń siedziało sie f sfoji chałupie, ze swojimi nojblizsymi, śpiywało sie kolyndy, łod casy do casu, podjodajonc, to przepijajonc, samogonom tys, a wiecor wyglondało sie na kolonnikof, i ciesyło jak łobocyłeś, cy to turonia, cy to śmierć, cy jesce anioła, a ji dwok pastuchyf łodzionyk f baraniom wysusonom skore, s baranicom na łbie.Nojbardzi dziecka boły sie turonia, bo jesce jak mioł porzonne krocone rogi, to ji porzonnie herdyknoł, a śmierć, cało bioło, s kłosom, tys nie napowała łoptymizmom.

I śfiotygo Szczepana
Nojsompszod rano, raniuśko, cza beło fstać s cebrzyka przyniyś do miski zimne wody, im zimniejso to lepsiejso, wrzucić pora śrybnyk dutkof i sie tom wodom porzonnie łopłokać, cyli umyć, miało to dać duzo bogactfa, syscy to robili, syscy f to wierzyli, a biyda, jak beła tak dali beła, a miejscami as piscała,jak godała Kosprzycka.
Gaździne, barz zwazowały coby podcas warzonio mlyka nie wykipiało na blache, bo to barz źle wrozyło na wieśniane wyganianie krow f pole, jak mlyko wykipiało to krowy bedom sie strśnie gźić. Chałpe mozno beło pozamiatać, a syćkie śmieci wyprać kaj rosło duzo roznygo badziewio, co by sie nie roznosiuło po zogonach.
Suma, barz wozno msza, ftej śfiociuło sie łowies, ej Boze kaj go tero f polu znojdzies, jus nika nie łobocys, ni łofsa, ni konia; wiync śfiociuło sie łowies,a co łodwoźniejsy hazda to ji rzyciył łofsom f jegomościa, jak det s kropidłom pszes kłościoł.Śfiocili i łobrzucałi sie tym łofsem, na pamiontke ukamiyniowanio śfiotygo Szczepana, a pszecio beł łon piyrsym moconnikom za wiare.
F zanadrzu cza beło trochy łofsa dostawić, coby go zmiysać  ze zbozym co bee na wiesne sione.
F śfiotygo Szczepana zacyno sie cas kiej mozno beło rusyć f łodwiedziny, cy to do somsiada, cy to do dalsyk powinowatyk, łoj loła sie ta samogona, łoła, a ji tuste grube na pinć palcof, spyrki, łobwyndzone, posolone, te grube tuste boczki, te sfojskie kiełbasy f śfińskim flaku, do tygo kołoce, chlyb s łopaty, zacynało sie biesiadowanie, śpiywanie kolynd, cekanie na Jegomościa co to pudzie po kolyndzie, i tak do Trzech Kroli…..

stary gazda  cdn….

Marek Golonka w temacie „tymbarskich śmieci”

