Spotkania z historią – Kolekcja Prywatna Tymbark

SPOTKANIE XVI

 „DWORSKIE OPOWIEŚCI”

Stare, leciwe, pamiętające jeszcze XIX wiek biurko. Piękne, solidne, dawne wykonanie. Drzwiczki co prawda trochę skrzypią, ale za to szuflady są nadal bez zarzutu. Szuflady dawnych mebli zawsze miały i mają w sobie coś tajemniczego. Te w niewielkich sekretarzykach przeznaczone były na drobiazgi. W kredensach, bibliotekach, biurkach były zazwyczaj bardzo pojemne – jak to się dawniej mówiło przepastne. Ale zawsze – i nie było od tego żadnych wyjątków – szuflady zawsze skrywały skarby.

Na blacie mojego biurka sukno jest już trochę wytarte, znać na nim minione lata. Dawno, dawno temu stała na nim obowiązkowo naftowa lampa, a obok oczywiście kałamarz –  stąd pewnie te drobne kropki i plamki. Po wielu latach są już całkiem wyblakłe, trudno nawet rozpoznać ich barwę.

Ile razy patrzę na te stare atramentowe plamy przychodzą mi na myśl dawne pisane piórem listy, pocztowe karty, czasem napis na starej fotografii. Proszę spojrzeć na to zdjęcie poniżej – ten opis jest z roku ok. 1908.

 „Atrament już trochę wyblakł …”

W tym spotkaniu  zapraszam do otworzenia jednej z moich szuflad. Do moich skarbów. Stara fotografia – początek XX wieku. Od dawna leży w szufladzie pośród wielu innych.

Wpatrując się w tą dawną fotografię od razu możemy rozpoznać przynajmniej kilka postaci. Tylko że jest może niewielkie albo też wielkie  „a l e” dotyczące tej fotografii. Otóż ta fotografia jest publicznie przedstawiana po ponad stu latach od momentu jej wykonania pierwszy raz właśnie teraz – dzisiaj w naszym spotkaniu.

Jest to oryginalna fotografia  z roku ok. 1910 .

Kilka osób na tej wiekowej fotografii możemy bez cienia wątpliwości rozpoznać. A wiecie Państwo dlaczego ? Otóż w mojej szufladzie oprócz tej fotografii znajduje się jeszcze jeden skarb. Tym skarbem jest monografia dworu w Tymbarku autorstwa Pana Stanisława Wcisło.

 „Skarby”

 Skarby mają na ogół to do siebie, że są zaczarowane.  Spróbujmy dzisiaj ten mój skarb odczarować, tak aby się dokładnie upewnić, kto na tej dzisiaj pierwszy raz publicznie prezentowanej starej fotografii ze znanych nam osób się znajduje. Zapraszam  poniżej do materiału zdjęciowego.

 „Z mojej szuflady”

Dzięki publikacji ” Zofia Jadwiga Turska – z Myszkowskich – ostatnia właścicielka tymbarskiego dworu 1924 – 1945 ” wydanej w roku 2015 – możemy identyfikować osoby z bardzo starej fotografii z początku XX wieku.  Przedstawiając tą fotografię  na początku naszego spotkania  nie podpisałem jej – chociaż na własny użytek określam ją jako „Rodzina Myszkowskich „. Świadom jestem że inne osoby ( min. „ciotki ” ) nosiły zapewne również inne nazwiska. Jadwiga Myszkowska stojąca najwyżej trzyma rękę na ramieniu najmłodszego z rodzeństwa Myszkowskich – Jerzego – niestety nie znalazłem jego zdjęć z tych lat do porównania. Widoczna, siedząca pośrodku piękna dziewczyna to Zofia Turska – wówczas jeszcze Zosia Myszkowska. Proszę się dokładnie przyjrzeć – na porównywanych zdjęciach nawet upięta we włosy kokarda jest taka sama. Siedzący mężczyzna to oczywiście Józef Myszkowski – nad nim jego najstarszy syn Ludwik Myszkowski. Proszę jeżeli można, zapamiętać postacie z tego starego, dawnego zdjęcia – te już rozpoznane a również anonimowe postacie kobiet i mężczyzn – jak widać w różnym wieku. W kolejnych naszych spotkaniach zobaczymy je  na innych archiwalnych, historycznych fotografiach … —- (  )

 OBJAŚNIENIA:

1) Przedstawiona w dzisiejszym spotkaniu fotografia trafiła do moich zbiorów po ponad stu latach od momentu jej wykonania. Podarował ją dawno temu Ludwik Myszkowski swojemu koledze. Niestety na tej fotografii brak jakiegokolwiek opisu – miejsca, nazwisk, daty. Ten pisany atramentem adres pochodzi z innej fotografii.  Jest jednak pewien szczegół, który pozwala w przybliżeniu określić datowanie tego zdjęcia – najpóźniej ta fotografia została wykonana w roku 1910. Aby to jednak w miarę precyzyjnie wyjaśnić nie wystarczy kilka zdań które staram się zawsze dodać do pokazywanych materiałów. W kolejnych naszych spotkaniach zaglądniemy na karty pewnych wspaniałych, niezwykle wartościowych wydawnictw które pozwolą nam dokładniej zagłębić się w historię i dzieje rodziny Myszkowskich i Turskich – ziemian, właścicieli dworów i majątków min. w Tymbarku.

MATERIAŁY:

1) Fotografia „Rodzina Myszkowskich” ok. 1910 – Dwór w Tymbarku – zbiór archiwaliów „Kolekcja Prywatna Tymbark”

2) Stanisław Wcisło „Memorabilia – Zofia Jadwiga Turska – z Myszkowskich – ostatnia właścicielka tymbarskiego dworu w latach 1924 – 1945” – Wydawca Ochotnicza Straż Pożarna Tymbark 2015

 Przedstawione materiały mogą służyć wyłącznie celom poznawczym i edukacyjnym. Kopiowanie i rozpowszechnianie do celów komercyjnych jest niedopuszczalne.

 „SPOTKANIA Z HISTORIĄ – KOLEKCJA PRYWATNA TYMBARK”

Szanowni Czytelnicy Tymbark.in „Kolekcja Prywatna Tymbark” zaprasza do pasjonującej przygody z historią i do następnego spotkania !!! 

SPOTKANIA Z HISTORIĄ – KOLEKCJA PRYWATNA TYMBARK

SPOTKANIE XV

„DWORSKIE OPOWIEŚCI”

„Pokojowa musi być uczciwa, to jest: wierna i niepłocha. Niech będzie z przyrodzenia porządną (bo smolucha nigdy nie przeistoczysz), silna i do pracy ochocza. Trzymaj ją w bogobojności, przestrzegając, aby obowiązki duchowne sumiennie pełniła. Pilnuj, aby nigdy nie kłamała ; a ułatwiaj jej pracę, sama będąc porządną, skrzętną, nie obciążając ją niepotrzebnemi osobistemi usługami. Niech rano narządzi, co Ci potrzeba do wstania, da wody do umycia ; niech Ci pomoże do ubrania. Gdy wyjdziesz na śniadanie, niech ściele łóżka, otwiera okna, przewietrza sypialnie, zamiata i czyści wszystko u Ciebie. Gdy powrócisz do swych pokoi, wydaj jej robotę dzienną, wskaż ubranie twe drugie, które ona narządzi i wyprasuje. Jeżeli podług mej rady sukien strojnych, jedwabnych, zwyczajnie nosić na wsi nie będziesz, niewiele jej to narządzanie czasu zajmie.”

Ten z zachowaną oryginalną pisownią cytat pochodzi z pierwszego tomu dzieła Karoliny Nakwaskiej ” Dwór Wiejski”.

 „Dwór wiejski”

Podejrzewam, że nie muszę już teraz wiele wyjaśniać – poznana w poprzednim spotkaniu dziewczyna to pokojowa w dworze. Proszę zobaczyć na te zdjęcia poniżej. Widać że ta dziewczyna jest szczęśliwa – i tak było. Była szczęśliwa i to z dwóch powodów – po pierwsze, że te zdjęcia robił jej ktoś bardzo bliski – to ten pan z fotografii z zaręczyn. A po drugie to to, że jak wspominała po latach – w dworze w Tymbarku było jej bardzo dobrze. A dobrze było bo dobrą, serdeczną dla wszystkich była pani dziedziczka Zofia Turska. Przepiękne zdjęcia z epoki – lata dwudzieste, lata trzydzieste. Czas który przeminął – gdzież te moździerze, kredensy – gdzie to szydełkowanie,haftowanie, obrębianie serwetek …

Tymbark ok. 1930 

„Dwór wiejski – dzieło poświęcone gospodyniom polskim – przydatne i osobom w mieście mieszkającym – przez Karolinę z Potockich Nakwaską” to pełny tytuł dzieła z połowy XIX wieku, bez którego nie obejdzie się jakiekolwiek opracowanie, każde słowo pisane tego co dotyczy tematu dworu, dworskiej tradycji, obyczajów – cytowane w większych lub mniejszych fragmentach – napisane uroczym językiem z jakże aktualnymi również do naszych czasów radami, poradami i celnymi spostrzeżeniami.

 „Dwór wiejski – oryginał 1857”

W dzisiejszym spotkaniu mamy okazję zobaczyć, porównać oryginalne wydanie z czymś co się nazywa jego reprintem. W zbiorach mojej kolekcji znajduje się oryginalny pierwszy tom drugiego wydania Nakwaskiej z roku 1857 (pierwsze wydanie rozszerzone). Ten posiadany przeze mnie tom jest w stanie raczej kiepskim (termin antykwaryczny ) – karty są poluzowane z licznymi ubytkami – jednak to, że oryginalne wydania „Dworu wiejskiego” są praktycznie nieosiągalne, daje radość nawet z posiadania takiego egzemplarza. Pozwolę sobie pokazać zatem poniżej choćby we fragmentach reprint książki, z której korzystały w XIX i początkiem XX wieku gospodynie, panie domu i oczywista dziedziczki w swych majątkach.

« 1 z 2 »

„Karolina Nakwaska – Dwór wiejski”

W monografii tymbarskiego dworu możemy przeczytać, że Zofia Turska zgodnie z wolą swego ojca została właścicielką dóbr w Tymbarku w roku 1924. Jednak całkowite samodzielne zarządzanie majątkiem z pomocą męża Karola Turskiego objęła Zofia dopiero pod koniec roku 1925. W połowie grudnia tegoż roku w mroźny zimowy dzień Tymbark i okolice obiegła smutna wiadomość …

Taką też wiadomość w formie drukowanego nekrologu przesłał do swojego przyjaciela z lat młodości najstarszy syn zmarłego Józefa, Ludwik Myszkowski – brat Zofii już wówczas po mężu Turskiej. Proszę spojrzeć na materiał poniżej – to jest oryginalny, autentyczny nekrolog Józefa Myszkowskiego z roku 1925.

„Józef Myszkowski – Nekrolog – Oryginał 1925”

O pewnych rzeczach nie można mówić inaczej niż to, że jest to bardzo bliski dotyk historii. Zapraszam do kolejnych spotkań.

OBJAŚNIENIA:

1) Karolina z Potockich Nakwaska 1798 – 1875 – polska arystokratka która ze względu  na działalność swego męża (Henryk Nakwaski – poseł sejmu powstańczego 1831) zmuszona była do opuszczenia ojczyzny. Nakwascy to uczestnicy tzw. Wielkiej Emigracji, której najwybitniejszym przedstawicielem był Adam Mickiewicz, a którego los rzucił na „paryski bruk”.