Nim przejdę do zasadniczej treści mojego dzisiejszego wpisu na tym portalu, chciałem serdecznie pozdrowić Panie i Panów ukrywających się pod pseudonimami: Kaczmarek, johnconnor, zazula, urzedas, kalinka, capitanprice , zabawny, 008, arbiter, wege617 , stefanoo, hans55.
Pomimo dużej liczby piszących „anonimów” jestem pewien, że pod powyższymi pseudonimami jest nie więcej jak cztery, może pięć osób. Wychodzi na to, że osoby te wybrały taki właśnie sposób na zaleczenie swoich kompleksów, sfrustrowania czy wypełnienie być może samotnej egzystencji. Jeżeli jest to terapia, która wam pomaga w normalnym funkcjonowaniu to proszę sobie używać do woli. Jak jeszcze przy czytaniu swoich wpisów dochodzi u was do swoistego podniecenia to macie dodatkowy element samozadowolenia i tak trzymać Panie i Panowie.
Zaskoczony jestem też, powiem nawet, onieśmielony czułym zwrotem jednego „anonima” który w pieszczotliwy sposób zwraca się do mnie zdrobnieniem „Mareczek”, to tak jak bym ja mówił do innych np. „Zosieńko”, „Stasieńku”, „Marianku”, „Marysieńko” czy „Lesiuniu” nie mam co prawda takiego zwyczaju, być może trzeba się do takich określeń po prostu przekonać.
Odniosę się również do kompetencji, a w zasadzie ich, jak to niektórzy piszą – braku. Zawsze uważałem, że głupim jest ten co twierdzi, że wszystko umie i jeszcze innych poucza. Jest to w dzisiejszych czasach dość częsta choroba. W każdej swojej pracy kierowałem się i kieruję doświadczeniem praktyków, opiniami fachowców, zawsze też uważałem, że trzeba umieć słuchać, dobrze jest też sięgać po fachową literaturę. Nigdy też nie uważałem, że nadawałbym się np. na parlamentarzystę bo coś tam kiedyś zrobiłem lub udało mi się ukończyć, a tacy z przerostem ambicji są przecież wśród nas.
Zawsze uważałem krytykę za wskazaną, czasami wręcz konieczną, mam pełny szacunek do tych ludzi, którzy powiedzą wprost, jak to się mówi w cztery oczy kiedy im coś „na żołądku leży”, bądź podpiszą się pod taką krytyką, jednak czy można mieć poważanie do ludzi, którzy się sami wstydzą tego co napiszą ( anonimowość jest tego dowodem). Tym ludziom dedykuję stare znane powiedzenie „Psy szczekają karawana idzie dalej”.

Chciałem przy okazji podziękować tym wszystkim, którzy służą dobrą radą, cennymi wskazówkami i są życzliwie nastawieni do innych, a z takimi ludźmi się w swojej pracy spotykam. Z pomocą i fachową doradą spotykam się, nie tylko w Naszym Zakładzie, ale i w terenie w kontaktach z mieszkańcami, na rzecz których wykonujemy różne prace, niejednokrotnie spotykamy się nawet z konkretną fizyczną pomocą z zaangażowaniem swojego sprzętu i czasu. Tak było na przykład w Podłopieniu przy remoncie drogi „Kwaśniakówka”, dużą pomoc mieliśmy ze strony Pana Florka (własny ciągnik + praca fizyczna), Pana Wasilewskiego, Pana Poręby. Tak było na „Zmulisku” – pomoc Pana Juszczaka, czy jeszcze wcześniej przy budowie drogi rolniczej w Podłopieniu. Czasem podanie gorącej herbaty czy kawy pracownikom ma naprawdę duże znaczenie, a tak też wielokrotnie było.

Przepraszam za ten trochę przydługawy wstęp, moim celem jest odniesienie się do artykułu , który w ostatnim okresie pojawił się na limanowskim portalu, a który był wyprzedzony moją informacją na tymbark.in. Informacje te dotyczyły jak to określono – nielegalnego wysypiska.