Karolina wraz z mężem przebywała min. w Niemczech, Francji i Szwajcarii. Jej zainteresowania i niewątpliwy talent zaowocowały z czasem publikacją – wzorując się na francuskich podobnych wydawnictwach – niezwykłego dzieła jakim jest „Dwór wiejski”. Jest to poniekąd poradnik, można rzec, że wręcz przewodnik w każdej dziedzinie, bo i mówi Nakwaska o architekturze, o przyrodzie, kuchni, daje rady w wydawałoby się oczywistych, a jakże czasem trudnych codziennych sprawach. Jest tam też o obyczajach, o moralności, a nawet znajdziemy tam może już teraz dla nas wydające się śmiesznymi językowe porady. Czyta się to dosłownie jak powieść – polecam, jeżeli przyjdzie czasem taka chwila że będziemy mieli wszystkiego dość, zgiełk otaczającego świata będzie nie do wytrzymania, Nakwaska wszystko załagodzi – na wszystko znajdzie dobrą radę. Potwierdzeniem tego niech będzie – przedstawiający we fragmentach dzieło Nakwaskiej – zamieszczony dzisiaj materiał zdjęciowy.

„Dwór wiejski” wpisuje się w nurt literatury, druków i wydawnictw emigracyjnych, które są nam przecież znane do końca lat osiemdziesiątych XX wieku, a nawet jeszcze późniejszych. Zauważmy, że na oryginale z roku 1857, który mam przyjemność dzisiaj przedstawić, jak i w reprincie, brak jakichkolwiek adnotacji zaborczej cenzury. To oznaczało że jest to wolne, niezależne wydawnictwo. Prezentowany oryginalny egzemplarz pochodzi z pierwszego genewskiego nakładu w roku 1857 – piękny reprint WAiF 1988 wydany został w niewielkim nakładzie 2000 egzemplarzy.

2) Oryginalny nekrolog Józefa Myszkowskiego to druk tak dla wyobrażenia wielkości mniej więcej współczesnego formatu A4 – zauważmy, stan zachowania na to wskazuje – na druku i jego odwrocie brak jakichkolwiek śladów mocowania, kleju – oprócz typowych na złożeniach osłabieniach papieru po tylu latach – brak większych uszkodzeń. Taka była dawniej forma powiadamiania – nekrolog został złożony i wysłany w kopercie. Nie jest to zatem znana nam współcześnie klepsydra. Nekrologi mają w piśmiennictwie bardzo dawną tradycję. W czasopismach szczególnie z XIX i początku XX wieku często można było spotkać nekrologi wielkością dorównującą nawet obszernym artykułom. Do treści nekrologu dzisiaj przedstawionego powrócimy w następnych spotkaniach. Widoczna sygnatura – Roman Pisz Nowy Sącz – drukarnia, wydawnictwo, księgarnia Pisza mieszcząca się przy ulicy Jagiellońskiej pod numerem 5 – swoimi korzeniami sięga połowy wieku dziewiętnastego. Przedstawiony dzisiaj nekrolog został nabyty do zbiorów na aukcji antykwarycznej.

MATERIAŁY:

1) „Dwór wiejski” tom I Karolina Nakwaska Genewa 1857 – zbiory bibliofilskie – księgozbiór „Kolekcja Prywatna Tymbark”

2) „Dwór wiejski” tom I-II-III Karolina Nakwaska  – reprint – Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe W-wa 1988 – księgozbiór „Kolekcja Prywatna Tymbark”

3) „Tymbark ok. 1930” – fotografie do 1939 – „Kolekcja Prywatna Tymbark”

4) Nekrolog 1925 Józef Myszkowski – Dwór w Tymbarku – zbiór archiwaliów „Kolekcja Prywatna Tymbark”

Przedstawione materiały mogą służyć wyłącznie celom poznawczym i edukacyjnym. Kopiowanie i rozpowszechnianie do celów komercyjnych jest niedopuszczalne.

 „SPOTKANIA Z HISTORIĄ – KOLEKCJA PRYWATNA TYMBARK”

Szanowni Czytelnicy Tymbark.in „Kolekcja Prywatna Tymbark” zaprasza do pasjonującej przygody z historią i do następnego spotkania !!! 

Spotkania z historią – Kolekcja Prywatna Tymbark

SPOTKANIE XIV

” DWORSKIE OPOWIEŚCI „

( ciąg dalszy )

Pieczęć ” Zarządu Lasów Majątku Tymbark ”  – tak przecież należy współcześnie przetłumaczyć jej treść – którą mogliśmy oglądać w poprzednim spotkaniu nie jest jedyną zachowaną sprzed ponad wieku ciekawą, a nade wszystko rzadką pamiątką naszej historii. Proszę zobaczyć poniżej na dawną wysłaną w ” dworskich ” czasach z Tymbarku w roku 1914 kartę pocztową a na niej również odcisk pieczęci – tym razem prowadzącego  w naszej miejscowości interesy Józefa Rottenberga – niezwykła rzadkość – ” tymbarski judaik „

Tymbark 1914 

Zatem karty pocztowe, stare pocztówki, fotografie niech będą jak we wszystkich poprzednich tak i tym razem ilustracją naszego spotkania. Na jednej z pocztówek widzimy piękny zalesiony masyw Łopienia. Jest to fotografia, pocztówka prywatna z lat trzydziestych XX w – przy okazji możemy zobaczyć autentyczną, historyczną zabudowę rynku i jego otoczenia.

Tymbark na starej pocztówce

Najistotniejszą wartością majątku Tymbark były lasy stanowiące największą procentowo część jego powierzchni i przynoszące największy dochód. Położone w Tymbarku i sąsiednich Słopnicach dostarczały cennego surowca do dworskiego tartaku, a drewno w czasach, które wspominamy, było przecież głównym, a niejednokrotnie jedynym materiałem wykorzystywanym czy to w budownictwie czy w wyposażeniu domów – do produkcji skrzyń, beczek –  dosłownie niemal w każdej dziedzinie. A że o lasy w naszym majątku dbano i prowadzono w nich mądrą, fachową gospodarkę leśną – drzewostan był odnawiany, lasy czyszczone – to i dochód z nich był pokaźny. – Do tego żeby można było prowadzić taką dochodową, mądrą gospodarkę potrzebna była pewna umiejętność. Nazywała się ta umiejętność  tak jak mogliśmy to odczytać na naszej dawnej dworskiej pieczęci – umiejętność lasowa. Tak się za dawnych „dworskich ” czasów mówiło. „Umiejętność lasowa” to również tytuł wydanego w roku 1809, jeżeli można  to dzieło tak nazwać, swojego rodzaju podręcznika, a którego reprint przynajmniej we fragmentach dzisiaj przeglądnijmy. Tak jak obiecałem zobaczmy ” lasową ” książkę. Prawdopodobnie na oryginał można było się także natknąć w bibliotece tymbarskiego dworu.

„Umiejętność lasowa”

Zamieszczona poniżej piękna fotografia z końca lat dwudziestych XX wieku również ma związek z tematem naszego spotkania.  Została wykonana na stokach Śnieżnicy. W tle Mogielica. Królowa naszych gór okryta lasami, które wówczas należały w znacznej części do tymbarskiego dworu. To zdjęcie upamiętniło piękną chwilę w życiu tych dwojga młodych ludzi – to są ich zaręczyny. Ta piękna młoda dziewczyna później po latach od tego momentu dużo mi opowiadała  o sobie, o świecie który przeminął. I opowiadała mi też o dworze w Tymbarku, o Zofii Turskiej ….

Zaręczyny

Dwór dawał dawniej pracę, dawał zarobek. W lesie, tartaku, polu – w samym też dworze potrzeba było ludzi do obrządku w oborach, utrzymania ogrodu, do kuchni i obsługi w domu. Spójrzmy na jedną z zachowanych dawnych pocztówek z Tymbarku.

Zamieście

Po drodze przez Zamieście jedzie zaprzęg wiozący jak się to dawniej mówiło ” słuszny ” (spory) kloc drewna. A gdzież oni jadą, jak nie do dworskiego tartaku.Ten obrazek z końmi widzimy w naszych spotkaniach po raz pierwszy,  w przeciwieństwie do znanej nam już wcześniej, znajdującej się obok, pocztówki z dawnymi widokami Tymbarku. Ale na odwrocie tej dawnej pocztowej karty znajdziemy coś bardzo, bardzo ciekawego. Proszę tylko zobaczyć.

Tymbark 1935 – życzenia

 Podpisy – Wanda Turska, Tadeusz Turski – rodzeństwo Karola Turskiego męża naszej dziedziczki. W roku 1935 Zofia Turska była już od kilku lat wdową. Na karcie są zapisane świąteczne życzenia – ciekawym jest to że wysłano je na pocztówce z widokami Tymbarku. Proszę zatem zobaczyć – ta pocztówka nam to doskonale potwierdza – dwór w Tymbarku był lubiany, był gościnny – zjeżdżały tu osoby z odległych zakątków. Tadeusz Turski mieszkał we Lwowie, Wanda Turska w większości przebywała za granicą. Dzięki tej karcie pocztowej mamy może niewielki, ale jednak przyczynek do monografii dworu w Tymbarku – Wanda bywała zatem u swojej bratowej Zofii w Tymbarku. Ta wydawałoby się mało znacząca zwykła kartka potwierdza to co mamy zapisane w historii naszego dworu. Minęło kilka lat – wybuchła wojna – rodzina i wszyscy potrzebujący znaleźli w dworze w Tymbarku schronienie i otrzymali wszelaką pomoc. – Co jeszcze ciekawe – ta zwykła pocztówka przetrwała gdzieś daleko tyle lat – kupiłem ją całkiem niedawno – doprawdy historia składa się nie tylko z wielkich wydarzeń, dat i wieków. Czasem wystarczy jakiś drobiazg, okruch, jedno zdanie czy słowo i zaczyna się nam wszystko uzupełniać czy nawet układać w całość. Tak jak ułożyło się życie tej dziewczyny z fotografii z Mogielicą w tle. Z początkiem lat trzydziestych – co prawda niedługo bo około roku – pracowała w dworze w Tymbarku. Była w naszym dworze ….

OBJAŚNIENIA:

 1) „Tymbark 1914” to doskonały przykład karty korespondencyjnej z czasów „miłościwie nam panującego” – co prawda już schyłkowy, ale jeszcze okres zaborów. Kasownik pocztowy z datą 2 marca 1914

2)  „Umiejętność lasowa” – prezentowany  reprint wydany został w niewielkim nakładzie zaledwie 1500 egzemplarzy. Reprinty będące ponowną publikacją  bardzo rzadkich książek, zazwyczaj nieosiągalnych oryginałów również są obiektami kolekcjonerskich poszukiwań i gromadzenia w księgozbiorach. To co dzisiaj mogliśmy zobaczyć to doskonały przykład jeszcze staropolskiego języka i dawnej sztuki drukarskiej. Zapewne zwraca uwagę sposób zapisu – czcionka litery „s”, która momentami wręcz przeszkadza w czytaniu i rozumieniu tekstu. W tym naszym spotkaniu materiał dotyczący tego dawnego leśnego podręcznika zajmuje sporo miejsca, ale to właśnie las był głównym źródłem dochodów w dawnych „dobrach” Tymbark

3) „Tymbark na starej pocztówce” – nakłady Henryka Becka z lat dwudziestych z jak pięknymi motywami z dawnych lat. Czy nie uroczy jest ten obrazek z nad rzeki Łososiny ? Jeżeli można to proszę sobie ten motyw zapamiętać – nad wodą – za jakiś czas zobaczymy go ponownie, ale w jakże już innym, o wiele większym historycznie wymiarze.