Szanowni Państwo w dniu 09.12.2015 r. Po godzinie 16 zadzwonił do mnie (po raz pierwszy) limanowski dziennikarz z portalu Limanowa.in. Z tego co wiem w tym samym dniu odbyło się w Piekiełku spotkanie na „szczycie”, zapewne był to zbieg okoliczności :). Ten sam dziennikarz ponownie skontaktował się ze mną w dniu 11.12.2015r. Przytoczę treść rozmowy z tego dnia, brzmiała mniej więcej tak. Dziennikarz: czy Pan wie, że na terenie gminy jest nielegalne wysypisko śmieci cmentarnych. Ja na to, a skąd Pan o tym wie. Dziennikarz wyjaśnił mi, że stwierdziła to Komisja Rolnictwa Rady Gminy Tymbark. Zdziwiony zapytałem: to Komisja Rolnictwa przez limanowskie media informuje nas, że w naszej gminie jest takie wysypisko, zamiast zadzwonić np. do Wójta czy do naszego zakładu i wyjaśnić problem. Wtedy dowiedziałem się, że to czytelnik tego portalu zadzwonił do redakcji, a dziennikarz zwrócił się do Przewodniczącej Rady Gminy, która to nakazała komisji rolnictwa sprawdzić to miejsce. Komisja Rolnictwa była w dosyć nietypowym składzie, był tam Pan Papież jako przewodniczący, Pan Oleksy i sołtys Tymbarku, który jak sam stwierdził znalazł się tam przypadkowo.
Dziennikarz w trakcie rozmowy cały czas kładł nacisk, że śmieci te są śmieciami cmentarnymi, zapewne tak miał przekazane. Samo użycie takiego określenia rodzi w domyśle czytającego, że chodzi co najmniej o fragmenty trumien, a być może nawet doczesne szczątki spoczywających na naszym cmentarzu. Jakąż by to było sensacją, gdyby te same śmieci nazwano liśćmi i zwiędłymi kwiatami, bo o takie „śmieci” w tym przypadku chodziło.