4) Fotografia „Zaręczyny” – zwraca uwagę doskonała kompozycja tego zdjęcia – coś dominuje, ale nie zasłania – coś jest tłem ale widocznym. Do tego technika utrwalenia na bromowym papierze plus precyzyjne naświetlenie. W Tymbarku zachowało się niewiele takich zdjęć z dwudziestolecia międzywojennego. Jedna z piękniejszych fotografii z mojego albumu.

MATERIAŁY:

1) ” Tymbark 1914 – judaik ” – zbiór pocztówek historycznych do 1939 – „Kolekcja Prywatna Tymbark”

2) „Umiejętność lasowa” tom I – tom II – reprint – wydawnictwo Ruthenus Krosno 2005 – 2008 – księgozbiór – „Kolekcja Prywatna Tymbark”

3) Fotografia „Zaręczyny”  – fotografie do 1939 – „Kolekcja Prywatna Tymbark”

4) „Tymbark – pocztówki obrazkowe” – „Tymbark – widok na rynek” pocztówka prywatna – zbiór pocztówek historycznych do 1939 – „Kolekcja Prywatna Tymbark”

  Przedstawione materiały mogą służyć wyłącznie celom poznawczym i edukacyjnym.

Kopiowanie i rozpowszechnianie do celów komercyjnych jest niedopuszczalne.

„SPOTKANIA Z HISTORIĄ – KOLEKCJA PRYWATNA TYMBARK”

Szanowni Czytelnicy Tymbark.in „Kolekcja Prywatna Tymbark” zaprasza do pasjonującej przygody z historią i do następnego spotkania !!!

Spotkania z historią – Kolekcja Prywatna Tymbark

SPOTKANIE XIII

„DWÓR – SUPLEMENT”

( ciąg dalszy )

ZOFIA TURSKA 

Portret Zofii Turskiej to powiększenie z niezwykle cennej historycznej grupowej fotografii z lat trzydziestych XX wieku. Cennej ponieważ dokumentuje nam postacie osób znanych, wpływowych uwiecznionych na tym zdjęciu wraz z grupą dziewcząt w odświętnych ludowych strojach.

Tymbark na starej fotografii

Fotografia wykonana została w Tymbarku przy okazji jakiegoś uroczystego wydarzenia. Świadczą o tym odświętne stroje pań – moda z epoki, korale, broszki, apaszki – panowie w garniturach. Na honorowym miejscu w pierwszym rzędzie siedzi dziedziczka Zofia Turska. Pani dziedziczka – tak się mówiło i tak było przyjęte. Obok po jej lewej ręce nauczycielka Bronisława Szewczyk. Mężczyzna siedzący centralnie to starosta limanowski Ludwik Malkowski – a więc wydarzenie było ważne. Po prawej stronie starosty jego żona, a dalej Zuzanna Pieguszewska, Helena Kilbert, powyżej stoi nauczycielka pani Filipiak. W środkowym rzędzie nad starostą pan w ciemnym garniturze to magister Ludwik Pieguszewski – aptekarz. Magister – wystarczyło powiedzieć tylko to jedno słowo i wszyscy wiedzieli w Tymbarku o kogo chodzi. Niestety większość osób z tego zdjęcia pozostaje dla mnie  anonimowa – udało mi się ustalić tożsamość i nazwiska jedynie nielicznych. Być może  nasi Czytelnicy rozpoznają na tej fotografii szczególnie pośród stojących dziewcząt kogoś bliskiego – Mamę, Babcię, Prababcię z lat młodości.

Jeżeli można to oczywiście szanując prywatność pozwolę sobie  trochę w tym rozpoznawaniu dopomóc. Może miłym będzie między innymi zobaczyć swoją Mamę dla pana Mieczysława, który wraz z swoją córką i wnukiem wystawiał nam ostatnio piękne obrazy. Może sąsiadkę naszego malarza z naprzeciwka panią Krystynę ucieszy widok swojej Mamy i też Babci. Panie z domu, do którego chodzimy w rynku na lody zapewne z sentymentem zobaczą swoją młodą nastoletnią jeszcze Mamę. Proszę spojrzeć na tą uśmiechniętą dziewczynę w białej bluzce (nad lewym ramieniem pani Szewczyk). Pamiętacie Państwo jadąc lub idąc od Tymbarku w stronę Zamieścia główną drogą w oknie pierwszego za mostem po lewo domu, przyprószoną siwizną postać starszej pani z zawsze pogodnym uśmiechem. Ta starsza pani to dziewczyna z naszego zdjęcia. A że my w Tymbarku wszyscy się znamy to teraz wiemy, że to po Babci jej wnuczka pani Bolesława ma teraz dla nas wszystkich taki sam uśmiech.

Powróćmy jednak do historycznego aspektu tej fotografii. Na odwrocie brak jakiegokolwiek opisu. Datowanie staram się ustalić na kilka sposobów – starosta Malkowski pełnił swoją funkcję w latach 1932 – 1937  Rozpoznając kilka nazwisk z pomiędzy dziewcząt z tej fotografii pozwoliłem sobie zrobić kwerendę (już niestety) na naszym parafialnym cmentarzu – daty ich urodzenia to mniej więcej lata 1914 – 1915 – 1916 – 1919 – na zdjęciu widzimy dziewczęta w wieku około 16 – 18 – 20 lat. I jeszcze jeden szczegół zwraca uwagę – Bronisława Szewczyk ubrana na czarno, w żałobie. Ksiądz Józef Szewczyk – jej brat zmarł w roku 1935 –  Wszystko to razem wzięte wskazuje i tak należy domniemywać, że ta fotografia wykonana została około roku 1935 – 1936.

W monografii tymbarskiego dworu możemy przeczytać, że jego właściciele nie żyli w izolacji od pozostałych mieszkańców naszej miejscowości, a wręcz przeciwnie, zaangażowani byli w życie publiczne, kulturalne naszej społeczności. I ta prezentowana dzisiaj fotografia w pełni to potwierdza – widzimy że rzeczywiście panie – Zofia Turska, Bronisława Szewczyk – „trzymały się razem”.

Grupa młodych dziewcząt przywodzi na myśl jakieś występy – zapewne śpiew, deklamacje, akademię, inscenizację. Widoczny na fotografii wymieniany wcześniej Ludwik Pieguszewski – to główny animator życia teatralnego Tymbarku w dwudziestoleciu międzywojennym – również przyjaciel dworu. Dworu, który sprzyjał wszelkim kulturalnym poczynaniom. Zapewne te dziewczęta z fotografii  udzielały się także w wystawiającym liczne sztuki prężnie działającym amatorskim zespole teatralnym.

Potwierdzenie tego wszystkiego o czym dzisiaj mówimy patrząc na dawną fotografię  odnajdziemy w zachowanych oryginalnych dawnych czasopismach. Proszę tylko zobaczyć – tarnowski diecezjalny tygodnik „Nasza sprawa” – numery z grudnia 1937 roku – a w nich korespondencja i zdjęcie z teatralnego występu w Tymbarku.

To zdjęcie w diecezjalnym tygodniku jest trochę niewyraźne, mało czytelne – żebyśmy zatem mogli zobaczyć bardziej dokładną fotografię z tego wydarzenia sięgnę do swoich zbiorów – poniżej oryginał z roku 1937.

Tymbark 1937

W repertuarze amatorskiego teatru w Tymbarku dominowała tematyka religijna, ale też nade wszystko patriotyczna. Takie było zapotrzebowanie po latach niewoli, zaborów – manifestowanie swojej wolności. Odpowiedzialnie dobierana tematyka spełniała ogromną rolę wychowawczą. A gdzież było można znaleźć odpowiednie teksty, pomocne materiały – ba, opublikowane sztuki teatralne – jak nie w dworskiej zasobnej bibliotece. Powróćmy więc zatem do tytułu naszego spotkania.  Zachowała się do naszych czasów książka. Piękna książka. Powiem nawet bibliofilski rarytas – jest to pierwodruk z roku 1901  – „Zawisza Czarny” Kazimierza Przerwy-Tetmajera  – sztuka teatralna –  w przepięknej tłoczonej oprawie z epoki.

Zawisza Czarny

Na jednej ze stron znajduje się niezwykle cenna zachowana do naszych czasów rzadkość. Odcisk dworskiej pieczęci o treści ” Zarząd Lassowy Dóbr Tymbark „. Pokazany poniżej materiał zdjęciowy w pełni to dokumentuje.

Dworska pieczęć

Ta książka – „Zawisza Czarny” –  została podarowana z biblioteki tymbarskiego dworu w latach trzydziestych XX wieku dla naszego działającego wówczas amatorskiego zespołu teatralnego. Cudem – bo jak można to nazwać inaczej – zachowała się do naszych czasów.

W naszym dzisiejszym spotkaniu pozwolę sobie zaprezentować jeszcze jedną – tematycznie związaną z naszym spotkaniem – wydaną również w roku 1901 uroczą książkę. Uroczą ponieważ czaruje swoim pięknym stanem zachowania oraz treścią. Treścią o dworach, o których można czytać,mówić i pisać bez końca …

„Ongi w dworach i dworkach”

OBJAŚNIENIA:

1) Dawna grupowa historyczna fotografia – kolejny raz potwierdza się bezcenna wartość dawnych zdjęć –  udokumentowanie osób, zdarzeń – zatrzymanie chwili która przetrwała do dzisiaj. Patrząc na tą jak i inne zachowane z przeszłości fotografie uświadomić sobie musimy również to, że dostępność i raczej skomplikowana technika wykonywania zdjęć nie była dawniej, przed laty tak powszechna jak dzisiaj. No i jeszcze jedno – cena – nie było to takie tanie – a dodać do tego kryzys lat trzydziestych , liczenie się z każdym groszem i wiemy już wszystko. Dlatego też między innymi te zachowane nieliczne dawne fotografie są dzisiaj tak poszukiwane. Naszą dzisiejszą najszerzej omawianą fotografię wykonano zapewne tylko dlatego, że była ku temu jak wspomniałem jakaś wyjątkowa okazja, święto, uroczystość.

2)  W przyszłości powrócę jeszcze w naszych spotkaniach do postaci Ludwika Pieguszewskiego. Uwieczniona na naszej historycznej fotografii jego żona Zuzanna z początkiem II wojny w wyniku splotu smutnych i tragicznych wydarzeń została wywieziona i zamordowana w hitlerowskim obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu – odnosząc się do monografii dworu nie można zatem pominąć kolejnej cennej publikacji, a mianowicie historii apteki w Tymbarku. 3) Odcisk pieczęci i widoczny na nim językowy archaizm – ” lassowy ” (lasowy) – to dawne brzmienie obecnego słowa leśny. Zastanawiające jest podwójne użycie litery s – być może ma to związek z dawną pewną dowolnością w pisowni.  Pieczęć pochodzi prawdopodobnie z przełomu XIX/XX wieku.  Równie archaiczne słowo „dóbr” (dobra – majątek) w tym znaczeniu już dzisiaj nie jest używane.  Prawdopodobnie też pieczęć ta nie była jedyną  w tymbarskiej dworskiej kancelarii. „Lasową”, inną książkę pokażę, ale już w kolejnym naszym spotkaniu. Przykładem zmian językowych jest również prezentowana dzisiaj książka Wybranowskiego. „Ongi” – obecnie zastąpione dawno, dawniej, kiedyś, dawno temu, w przeszłości – całkowicie wyszło z użycia a wręcz może być niezrozumiałe.