Prawdopodobnie zgłaszającym do limanowskiego portalu był ten sam Pan, który napisał skargę do Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska w Krakowie. Zapewne chodziło tylko o ochronę natury, co prawdopodobnie wynika z takiej właśnie pro-ekologicznej wrodzonej wrażliwości mieszkańca Podwisiołek.
Jednak moim zdaniem miało to na celu coś więcej, już nie chodziło o sam artykuł, a o komentarze. Można tam anonimowo kopnąć, a to Wójta, a to Golonkę, mieszając w to osoby duchowne.
Szanowni Państwo prawda jest taka. Po pierwsze o odpadach (czytaj liściach i zwiędłych chryzantemach), które się znalazły na terenie placu w okolicy tzw. „Targowicy” nie wiedział Wójt, nie mówiąc już o naszym księdzu proboszczu. Jakieś cztery tygodnie temu poleciłem dwom pracownikom naszego zakładu, aby wyczyścili korytka obok drogi „pod rynek” (z rynku w stronę Zaolzia), w kolejnym tygodniu, bo też mieliśmy chwilę czasu podobnie zrobiliśmy z drogą – od rynku w stronę „Podwisiołek”. W korytkach tych znajdowały się opadłe z drzew liście, mogliśmy je przywieźć do zakładu, a później załadować do kontenera ze zmieszanymi odpadami komunalnymi. Ale jaki byłby tego skutek? Po pierwsze masa odpadów uległaby zwiększeniu, a to z kolei zwiększyłaby cenę, którą Gmina – (czyli my wszyscy) musiałaby za te odpady zapłacić. Poleciłem pracownikom, aby te wygrabione liście zawieźć w ich naturalne środowisko, czyli w chaszcze na Podwisiołki na teren gminnego placu. Podobnie było z chryzantemami, to ja wydałem polecenie, aby te właśnie zwiędłe kwiatki razem z ziemią z doniczek tam się znalazły i jeszcze znajdą. W miejscu tym, zarówno liście, jak i kwiatki, po jakimś czasie w naturalny sposób ulegną rozkładowi, przyczyniając się jeszcze do poprawienia struktury gleby. Zauważyli Państwo, że w ostatnim okresie w okolicy cmentarza wystawiliśmy tzw: Bi-Bagi, do których wrzucamy zwiędłe kwiaty wraz z ziemią. W tych już wywiezionych kiedyś, przez niedopatrzenie, znalazły się niestety doniczki i kilka jednorazowych torebek foliowych.
W ubiegłym tygodniu poleciłem, aby te zwiędłe chryzantemy dokładnie przetrząsnąć, wybierając z nich wszystkie nienaturalne odpady. Mogłem zrobić inaczej, kazać te wszystkie zwiędłe kwiatki przywieźć do Zakładu, załadować do kontenerów ze śmieciami i obciążyć za ich utylizację parafię, zapewne o to chodziło osobie, która zrobiła z tego „powiatowy problem”. Tylko pytam, kogo byśmy wtedy obciążyli, to przecież nie osoby duchowne te kwiaty na cmentarz dostarczyły.
Jednak nie bardzo wierzę w zdrowy rozsądek ludzi, którzy tą sensację wywołali, znam ich sposób postępowania, chęć udowadniania swoich racji i złośliwość, dlatego podejrzewam, że nie będzie to jeszcze koniec tej historii.
Szanowni Państwo sami ocenicie kto postąpił słusznie, dla uzasadnienia mojej decyzji przytoczę głośno medialnie dyskutowaną podwyżkę tzw. opłaty śmieciowej. Znawcy tematu twierdzili i dalej twierdzą, że był to skutek zatrudnienia w Zakładzie Komunalnym dwóch prezesów (co było i jest nieprawdą). Do dzisiaj niektórzy radni nie bardzo wiedzą z czego wynika kwota, którą mieszkańcy muszą na rzecz samorządu wpłacać jako tzw. opłatę śmieciową, dlatego nie dziwię się, że mieszkańcy tą wiedzę mają jeszcze mniejszą. Jak można manipulować faktami sami ostatnio mogliście się przekonać.
W przypadku tzw. „opłaty śmieciowej” prawda jest taka: Ustawodawca cały koszt za zbiórkę i utylizację śmieci przerzucił na mieszkańców. Zgodnie z obecnym stanem prawnym samorząd nie może dopłacać do zbiórki i utylizacji odpadów tak jak to jeszcze jest możliwe w przypadku dopłaty do wody i ścieków. Koszt „opłaty śmieciowej” zależny jest zatem od kosztów zbiórki i utylizacji oraz od masy (ilości) śmieci. Jeżeli została ustalona cena za śmieci na podstawie przewidywanej ilości, która w danym roku może być przez mieszkańców wytworzona, a ilość ta wzrosła na tyle, że kwota wpływów od ludności nie pokrywa tej ceny to jakie wyjście ma samorząd. Teoretycznie dwa: ograniczyć ilość śmieci lub podnieść wysokość opłaty śmieciowej. Czy samorząd jest w stanie ograniczyć ilość śmieci (może to zrobić każdy indywidualny mieszkaniec lepiej je segregując) zostaje więc co, podwyższenie opłaty śmieciowej. Jest jeszcze teoretyczne trzecie wyjście, można zmniejszyć koszt odbioru i utylizacji u firmy, która za to odpowiada. Ten przypadek nie mógł mieć zastosowania, ponieważ umowa, która została podpisana obowiązuje do końca 2016 roku. Chcę przypomnieć, że umowa w naszym przypadku była podpisana w 2014 roku przez mojego poprzednika i pana byłego wójta Lecha Nowaka. Tak przy okazji, w okolicznych samorządach (chyba we wszystkich) zwiększono tą opłatę i obyło się to bez medialnych sensacji. Podejrzewam, że nie jest to wynik większej świadomości tamtych radnych, śmiem twierdzić, że jak już to – mniejszej złośliwości.
Jeszcze jedną plotkę chcę zdementować, chociaż na temat „opłaty śmieciowej” powiedziałem już wszystko. Cena nie jest też zależna od wysokości pensji prezesa ( a tak na marginesie na zmianie prezesa zaoszczędzono blisko tysiąc złotych miesięcznie), od pensji pracowników, od ilości tych pracowników, od tego jakim jeżdżą samochodem, od tego ilu ich w tym samochodzie jeździ. Może to mieć wpływ, jak już na wynik finansowy naszej spółki. Jeszce raz podkreślam, sprawy wewnątrz organizacyjne naszej Spółki nie miały i nie mają żadnego wpływu na wysokość opłaty ustalanej przez Radę Gminy.
Pragnę złożyć Państwu, w imieniu własnym i wszystkich pracowników Naszej Spółki, serdeczne podziękowania za dotychczasową współpracę oraz życzenia pełnych spokoju i radości Świąt Bożego Narodzenia oraz wszelkiej pomyślności w Nowym 2016 Roku.
Z poważaniem
Marek Golonka