MATERIAŁY:

1) Fotografie formatu pocztówkowego – grupowa i ze spektaklu w Tymbarku – fotografie do 1939 – „Kolekcja Prywatna Tymbark”

2) „Ludwik Malkowski – starosta limanowski” – „Echo Limanowskie” nr 248-249 maj-czerwiec 2015 – „Okruchy pamięci – Limanowa na starej fotografii ” tom I s.186 – Limanowa 2008 – księgozbiór – „Kolekcja Prywatna Tymbark”

3) „Nasza Sprawa – Ilustrowany Tygodnik Katolicki” nr 49, nr 52 Tarnów grudzień 1937 – czasopisma do 1939 – „Kolekcja Prywatna Tymbark”

4) „Zawisza Czarny”  Kazimierz Przerwa-Tetmajer – Kraków 1901- zbiory bibliofilskie – księgozbiór do 1939 – „Kolekcja Prywatna Tymbark”

5) „Ongi w dworach i dworkach szlacheckich ” Aleksander Wybranowski – Biblioteka Dzieł Wyborowych nr 209  Warszawa 1901 – księgozbiór do 1939 – „Kolekcja Prywatna Tymbark”

Przedstawione materiały mogą służyć wyłącznie celom poznawczym i edukacyjnym. Kopiowanie i rozpowszechnianie do celów komercyjnych jest  niedopuszczalne.

 „SPOTKANIA Z HISTORIĄ – KOLEKCJA PRYWATNA TYMBARK”

Szanowni Czytelnicy Tymbark.in „Kolekcja Prywatna Tymbark” zaprasza do pasjonującej przygody z historią i do następnego spotkania !!!

Spotkania z historią – Kolekcja Prywatna Tymbark

SPOTKANIE XIII

„DWÓR – SUPLEMENT”

Obietnicami jest piekło wybrukowane – tak głosi jedna z wersji tego przysłowia bądź też powiedzenia. A powiedziało mi się jakiś czas temu do Pani Redaktor naszego portalu że nie śmiem dopowiedzieć ani jednego słowa na temat dziejów i historii dworu w Tymbarku. Nie śmiem, bo od dawna jestem zdania, że to co napisał i przekazał nam Pan Stanisław Wcisło  całkowicie wyczerpuje ten temat. Jestem o tym głęboko przekonany ponieważ tak się złożyło, że wszelkie materiały, wydawnictwa publikowane w formie monografii pojedynczych obiektów, czy też szersze opracowania,  dotyczące tego co nazywa się dokładnie z dużej litery pisząc Dwór Polski, od lat są w obszarze moich zainteresowań i gromadzone są w zbiorach. Dożyliśmy szczęśliwie czasu kiedy można – a nie zawsze tak było – głośno mówić o historii, dziejach i mieszkańcach dworów. Tych zachowanych na obszarze Polski i Kresów Wschodnich, jak i tych utraconych i zniszczonych przez tzw. „sprawiedliwość dziejową”.  W tym miejscu czuję się zobowiązany wyjaśnić co znaczy i co kryje się pod tym właśnie terminem – „sprawiedliwość dziejowa”, wymieniana też czasem na „sprawiedliwość społeczną”.  To są terminy rzucane przez propagandystów tzw. ” agitki ” sowieckiego totalitarnego systemu. Systemu zbrodni i obłudy. I jeżeli broń Boże ktoś jeszcze dzisiaj używa takich słów to mając nadzieję, że czyni to nieświadomie należy mu współczuć postrzegania historycznych faktów.  Ale jeżeli ktoś mówi to z jakichś powodów z przekonaniem to jest to przerażające.

Dwór Polski zajmuje w naszej historii szczególną rolę. Obyczajowość, patriotyzm, praca, kultura i mecenat, kanwa pereł naszej polskiej literatury to tylko niektóre wątki tego zjawiska. Zjawiska, bo tak też w kręgach historyków i dyskusjach na dworskie tematy to zagadnienie określono. Dwór Polski jako zjawisko historyczne i kulturowe. Temat rzeka – być może będziemy kiedyś mieli czas rozwodzić się szerzej w tej kwestii. Pan Stanisław Wcisło dał nam niezmiernie cenną monografię dworu w Tymbarku. Powiem szczerze ta przerwa w naszych spotkaniach to czas wahania czy godnym będzie coś dodać z mojej skromnej kolekcji do tego co się nazywa „Dzieje tymbarskiego dworu”.  Spoglądam na oprawioną dawną fotografię dworu w Tymbarku i myślę, że jednak może warto podzielić się czymś co da nam wszystkim możliwość jeszcze szerszego spojrzenia na historię dworu, a przez to i na historię naszej miejscowości oraz całościowo na historię Polski.

 „Tymbark – dworski zaprzęg z saniami”

Do dworu w Tymbarku ma dzisiaj przyjechać gość. Choć to niedaleko posłano już na stację konie. Gość ten to osoba znana i wszędzie mile widziana. Pan Kornel Makuszyński – pisarz …. ”  –  w takiej fabularyzowanej formie pozwolę sobie rozpocząć rozwinięcie kilku wątków z monografii dworu w Tymbarku. A tak dawniej się właśnie jeździło – latem konie zaprzęgano do powozu, bryczki czy nawet dworskiej karety –  zimą do sań. Proszę spojrzeć na to zdjęcie powyżej – dworskie sanie na drodze w Tymbarku – w oddali widać zarys nieistniejącego drewnianego mostu. Drogę, most, miejsce wykonania tego zdjęcia możemy sobie odtworzyć  dzięki poznanym już w poprzednich spotkaniach historycznych pocztówkach. Dla przypomnienia zobaczmy poniżej te z motywem dworu oraz otaczające go dworskie pola będące częścią ziemskiego majątku.

„Tymbark na starej pocztówce „

Natomiast pierwszy raz przedstawiam dzisiaj nigdy wcześniej niepublikowaną prywatną pocztówkę – fotografię.

 Nowy dwór w Tymbarku – widok od strony północnej

Dawne pocztówki –  zbiory, kolekcje, serie – dotyczące jednej dziedziny, tematu bądź motywu – są niezwykle cennym materiałem poznawczym. W dzisiejszym spotkaniu prezentowany jest pochodzący z dwudziestolecia międzywojennego zbiór  kart pocztowych, których tematem są postacie ówczesnych polskich pisarzy. A skoro do Tymbarku przyjechał pisarz Makuszyński to zobaczmy jak ten nasz gość wyglądał.

„Polscy pisarze – kolekcja 1933”  

Niewątpliwie za jakiś czas po wyjeździe pisarza, na półce dworskiej biblioteki w Tymbarku, znalazła się pośród wielu innych nowa powieść Kornela Makuszyńskiego.  „Awantura o Basię” Gebethner i Wolff 1936 – pierwodruk, pierwsze wydanie z ilustracjami Konstantego Sopoćki – zapraszam  do zapoznania się z tym wydaniem.

„Awantura o Basię – 1936 – wydanie pierwsze”

Dokładnie w dwadzieścia lat od pierwszego, w roku 1956, ukazało się jedno z kolejnych wydań „Awantury o Basię „. I można zapytać po co wspominać o wydawnictwach z siermiężnych socjalistycznych czasów. Otóż te czasy to również część naszej historii. Komunistyczna cenzura – proszę spojrzeć na materiał zdjęciowy poniżej, gdzie zobaczymy wydania z diametralnie innych lat. Ilustracje autorstwa tego samego znakomitego grafika Konstantego Sopoćki – ale na próżno szukać w wydaniu z lat pięćdziesiątych tej ilustracji z przebogatą symboliką naszej wiary, obrazu modlących się postaci. Niestety ci cenzorzy, propagandziści, Boga też nie lubili.

„Awantura o Basię 1936 – 1956”

Patrząc na dawną fotografię dworu w Tymbarku  zauważmy, że obok jest jeszcze jedna. Równie intrygująca. Piękna kobieta o tajemniczym dyskretnym uśmiechu. No tak. Pani ta to przecież ….

” Ciąg dalszy nastąpi …”

Objaśnienia:

1) Fotografia zaprzęgu z saniami została wykonana ok. roku 1935.

2) Zbiór kart pocztowych „Pisarze polscy” liczy kilkadziesiąt pozycji zachowanych w doskonałym stanie. Oprócz Kornela Makuszyńskiego pozwoliłem sobie pokazać kilka innych. Nieprzypadkowo zresztą  postacie pisarzy są prezentowane w tym naszym spotkaniu, a także jest wzmianka o cenzurze. Otóż tak pokrótce – w czasach sowieckiej okupacji i bezwzględnej cenzury istniał całkowity zakaz podejmowania pewnych tematów, wymieniania pewnych nazwisk. Takim tematem tabu była właśnie zagłada dworów. Zjawisko to nasiliło się jeszcze za carskiej Rosji, po klęsce Powstania Styczniowego, swoje apogeum miało od czasu bolszewickiej rewolucji, a później jeszcze po 17 września 1939.  Kto za czasów PRL-u spróbował wymienić nazwiska pisarzy, a w szczególności pisarek mówiących w swoich najczęściej pamiętnikarskich, dokumentalnych utworach o unicestwianiu polskich ziemiańskich siedzib narażony był na dotkliwe szykany. Kto z powojennego młodego pokolenia mógł oficjalnie bez obaw czytać np. „Pożogę ” Zofii Kossak, „Burzę od wschodu” Marii Dunin-Kozickiej, ” Na ostatniej placówce ” Dorożyńskiej.  A gdzie zapodziała się lektura „Pożegnanie domu” Zofii Żurakowskiej. Gdzie wreszcie nazwisko Marii Rodziewiczówny i jej przepiękne pełne patriotyzmu powieści. To wszystko wiąże się ściśle z tematem  jakim jest dwór. Pan Stanisław Wcisło w monografii tymbarskiego dworu wspomina o bogatej bibliotece jaka się w nim znajdowała. Uległa zniszczeniu bądź też rozproszeniu w czasie dramatycznych wydarzeń – wydarzeń takich lub podobnych, które tak jak w Tymbarku, dotknęły niezliczoną ilość dworów, a o których traktują w swoich utworach wymieniane wcześniej autorki. Pozwolę sobie w naszych spotkaniach prezentować cudem ocalałe oryginalne przedwojenne wydania książek o losach dworów.

3) Porównania – w tym spotkaniu różnych wydań – sprawdzona i skuteczna metoda historycznych dociekań – innym razem tym sposobem spojrzymy być może na dawne fotografie.

4) W latach 1986 – 2007 Stowarzyszenie Historyków Sztuki organizowało w Kielcach seminaria, których tematem był dwór. „Dwór polski – zjawisko historyczne i kulturowe ” – tak brzmi nazwa tych spotkań i taki tytuł ma dziewięć opublikowanych tomów, które są pokłosiem tych spotkań. Skarbnica wiedzy o wszystkim co z dworem, dworami związane. W naszych spotkaniach będziemy sięgać do szczęśliwie posiadanych w zbiorach wszystkich tych wydawnictw.

Materiały:

1) „Dwór ” – ” Sanie ” – fotografie do 1939 – ” Kolekcja Prywatna Tymbark „,

2) Pocztówki ” Tymbark ” – ” Pisarze polscy ” – zbiór pocztówek historycznych do 1939 – „Kolekcja Prywatna Tymbark”,

3) „Awantura o Basię ” Gebethner i Wolff 1936 – Iskry 1956 – księgozbiór „Kolekcja Prywatna Tymbark” .

Przedstawione materiały mogą służyć wyłącznie celom poznawczym i edukacyjnym. Kopiowanie i rozpowszechnianie do celów komercyjnych jest niedopuszczalne.

„SPOTKANIA Z HISTORIĄ – KOLEKCJA PRYWATNA TYMBARK”

Szanowni Czytelnicy Tymbark.in  „Kolekcja Prywatna Tymbark” zaprasza do pasjonującej przygody z historią i do następnego spotkania !!!

Z cyklu „Historia tymbarskiego dworu”

            Józef Myszkowski – dziedzic dóbr tymbarskich – w  latach  1890 – 1925

Józef Myszkowski to drugie pokolenie Myszkowskich z tymbarskiej gałęzi tego rodu. Dobra tymbarskie odziedziczył po swoim stryju Ludwiku Myszkowskim – adwokacie z Jarosławia .

     Ludwik Myszkowski był właścicielem tych dóbr,  jednakże osobiście nimi prawie nie zajmował się, jako że prowadząc kancelarię adwokacką w Jarosławiu, nią  musiał się zajmować. Dobra tymbarskie natomiast, jako plenipotentowi, przekazał swemu starszemu bratu Janowi, który w jego imieniu gospodarzył  tu do roku  1902, tj. do dnia śmierci.

    Rodzicami Ludwika (ur. w 1831 r.) i Jana  (ur. w 1830 r.) byli Józef (ur. 1779 r.) i Salomea z Chociatowskich (ur. w1789 r.) Myszkowscy. Oprócz Jana i Ludwika  mieli jeszcze troje innych dzieci, a to: Józefa (ur. w 1818 r.), Franciszkę (ur. w 1820 r.) i Karola (ur. w 1823 r.)

    Ludwik był najmłodszym synem. Studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim prawo, które ukończył z tytułem doktora nauk prawniczych. W Jarosławiu założył kancelarię adwokacką, która prosperowała bardzo dobrze. Będąc bogatym prawnikiem, w roku 1868, na licytacji, kupił dobra ziemskie w Tymbarku  za 36.000 florenów, od Tytusa Sławikowskiego, któremu groziła  upadłość. Prowadząc kancelarię adwokacką, jak wspomniano na wstępie, nie mógł osobiście zajmować się prowadzeniem nowo nabytego majątku i dlatego powierzył go opiece swego brata Jana.

    Jan Myszkowski, starszy o rok od Ludwika, był ożeniony  z Walerią Borkowską, z którą miał czworo dzieci, a to: Stanisław (ur. w 1855 r.), Józef (ur. w 1857 r.), Zofia (ur. w 1860 r.) i Feliks (brak daty urodzenia).

    Jan Myszkowski – jako zarządca majątku swego brata Ludwika – dobrze jest wspominany w Tymbarku, jako gospodarz dworu i  mieszkaniec tej miejscowości. Powszechnie uważany był za prawowitego właściciela tego majątku. Za takiego uważał go nawet proboszcz tymbarski, który w Kronice Parafialnej (T.I. s.96) wpisał: „Dnia 16 maja zmarł prawie nagle śp. Pan Jan Myszkowski dożywotni posiadacz dóbr w Tymbarku.”

    Był kolatorem kościołów  w Tymbarku i Słopnicach, które wspomagał według swych możliwości. Przewodniczył także Radzie Parafialnej i Tymbarskiej Radzie Szkolnej. Brał udział w Komisjach Sprawnościowych (egzaminacyjnych) w Szkole  Ludowej oraz w zebraniach środowiskowych, co świadczy o jego aktywności i staraniach o rozwój  tego środowiska.

   Ks. Kumorek – proboszcz tymbarski, w Kronice Parafialnej (T. I. s. 95) opisując budowę spichlerza plebańskiego, zanotował: „Ks. Proboszcz częścią swoimi funduszami, częścią dobrowolną Wnego p. Jana Myszkowskiego i z pomocą parafian wystawił spichlerz przedstawiający wartość  1600 Koron.”

     Wróćmy jednak do właściwego tematu, a mianowicie dziedziczenia dóbr tymbarskich, przez Józefa Myszkowskiego.

    Adwokat, Ludwik Myszkowski był osobą stanu wolnego. Kiedy poczuł się już zmęczony życiem, postanowił  swój majątek, a raczej majątki, gdyż poza Tymbarkiem posiadał również pokaźne dobra w Łuczycach i  Stubnie, na Kresach Wschodnich oraz kilka mniejszych w innych miejscowościach – przekazać  najbliższym. Nie przekazał ich jednak bratu Janowi, który przez szereg  lat gospodarzył nimi, lecz na sukcesora wybrał jego syna Józefa, którego uważał za najbardziej godnego i gwarantującego, że będzie  godnym następcą i gospodarzem. I to się potwierdziło w czasie lat jego gospodarowania w Tymbarku Dziedzictwo to sprawował do roku 1924, kiedy to, już jako schorowany i zmęczony życiem człowiek, przekazał je swej córce Zofii.

     Tak więc Jozef, jako drugi syn pana Jana, został przez stryja Ludwika wybrany na dziedzica dóbr  ziemskich w Tymbarku i stanowi drugie pokolenie rodu Myszkowskich w  Tymbarku. Przyjrzyjmy się więc nieco bliżej jego osobie.

      Józef urodził się 24 marca 1857 r., lecz, niestety nie znamy miejsca jego urodzenia, ani przebiegu jego dzieciństwa i lat młodzieńczych. Nie wiemy też dokładnie kiedy i gdzie się kształcił, bowiem w czasie likwidacji dworu ,w marcu 1945 r., która miała bardzo gwałtowny charakter, większość dokumentów została zniszczona. Na podstawie dokumentów, jakie znajdują się w archiwum parafialnym oraz Kroniki Parafialnej Tymbarku wiemy, ze posiadał wykształcenie wyższe, z zakresu leśnictwa.

   W Kronice Parafialnej (t.II. s.63), przy opisie jego pogrzebu jest zdanie: „Ukończył Forstakademie w Taranto, w Saksoni odbył praktykę leśną.”, co potwierdzają i inne dokumenty dotyczące jego wykształcenia. Po studiach, powróciwszy do Tymbarku, zawarł związek małżeński z panną Jadwigą Marszałkowiczówną, córką  właściciela dóbr ziemskich w Kamienicy – miejscowości w powiecie limanowskim.

     Warto tu również wspomnieć, że rodzina Marszałkowiczów w Kamienicy, na terenie sądecczyzny należała nie tylko do najbogatszych rodów, ale także do najbardziej aktywnych działaczy społecznych i politycznych., dążących do rozwoju kultury i oświaty oraz poprawy materialnej społeczeństwa ówczesnej Galicji.

    Stanisław Grodzki w swej książce pt. „Feliksa Boronia  pielgrzymki do historii” tak przedstawia ojca panny Jadwigi: „Był absolwentem prawa Uniwersytetu Wiedeńskiego, uczestnikiem wydarzeń roku 1848, działaczem politycznym w Galicji, między innymi posłem do Sejmu Krajowego, ale przede wszystkim działaczem gospodarczym, według najlepszych wzorów pozytywistycznych. W swoich sądeckich dobrach zaprowadził nowoczesną gospodarkę leśną i sadowniczą, dbał  o oświatę ludu, starannie dobierał oficjalistów pod kątem rzetelnego stosunku do chłopów. Między innymi zatrudniał Jana Kantego Andrusiewicza, organistę z Chochołowa, bohatera wydarzeń 1848 r., gdy kuria biskupia odmówiła mu powrotu na poprzednie stanowisko. Urzędnikiem  Marszałkowicza był też Ludwik Hubal, ojciec znakomitego historyka o tym samym nazwisku.”

    W podobnym tonie pisze o Marszałkowiczu  również  S .Sitowski w książce pt. „Rodem z Ziemi Sądeckiej”:…”Doprowadził do Kamienicy bitą drogę, zbudował we wsi dużą papiernię produkującą papier sitowy, kancelaryjny i bibułę, a także dwie huty żelaza, młyny i tartaki. Skład mieścił się w domu A. Kosterkiewicza w Nowym Sączu.”

    Marszałkowicz był również  mecenasem sztuki. We wzniesionym, w latach 1830 – 1840, pałacu w Kamienicy zgromadził liczne obrazy i bogaty księgozbiór. Dawał schronienie i pracę prześladowanym przez Austriaków działaczom politycznym.

     Podczas rabacji chłopskiej w roku 1848 Marszałkowicz został napadnięty przez górali z sąsiedniej Ochotnicy, chcących  przerżnąć  go piłą. Z pomocą przyszli mu chłopi z dóbr kamienickich, którzy stanęli w obronie swego dziedzica.

     Opisy powyższe świadczą również o walorach Józefa Myszkowskiego, któremu państwo Marszałkowiczowie bez obawy oddali za żonę. swą  ukochaną córkę Jadwigę.

[Czytaj więcej…]

Z cyklu „Historia tymbarskiego dworu”

Tymbarski dwór w czasie okupacji hitlerowskiej

Wprawdzie w artykule „Tymbarski dwór i jego właściciele” wspomniałem nieco o okresie okupacji, uważam jednak, że powinno się uwypuklić i podać więcej szczegółów, by rola dworu, a właściwie jego mieszkańców ukazana została bardziej wyraziście. Zwłaszcza jeżeli chodzi o patriotyzm jakim wykazali się aż do oddania własnego życia na ołtarzu Ojczyzny.

Patriotyzm w rodzinie Myszkowskich i Tur­skich zawsze stał na pierwszym miejscu, bez względu na straty, jakie ponoszono z tego tytułu. Zawsze z dumą opowiadano o przod­kach, którzy walczyli w obronie i dla dobra Ojczyzny. Przykładem tego jest choćby Stani­sław Turski – powstaniec z 1963 roku (pisaliśmy o nim w artykule o rodzinie Turskich skoligaconej z Myszkowskimi w nr 25 „Almana­chu”). Wróćmy jednak do czasów okupacji.