Wigilio – Zopiski Starego Gazdy

Łowyglondoł sie to cłek jak beł jesce dzieckom, łowyglondoł, na tom piyrsom gwiozde, bo pszcio miała sie łospocońć wiecerzo WIGILIJNO.
Cłek beł wyposcony, no moze nie pszes post Adwyntowy, jeno pszes ton post  wigilijny, bo pszecio jadło sie barz skromniutko i do tygo jałowo. Zeby ton cas szypci lecioł to cza beło nojpszod łobyjć rano na rorotki, to beł łobowionzek jak niedzielno msza, pszysło sie ku chałupie i zacynało sie rychtowanie; nojsompiyrw cza beło chojinke ubrać, no to sie ubiyrało, puźni rychtowanie stołu, cza beło f gości przyniyś siana, f miarecce łofsa i to syćko beło pod łobrusom f łopołce, cza beło pszygotować łopłatki, łozłozyć miski, łyski, gorcki na kompot s susonyk śliwek, jabłek i grusek.
Zapachy sie łoznosiuły, ze nie sło strzymac, woniało to syćko ze hej.
F koncie stoji jus pieknie ubrano chojinka, zonnyk pacek pod niom nima, bo nima, jes jeno snopek łowsa, co go to po Trzek Krolak młocili i beł na wieśnianom siyfke, ale f SZCZEPANA na sumie śfiociuło sie trocha łosmykanygo ziorka, telo coby jesce beło do łopsypanio gazdof f Nowy Rok pszy kościele.
Stoł wigilijny f niektoryk chałupak beł łobwionzany grubym łońcuchem,coby sie cało gazdofka kupy czymała, coby gawiydź nie uciekała s chołpy;  cy to co pumogło, cheba nie bardzo, bo jak godoł stary Kocor, Kryśka posła na Zowadke, a Ludwino f  Słopnice.
Nim sie siedło do stołu, pszy ktorym beł jedon stołek wiyncy, jak nakazywała tradycyjo; bo Kosprzycka zafse godała ze to musi być lo;
 BIYDY COBY SIE NAZARŁA  i dała ŚFIOTY SPOKOJ
gazda broł łopłatek,  co go to pszes Adwynt sprzedawali i łorganista i kościelny, co to łaźili łod chałpy do chałpy; wiync broł tyn łopłatek i zacynoł modlitfe. Modlili sie dugo, tak pszynojmni mi sie wydawało, a to dziokujonc za dobry rok, to prosonc ło jesce lepsy, a na kłoniec za pomarłyk.
Po pociorkak, gazda piyrsy zacoł sie łomać łopłatkom z gaździnom puźni po koleji s dzieckami, a na kłońcu s parobkami, jakt ktory gazda mioł.
No ji zacyło sie, jak Bozia pszykozała miało tego byc as dwanoście misek roznygo zarcio. No ale co tys mogło byc, jak te zbyrgi pszecio nic wiela nie rodziuły, poza kapustom, ladacym zbozem, cy zimniokami f ktoryk sie jesce wrozało;   bob,  Jaśka tycnego,  cy tys  groch piechotny,. a kaj brakowało zimnioka f zogonie to jesce wrazili  korpiele. To syćko przyrychtowane na roźnisty sposob, s dodatkom krup miało dać dwanoście potrow.
Beło to:
Kapusta kisono s grochem piechotnym
Krupy s susonymi ślifkami i grzybami
Korpiele
Kompot s susonyk łowocof
Krupy s grochem łokrongłym
Kapusta s grzybami
Kluski s susonymi śliwami
Kapusta s Jaśkom
jesce i żury i boszcze i zupy grzybowe, i piyrogi s kapustom i s grzybami, a jak beł bogatsy gazda to ji ło ryby zadboł, a beły piecone na łoleju lnianym i maśle.
Wiecerzo skłońcono, kłozdy łobzarty ze ji rusać sie nimoze ale, cza pszecio jesce pociyrz zmowić, cza zakolyndować resztki jedzonio zaniyś do stajni żywiźnie, co by tys pocuła ze Mesyjosz sie narodziuł, dziywki licom kołki f płotak, cy tys bydzie dali starom pannom, cy wyjdzie za jakigo kawalera, suchały s ktore strony pies zasceko to s tamtont  bee miała chłopa, i tak cas zlecioł aze cza sie beło rychtować do PASTYRKI. A rychtowały sie dziywki, rychtowały, co niektore to ji tom nowocesnom kosmetologije, na sie nakładały, a roz jak Bronka Nowieśniocka na siebie nałozoła tom nowoczesnom kosmetologije to syćkie muchy wyzdychały f chałupie, a ji kłot tys sie wyprowadziuł. No ale pszecio kłozdo kciała prymnie wyglondać f kłościele łokazałości pokozać, a gaździno poniektoro to jak miała nowom kiecke, to sie rozsiadła  jak, kwoka na jojkak i dwa miejsca  f  ławie zajoła.
Kosprzycka łopowiadała jak ros siedziała koło gaździne s Zomieścio, a jak to wiycie, jak sie pojy i grochu i kapusty to sie f kałdunie zacyno chłojco dzioć, to tys wiycie ta gaździno tak sie powiertywo, to tak pokroco, wreszcie, nie strzymała i se wiycie upuściuła trochy gazu, tak doś głośnawo, ale ze miała tupet, coby tys nie beło ze to łona, wiync paczy na boki i pyto;  a ktoros to; Kosprzycka ze tys beła kobitom s tupetom pyto sie; a co dwie mocie?
Po Pastyrce kawalerka rusała na podłazy cyli śli do swojik dziywek, no roźnie wracali, casami f Boze Narodzonie rano a bewało ze ji f Szczepana.
Fchodzonc do chałpy sfojij wybranki sypoł łofsem i składoł zycenia do ktoryk sie i jo przyłoncom:

Na scynście na zdrowie na to Boze Narodzenie,
coby siy Wom darzyło mnorzyło syćko Boskie stworzenie.
Cobyście mieli telo łowiecek kielo w mrowiecnioku mrowecek.
Cbyście mieli telo wołków kielo na dachu kołków.
Cobyście mieli telo konicków kielo w płocie kolicków.
W kozdym kątku po dzieciątku a na piecu  troje ino cobyście nie podzieli ze to ktore moje.
Na scynście na zdrowie na tyn nowy rok,
coby Wom wypod z pieca bok,
coby Wom z pieca wypadła ruła,
coby Wom gaździno schrubła”
tego Wom zycy

stary gazda    cdn…

Kuchnia z KGW Zawadka

Wigilijna zupa grzybowa

5 dag grzybów suszonych, woda, włoszczyzna bez kapusty, łyżka masła, łyżka mąki, 1/2 szklanki kwaśnej śmietany, sól, pieprz

Grzyby wcześniej namoczyć, następnie ugotować w lekko osolonej wodzie. Wywar podprawić zasmażką zrobioną na maśle oraz roztrzepaną kwaśną śmietaną. Doprawić solą, pieprzem do smaku. Podawać z całymi ziemniakami.

Smacznego!

Wspomnienia z podróży – Kalwaria Pacławska

Kalwaria Pacławska oczami Pana Ryszarda z Piekiełka