Po klęsce wrześniowej 1939 roku w tymbarskim  dworze zamieszkało sporo osób z tych rodów. Posiadali oni swe dobra ziemskie przeważnie na kresach wschodnich, skąd mu­sieli uciekać, by uniknąć zsyłki na Sybir czy Zakaukazie. Z najbliższej rodziny Zofii Tul­skiej wymienić tu należy jej brata – Ludwika Myszkowskiego, który posiadał majątek w Stubnie, rodzinę drugiego brata – Jerzego posiadającego majątek w Łuczycach k/Sokala. (Jerzy jako oficer WP brał udział w kampanii wrześniowej. Dostał się do niewoli radzieckiej i został zamordowany w Katyniu). Rodzinę Stefana Myszkowskiego (kuzyna Zofii Tul­skiej) oraz rodzinę Tadeusza Turskiego (brata męża Zofii Turskiej). Uważano, że Tymbark leżący z dala od głównych szlaków komunikacyjnych będzie bezpiecznym miejscem, Brano pod uwagę również i to, że Zofia Turska posiadająca obywatelstwo szwajcarskie nie będzie narażona na represje ze strony niemieckiego okupanta.

Tak więc dwór wypełnił się członkami ro­du Myszkowskich i Turskich, którzy od pier­wszych niemal dni okupacji podjęli działalność związaną z Ruchem Oporu, mającym na celu przyspieszenie wyzwolenia Ojczyzny, o czym wspomniano już w poprzednim artyku­le. Przyjrzyjmy się jej bardziej szczegółowo.

Po klęsce wrześniowej przez tymbarski dwór przewija się szereg osób wojskowych, zwłaszcza oficerów, którzy proszą o doraźną pomoc w drodze do polskiej armii powstającej na obczyźnie. Między innymi pojawili się tu: mjr Wacław Szyćko (ps. „Wiktor”) i por. Jan Cieślak (ps. „Maciej”). To na ich ręce, w dniu 11 grudnia 1939 roku zaprzysiężeni zostali: Zofia Turska wraz z całą swoją rodziną oraz Marian Prὄkl – administrator dworski. 1 tak właśnie rozpoczął oficjalnie swą działalność Ruch Oporu w Tymbarku.

Uczestnictwo w nim tymbarskiego dworu najlepiej przedstawia J. Bieniek w swym arty­kule zamieszczonym w “Roczniku Sądeckim” (t. 12/1971): …Poza setkami bezimiennych zaopatrzeniowców limanowskiej wsi, wymienić należy szczególnie ofiarnych ziemian tutejszych, a więc dwory i dworki Żuk-Skarszewskich z Przyszowej, Romerów z Jodlownika-Lipia i Turskiej z Tymbarku oraz Spółdzielnię Owocarską, a właściwie jej kierownika technicz­nego inżyniera Józefa Marka (ps. „Lanca”).

Żuk-Skarszewszy aprowizowali głównie okoliczne oddziały partyzanckie; Romerowie Sztab Obwodu i II batalion; Turska z Markiem – sztab Inspektoratu i dowództwo 1 PSP-AK, a poza tym każdego, kto się pod rękę nawinął.

Dwór Turskiej oraz stojące w jej dyspozycji gajówki i leśniczówki stanowiły coś w rodzaju “zajazdów”, w  których setki osób z konspiracyjno-partyzanckiego szlaku znajdowało cenną pomoc o każdej porze dnia i nocy. Zarówno właścicielka z córką Danutą, jak i zarządca majątku – Marian Prὄkl z personelem admini­stracyjnym, czynili wszystko, aby w każdej po­trzebie, jaka w ‚ podziemnym kręgu zaistniała, wyjść naprzeciw we wszelki możliwy czy konie­czny w danej sytuacji sposób.

Specjalnie cenną okolicznością było w tym wypadku obywatelstwo szwajcarskie Turskiej, które chroniło ją przed ingerencją gestapo, a zarazem stwarzało możliwości otrzymywania ze Szwajcarii cennych przesyłek, głównie le­karstw przekazywanych w całości na potrzeby podziemia.

  1. Bieniek pisze, że obywatelstwo szwaj­carskie chroniło ją przed ingerencją gestapo. Niestety, niezupełnie, gdyż przez całą okupac­ję dwór był inwigilowany bezpośrednio przez gestapo, lub przez konfidentów. Najlepszym tego dowodem było aresztowanie wiosną 1941 roku brata Zofii Turskiej – Ludwika Myszkowskiego i wywiezienie go do Oświęci­mia, gdzie zginął. Aresztowanie groziło także bratankowi Karola Turskiego, Przemysławo­wi. Ten jednakże, po aresztowaniu Ludwika, zdążył usunąć się z Tymbarku i wyjechał do Szwajcarii, skąd nadal pomagał, szczególnie wysyłając paczki z lekami.

Wielu członków rodziny Zofii Turskiej, którzy w okresie okupacji mieszkali we dwo­rze, dało dowód swego patriotyzmu. Szcze­gólnie godne pamięci są następujące osoby:

  • Danuta Turska – córka Zofii, która mimo poważnej, nieuleczalnej choroby, przez całą wojnę pracowała na rzecz mchu oporu, prowa­dząc skrzynkę kontaktową Inspektoratu „Ni­wa” oraz działając w służbie sanitarnej.
  • Ludwik Myszkowski – brat Zofii, współ­twórca placówek Związku Walki Zbrojnej w Tymbarku i okolicznych miejscowościach. Za działalność tę został aresztowany przez gestapo i zginął w Oświęcimiu.
  • Maria Myszkowska – żona Ludwika – mi­mo aresztowania męża nadal aktywnie praco­wała w służbie sanitarnej. Często konno objeż­dżała okolice, niosąc pomoc rannym i chorym partyzantom, a także cywilom. Po otrzymaniu oficjalnego zawiadomienia o śmierci męża za­łamała się. Zostawiwszy swoje dzieci pod opieką bratowej (Z.Turskiej), wstąpiła do kla­sztoru Sacre Coeur w Polskiej Wsi koło Gniez­na, gdzie poświęciła się pracy wychowawczej w gimnazjum żeńskim, prowadzonym przez zakonnice. Pozostała tam do końca życia.

Maria Myszkowska – żona Stefana – wraz z Danutą Turską prowadziła pocztę podziemną (jeden z oddziałów) Inspektoratu „Niwa”, zaś od 1944 roku również szpitalik partyzancki na Zęzowie, w budynku Antoniego Pachowicza.

  • Julia Myszkowska – żona Jerzego – pro­wadziła partyzancki magazyn żywnościowy i odzieżowy, aptekę, a także bibliotekę na uży­tek tajnych kompletów nauczania.
  • Emilia Myszkowska – córka Jerzego – zwana pospolicie „Lilką”, pracowała w łącz­ności i sanitariacie. Od początku 1944 roku była zastępcą komendantki referatu Wojsko­wej Służby Kobiet przy inspektoracie “Niwa”.

Wojciech Myszkowski – syn Jerzego, po ukończeniu podchorążówki aktywnie działał w placówce “Trzos” pod pseudonimem “Pu­chacz”, biorąc udział w wielu jej akcjach bojo­wych.

  • Andrzej Myszkowski – syn Stefana, pseu­donim “Tatar” – podobnie jak Wojciech po ukończeniu Szkoły Podchorążych, działał w “Trzosie”.
  • Marian Prὄkl – nie należał wprawdzie do rodziny właścicielki dworu, jednakże jako administrator jej majątku traktowany był jak najbliższy członek rodziny. To on, upoważ­niony przez Zofię Turską, brał udział we wszystkich poczynaniach dworu. Pod jego opieką był magazyn broni.

Odnośnie działalności Zofii Turskiej warto jeszcze przypomnieć fragment opracowania J. Bieńka zatytułowany „Placówka Tymbark (“Tymoteusz”, “Trawa”, “Trzos”)”: “…Mia­nowana przez władze podziemia komendantka specjalnej organizacji mającej na celu zaopa­trzenie sił bojowych walczącej Polski, działa­jącej pod kryptonimem “Uprawa”, a później “Tarcza ” – postawiła Zofia Turska limanowski oddział “Uprawy” na pierwszym miejscu w Okręgu.

Na tym jednakże nie kończy się działalność Turskiej i jej rodziny na rzecz walki o pols­kość. Należy tu podkreślić ich oddziaływanie na rozwój kultury i oświaty miejscowego śro­dowiska, przepojonej elementami patriotycz­nymi. Z dworu wychodziły plany tworzenia tajnych kompletów nauczania, tutaj organizo­wano pomoc dla prowadzących je oraz wspo­magano materialnie, udostępniano pomoce naukowe, a szczególnie książki z bogatej, jak na owe czasy, biblioteki dworskiej. Tu odby­wały się również egzaminy maturalne, które były dużym przeżyciem nie tylko dla zdających, lecz także dla wszystkich mieszkańców dworu. Warto tu wspomnieć taki epizod zwią­zany z maturą.

W sali jadalnej maturzyści piszą wypraco­wanie z języka polskiego. Komisji Egzamina­cyjnej przewodniczy dr Sebastian Flizak z Mszany Dolnej. W pewnym momencie po­wiadomiono panią Turską, że na teren dworu wjechał samochód z kilkoma niemieckimi ofi­cerami. Wśród części zebranych nastąpiła kon­sternacja, a nawet przerażenie. Pani Turska poprosiła wszystkich o zachowanie spokoju. Wydawszy kilka poleceń, wyszła na ganek, gdzie przywitała “gości”. Z uśmiechem na us­tach zaprosiła ich do salonu. W międzyczasie gromadka zdającej młodzieży bocznym kory­tarzykiem przemknęła do pomieszczenia mieszczącego się na strychu budynku gospo­darczego, by tam kontynuować pisanie wypra­cowania. W jadalni zaś przygotowano posiłek dla panów oficerów, na który zaproszono rów­nież dr Flizaka (z wykształcenia germanistę). Po chwili całe towarzystwo prowadziło oży­wioną dyskusję, zaś maturzyści kończyli swe prace, Wszystko zakończyło się pomyślnie, a przecież… Tylko dzięki stoickiemu spokojowi pani Turskiej można było tak ryzykować.

Dwór stanowił także azyl dla ludzi nauki i kultury, którzy pod własnymi lub fikcyjnymi nazwiskami zatrudniani byli jako guwernerzy, gajowi, ogrodnicy itp, dzięki czemu mogli stosunkowo swobodnie poruszać się w terenie. Wystarczy wspomnieć choćby takie nazwiska jak profesorowie: Goriaczkowski, Chroba- czek, Mehring i wielu innych.

Duży wpływ miał również dwór na pod­trzymywanie tradycji ludowych. Do ich pro­gramu wplatano sporo motywów patriotycz­nych, które wykorzystywane były z różnych okazji, na przykład dożynek, jasełek, imienin kogoś z dworu. Na program składały się pieś­ni, recytacje, tańce, a ich doborem zajmowali się najczęściej nauczyciele tajnych kompletów, wśród których pod tym względem przodowała Bronisława Szewczykówna.

Wypada jeszcze wspomnieć opiekę dworu nad biednymi, zwłaszcza dziećmi i więźniami, których dożywiano, ubierano oraz leczono. Pani Turska przez cały okres okupacji była przewodniczącą miejscowego oddziału Rady Głównej Opiekuńczej (RGO), dzięki której można było dotrzeć nawet do więzień.

Trudno w tak krótkim artykule omówić wszystkie zasługi dworu na rzecz środowiska nie tylko w trudnych latach okupacji niemiec­kiej. Do dziś ludzie, zwłaszcza starsi, z wdzięcznością wspominają różne przysługi czy dobrodziejstwa, jakich doznali w tym ok­resie. Nade wszystko zaś możemy dzisiaj śmia­ło powiedzieć, że dwór w okresie okupacji dawał najlepszą lekcję patriotyzmu i miłości bliźniego. Jego mieszkańcy stawiali wszystko na jednej szali – od różnych niebezpieczeństw po cierpienia do przelania własnej krwi dla dobra Ojczyzny. Czynili wszystko, co uważali za słuszne, by pomóc biednym i słabym oraz przybliżyć dzień wyzwolenia Ojczyzny.

Stanisław Wcisło

Artykuł ten był publikowany w Almanachu Ziemi Limanowskiej, nr 26, jesień 2006

Z cyklu „Historia tymbarskiego dworu”

Ród Turskich związany z tymbarskim dworem

Pisząc o tymbarskim dworze, jego historii oraz właścicielach nie można zapomnieć o rodzie Turskich. W Tymbarku nazwisko to pojawiło się dopiero w roku 1924, kiedy córka Józefa Myszkowskiego – Zofia sprowadziła się do Tymbarku, wraz ze swym mężem Karolem Turskim, by na życzenie swego schorowanego ojca objąć w posiadanie tutejszy dwór. Tak więc Karol, jako mąż Zofii, stał się tymbarskim obywatelem, który pozytywnie wpisał się w historię tej miejscowości

Poza Karolem i Zofią istniały jeszcze inne koligacje między tymi rodami. Trzeba przyz­nać, że Turscy mają ciekawą, związaną nie tylko z Tymbarkiem – historię, z którą warto się zapoznać. Mówiąc o tej rodzinie wspominamy najczęściej gałąź związaną z Myszkowskimi z Tymbarku. Zacząć jednak należy od Stanisława Turskiego.

Wywodził się on ze znanej szlachty kresowej pochodzenia ormiańskiego. W 1863 roku, w randze pułkownika, brał udział w walkach powstania styczniowego pod dowództwem generała Langiewicza. Po upadku powstania, kiedy jego uczestnikom groziła śmierć przez rozstrzelanie lub zsyłka na Sybir, grupa powstańców, wraz z generałem Langiewiczem przeszła na teren Galicji, będącej pod zaborem austriackim. Tam na pewien czas zostali in­ternowani. Po zwolnieniu wielu z nich musiało opuścić te tereny i udać się na emigrację. Pułkownik Turski, podobnie jak generał Langiewicz, wybrał Szwajcarię i zamieszkał w Zurychu, gdzie założył rodzinę, której rząd szwajcarski przyznał obywatelstwo. Dzięki temu mogli oni utrzymywać kontakt z krajem, odwiedzając swe rodzinne strony na Kresach Wschodnich. Tam też urodził się ich syn Karol.

Związek małżeński zawarł Stanisław Turski w Zurychu z Polką, panną Teklą Ginawską. Z małżeństwa tego urodziło się pięcioro dzieci: trzy córki i dwóch synów. Niestety, zbyt mało mamy wiadomości o ich późniejszych losach. Podajemy jednak ich imiona i to, co wiemy na ich temat.

Rodzice Karola Turskiego: Stanisław Turski i Tekla z Ginawskich Turska

Stanisława wróciła do Polski i posiadała mająteczek ziemski w Hruszowicach na Kresach Wschodnich. O Wandzie wiemy tylko tyle, że była piękną kobietą i część swego życia spędziła we Francji. Mana – urodzona w 1879 roku – pod koniec swego życia przyjechała do Tymbarku i zamieszkała we dworze. Zmarła w 1926 roku i została pochowana na tymbarskim cmentarzu w grobowcu Turskich. Karol – urodził się 10 listopada 1876 roku w miejscowości Barysz, w parafii Tartaków, w powiecie sokalskim. Kształcił się jednak w Zurychu, Studia wyższe ukończył jako specjalista w zakresie leśnictwa i ekonomiki rolnej, po czym przyjechał do Polski, rozpoczynając pracę zawodową w majątkach Myszkowskich na Kresach Wschodnich. Tam też poznał pan­nę Zofię Myszkowską, córkę Józefa z Tymbarku, z którą w 1912 roku zawarł związek małżeński.

W roku 1924, na prośbę ojca Zofii, państwo Turscy sprowadzili się do Tymbarku, gdzie Zofia odziedziczyła majątek.

Karol, mimo iż nie był właścicielem tych dóbr, kierował na ich terenie wieloma pracami, zwłaszcza dotyczącymi produkcji leśnej. Dzięki niemu lasy należące do tymbarskiego majątku stały się wzorem dla wielu innych posiadaczy lasów. Dwór Turskich zasłynął

również z hodowli bydła, szczególnie rasy czerwonej polskiej, nad której udoskonaleniem Karol współpracował z popularyzującym tę rasę dworem Romerów w Jodłowniku.

Sporo czasu poświęcał również pracy społecznej na rzecz tutejszego środowiska. Do jego głównych zasług zaliczyć należy utworzenie w Tymbarku Spółdzielni Mleczarskiej na wzór szwajcarski; był w niej prezesem Rady Nadzorczej, a jednocześnie prowadził dokumentację wraz z księgowością. Dzięki niemu wybudowano też nowy budynek do produkcji mleczarskiej także oparty na wzorach szwajcarskich. Dodać należy, że budynek ten posta­wiono na parceli przekazanej nieodpłatnie przez tymbarski dwór, a ściślej przez panią Zofię Turską.

Niestety, Karol Turski niezbyt długo działał w Tymbarku, gdyż niecałe pięć lat po osiedleniu się tutaj, w dniu 28 lipca 1929 roku zmarł nagle w Splicie w Jugosławii. W “Księdze Zmarłych” parafii tymbarskiej na stronie 38 jest notatka następującej treści: “Zmarł na apopleksję serca, w/g zaświadczenia Żupskiego Urzędu w Split-poświadczonego przez pro­boszcza Katedry Katolickiej w Split z d. 12.08. 1929 roku, wpisany do XX księgi zmarłych w Split na str.ll, nr 50.” Jego zwłoki sprowadzono do Tymbarku 13 marca 1930 roku i pochowano na tutejszym cmentarzu parafialnym w rodzinnym grobowcu.

Tadeusz – urodzony w 1875 roku w Zurychu, wrócił do Polski i zamieszkał we Lwowie. Ożenił się z Anną Myszkowską, stryjeczną siostrą Zofii Turskiej. Mieli troje dzieci: Marię, Stanisława i Przemysława – wszystkie urodzone we Lwowie. Wszystkie też wykazały się dużym patriotyzmem, warto więc i im poświęcić nieco miejsca.

Maria – urodzona w roku 1910 ukończyła sławne gimnazjum sióstr Niepokalanek w Jaz- łowcu, a następnie studiowała ogrodnictwo, jednakże wybuch II wojny światowej pokrzy­żował jej plany życiowe. Przed zajęciem Lwowa przez wojska radzieckie udało się jej z ro­dzicami dotrzeć do Warszawy, skąd w roku 1942 jako obywatele szwajcarscy udali się do Zurychu. Tam natychmiast zaczęła działać na rzecz pokoju. Początkowo pracowała w kanty­nie dla internowanych, a następnie wyjechała do Normandii, aby w Lisieux organizować do Szwajcarii transporty dzieci, które szczególnie ucierpiały na skutek działań wojennych.

Po zakończeniu wojny wróciła do Szwajcarii, gdzie poznała dr Janusza Rakowskiego, byłego dyrektora gabinetu wicepremiera i ministra skarbu Eugeniusza Kwiatkowskiego, który znalazł się tu jako internowany wraz z 2 Dywizją Strzelców Pieszych.

Dr Rakowski w Szwajcarii był znanym działaczem społecznym. Pełnił funkcję prezesa Stowarzyszenia Kombatantów Polskich w Szwajcarii, zaś w 1946 roku powołał do życia Związek Organizacji Polskich w Szwajcarii. Pisał liczne artykuły o tematyce historycznej oraz wydał książkę pt. “Z piórem w mundurze” (1985).

Po pewnym czasie pani Maria Turska i Janusz Rakowski zawarli związek małżeński. Od tego czasu wspólnie pracowali w środowisku polonijnym w Szwajcarii aż do jej śmierci, która nastąpiła 20 czerwca 1998 roku.

Stanisław – Starszy syn Tadeusza Turskiego ukończył Politechnikę Lwowską. Interesował się lotnictwem. Po kampanii wrześniowej przedostał się do Francji, a następnie do Anglii, gdzie ukończył kurs pilotażu i rozpoczął loty bojowe na bombowcach typu Wellington. W roku 1942, zestrzelony nad Belgią, zginął wraz z całą załogą samolotu. Pochowany został na cmentarzu wojskowym w miejscowości Lourain – niedaleko Brukseli.

Przemysław Piotr – najmłodszy z rodzeństwa, urodził się w roku 1919 we Lwowie, gdzie spędził lata dzieciństwa i wczesnej młodości. Kiedy Lwów został zajęty przez władze radzieckie i rozpoczęło się masowe aresztowanie Polaków oraz wywózka na Sybir czy Zakau­kazie, Przemysław uciekł przez granicę i po licznych niebezpiecznych przygodach dotarł do Krakowa, a stamtąd do Tymbarku, by znaleźć schronienie u swej ciotki – Zofii Turskiej. Tu rozpoczął nowy etap życia. Uzupełnił średnie wykształcenie, zdając egzamin maturalny przed Komisją Tajnej Organizacji Nauczycielskiej w Nowym Sączu. W Tymbarku zaangażował się w pracę ruchu podziemnego. Niespodziewanie jednak nastąpiła “wsypa” i rozpoczęło się aresztowanie członków ruchu oporu. Podejrzenia Niemców padły także na mieszkańców dworu. Już wcześniej aresztowano jego stryja, Ludwika Myszkowskiego, który został wywieziony do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, gdzie zginął.

Po tym wydarzeniu Przemysław zaczął się ukrywać, a końcu maja 1942 roku, dzięki szwajcarskiemu paszportowi, o który wystarał się jego ojciec, zdecydował się na wyjazd do Zurychu. Dopiero po siedmiu tygodniach, z których sześć spędził w więzieniu niemieckim w Feldkirch, podejrzany o udział w zamachu na Heydricha, szefa nazistów czeskich, dotarł do celu dzięki interwencji ambasady szwajcarskiej w Berlinie.

Karol Turski 10.11.1876 – 28.07.1929

Był przesłuchiwany przez pracowników Biura Informacji Wojskowej Armii Szwajcarskiej w Bemie odnośnie sytuacji polityczno-społecznej w Polsce. Opowiadał o prześladowaniach Żydów, o gettach w Warszawie i Krakowie, które widział osobiście oraz o aresztowaniach i zsyłkach do obozów koncentracyjnych, szczególnie zaś do Oświęcimia, gdzie przebywał jego stryj Ludwik. Przesłuchujący go Szwajcarzy, podobnie jak i Anglicy, poddawali w wątpliwość te opowiadania i nie dawali wiary, że Niemcy byli takimi okrutnikami.

Wkrótce po przyjeździe do Szwajcarii, jako obywatel tego kraju, został przydzielony do służby w Sztabie Głównym Andermatt. Ze względu na znajomość języków słowiańskich pracował w sekcji prasowej i radiowej do końca wojny. Po jej zakończeniu studiował ekonomię polityczną na Uniwersytecie w Zurychu. Ukończył ją w 1948 roku z tytułem doktora.

Stałą pracę zawodową rozpoczął w Genewie, gdzie poznał pannę Barbarę Josse ze Lwowa. Po zawarciu związku małżeńskiego założyli dom, który wkrótce stał się prawdziwą oazą polskości. U państwa Turskich zatrzymywali się Polacy z różnych powodów trafiający do Szwajcarii, a szczególnie do Genewy. W ostatnich latach XX wieku często gościli tam znani politycy i ludzie kultury, zwłaszcza spod znaku “Solidarności” jak Lech Wałęsa, Andrzej Stelmachowski, Bronisław Geremek, Gustaw Holoubek, Magdalena Zawadzka i wielu, wielu innych. Przez szereg lat pan Przemysław pełnił także funkcję wiceprzewo­dniczącego Stowarzyszenia Polaków w Genewie.

Należy jeszcze przypomnieć, że cała rodzina Turskich – tak w Zurychu, jak i Genewie, w okresie okupacji słała paczki do Polski, a szczególnie do Tymbarku. Znajdowały się w nich przede wszystkim cenne lekarstwa i środki opatrunkowe, przeznaczone dla partyzantów i osób biednych.

Tak przedstawia się saga rodu Myszkowskich i Turskich, związanych z tymbarskim dworem, który stał się symbolem patriotyzmu i działalności społecznej dla dobra środowiska, w pełnym tego słowa znaczeniu.

Stanisław Wcisło

Artykuł był publikowany w „Almanachu Ziemi Limanowskiej”, nr 25 lato 2006

Z cyklu „Historia tymbarskiego dworu”

Tymbarski dwór i jego właściciele

(część trzecia)

Zofia, córka Józefa Myszkowskiego, wyszła za mąż za Karola Turskiego i zamieszkała w swoim mająteczku w powiecie ropczyckim. Kiedy jednak Józef poważnie zachorował i nie mógł już osobiście prowadzić spraw gospodarskich, na jego życzenie Zofia wraz z rodziną (mężem i dworna córkami) sprowadziła się do Tymbarku, Miało to miejsce w 1924 r. – Zofia przejęła gospodarkę dworu  tymbarskiego aż do końca jego istnienia, tj. do marca 1945 r. Okres ten można podzielić na dwa etapy: od czasu objęcia dóbr tymbarskich do wybuchu II wojny światowej oraz okupacji niemieckiej, szczególnie ważny dla tutejszego społeczeństwa ze względu na wkład dworu w walkę z okupantem oraz pomoc, jaką niósł najuboższym.

Etap pierwszy w prowadzeniu gospodarki i działalności społecznej dworu niewiele się różnił od czasów zarządzania nim przez Józefa Myszkowskiego. Oczkiem w głowie tej rodziny zawsze była gospodarka leśna, którą postawili w swym majątku na bardzo wysokim poziomie i dlatego drewno z ich lasów, z uwagi na swą jakość, znajdowało wielu nabywców. Jakość drewna możemy podziwiać jeszcze i dzisiaj w czasie rozbiórek czy remontów wykonanych z niego budowli.

Drugim specjalnym działem produkcji była hodowla bydła czerwonego rasy polskiej, które również znajdowało wielu nabywców.

Upraw roślinnych było stosunkowo niewiele, a nastawione były głównie na produkcję na użytek własny oraz produkcję pasz dla bydła. Gospodarka stała na wysokim poziomie, dorównując wielu specjalistycznym gospodarstwom zagranicznym, zwłaszcza szwajcars­kim, na których się wzorowano. Wszystko prowadzone było „z ołówkiem w ręku”. Do­kumentacja była bardzo szczegółowa, o czym można się było przekonać studiując księgi buchalteryjne i różne inne dokumenty.

O tym, że z dworu szedł postęp, a jego właścicielom zależało na podnoszeniu kultury tymbarskiego środowiska oraz poprawie bytu jego mieszkańców świadczy wiele faktów. Wystarczy np. zajrzeć do Kroniki Parafialnej, by to potwierdzić. W t. II na stronie 68 widnieje zapis: „W lutym 1927 r. założyłem Spół­dzielnię Mleczarską … W organizowaniu rachunkowości zajął się p. dziedzic Karol Turski, który też mleczarnię otoczył opieką a mnie przez to odciążył.” I dalej na str. 73 (1927r.): „W tym roku wybudowaliśmy budynek mleczarni na gruncie, który podarowała pani kolatorka i dziedziczka w  Zamieściu (Górach), p. Zofia Turska. (…) Wybudowanie tego budynku jest wyłączną zasługą p. Karola Turskiego, prezesa Rady Nadzorczej Spółdzielni Mleczarskiej.” Dodać należy, że jak na owe czasy budynek mleczarni był bardzo nowoczesny (wybudowany na wzór szwajcarski).

Pod datą 25 lipca 1937 r. w cytowanej kronice wpisano: „Po południu w tym dniu ks. biskup poświęcił wybudowany Dom Parafial­ny… Dom ten powstał z inicjatywy śp. ks. proboszcza Szewczyka Józefa, dzięki ofiarności wielkiej miejscowej dziedziczki i kolatorki p.Zofii Turskiej oraz wydatnej pomocy parafian.” Pomoc i współpracę dworu ze społeczeństwem widzimy na każdym niemal kroku. Kiedy organizowano Podhalańską Spółdzielnię Owocarską w Tymbarku, zwaną krótko „Owocarnią”, również zaznaczył się w tym dziele niemały udział Turskiej. By to docenić organizatorzy i członkowie tej Spółdzielni uhonorowali ją – jak zapisano na str. 11 Kroniki ZPOW w Tymbarku: „Przewodniczącą pierwszego zarządu Spółdzielni była właścicielka dóbr w Tymbarku Zofia Turska”.

Życie tymbarskiej dziedziczki nie było jednak usłane różami. Wręcz odwrotnie, co jakiś czas potężny grom spadał z jasnego nieba, by ją zmiażdżyć, odwrócić uwagę od spraw społecznych. Ona jednak pracowała nadal.

Jednym z cięższych ciosów życiowych, jakich doświadczyła, była śmierć męża w 1929 roku, a więc zaledwie pięć lat po objęciu Tymbarku. O tym nieszczęściu dowiadujemy się również z Kroniki Parafialnej, gdzie w t.II na str.78 jest zapis: „d.28 lipca br. Umarł w Split  (Spalato) w Jugosławii Karol Turski, mąż tutejszej kolatorki i właścicielki dóbr Tymbark Słopnice … w 53 roku życia. Pojechał tam na kurację sam. Od lutego br. cierpiał na serce i zawroty głowy z powodu sklerozy. (…) Śp. Karol Turski umarł nagle, gdy kupował bilet na okręt wycieczkowy.

W roku 1936 spotyka panią Turską drugi bardzo bolesny cios – tragiczna śmierć jej star­szej córki, Janiny.

Państwo Turscy, którzy zawarli związek małżeński w 1912 roku mieli tylko dwie córki: Janinę, urodzoną w 1913 i Danutę, urodzona w 1916 roku (od dziecka cierpiała na bardzo silną egzemę).

W roku 1936 Janina Bzowska – tak nazywała się po mężu Franciszku – w końcowym okresie ciąży uległa tragicznemu wypadkowi. Według relacji Bronisławy Filipiak – bliskiej współpracownicy pani Turskicj – nieszczęsnego dnia Janina przygotowywała rzeczy dla wyjeżdżającego męża. Wśród tych, które znosiła z piętra na parter, znajdował się także pistolet. Kobieta w pewnym momencie potknęła się, co spowodowało że pistolet wypalił, zaś kula trafiła ją w brzuch i utkwiła w ciele dziecka. Matki, niestety, nie dało się uratować. Na szczęście jednak, przybyły wkrótce lekarz K.Cwojdziński, stosując cesarskie cięcie, wydobył nieprzytomne, ale żyjące dziecko, któremu na chrzcie św. nadano imię Barbara. Kula do dziś tkwi w okolicy kręgosłupa córki tragicznie zmarłej Janiny.

Lata II wojny światowej to dla dworu nowy okres – czas walki o przetrwanie, o polskość i niepodległość Ojczyzny. Mieszkańcy dworu wykazali prawdziwy patriotyzm angażując się aktywnie w działalność Ruchu Oporu.

Oficjalny Ruch Oporu na terenie Tymbarku zaczyna się właśnie w dworze, kiedy 11 grudnia 1939 r. przybywa tam major Szyćko ps. „Wiktor” z Janem Cieślakiem, ps. „Maciej” i organizuje pierwszą komórkę Związku Wal­ki Zbrojnej. Jako pierwsi zaprzysiężeni zostali: Zofia Turska i jej córka Danuta oraz Marian Prókl, zarządca dóbr tymbarskich.

Aby dokładnie opisać działalność dworu w czasie okupacji i jej znaczenie, trzeba byłoby temu zagadnieniu poświęcić osobne opracowanie. Najbardziej ogólnie scharakteryzował ją Józef Bieniek w „Roczniku Sądeckim” (t. 12, 1971): „Dwór Turskiej oraz stojące w jej dyspozycji gajówki i leśniczówki stanowiły coś w rodzaju „zajazdów”, w których  setki osób z konspiracyjno-partyzanckiego szlaku znajdo­wało pomoc o każdej porze dnia i nocy. Zarówno właścicielka z córką Danutą jak i rządca majątku, Marian Prókl z personelem administracyjnym, czynili wszystko, aby w każdej potrzebie, jaka w podziemnym kręgu zaistniała, wyjść naprzeciw we wszelki możliwy czy konieczny w danej sytuacji sposób.

W dworze znajdowało schronienie wiele osób, którym groziła wywózka do Rzeszy lub ściganych przez gestapo. Dla przykładu – w książce Z.Nałkowskiej  Dzienniki czasu wojny (Czytelnik, Warszawa 1972) na str.433 jest notatka: „Feliks Kuczkowski(1884-1970), syn Antoniego i Tekli, literat, filozof, dziennikarz. (…) Okupację spędził początkowo w Milanów­ku, w latach  1942-1945 jako guwernator we dworze w Tymbarku pod Limanową, polecony przez geografa prof. Tadeusza Radlińskiego.

Do zasług Zofii Turskiej trzeba jeszcze dodać zorganizowanie na terenie gminy Tymbark oddziału Rady Głównej Opiekuńczej, której przez cały okres okupacji przewodniczyła. Dwór tymbarski był jednym z ważniejszych dostawców żywności, odzieży i leków dla więźniów, biednych rodzin, a szczególnie dzieci. Był także w czasie okupacji ważnym ośrodkiem krzewienia oświaty i kultury. Inspirował życie kulturalne środowiska, pomagał w tworzeniu tajnych kompletów nauczania, wspierał ich nauczycieli oraz udostępniał swój bogaty księgozbiór.

W styczniu 1945 nastąpiło wyzwolenie Tymbarku spod okupacji niemieckiej. Wielka radość – lecz nie trwała zbyt długo. W marcu tegoż roku dwór tymbarski uległ likwidacji. Likwidacji, jak się później okazało, bezpodstawnej, gdyż posiadał tylko niecałe 40 ha użytków rolnych. Resztę majątku stanowiły lasy. Ale to nie miało wówczas znaczenia. „Urzędnicy” dokonujący likwidacji zachowywali się gorzej niż niemiecki okupant. Mimo zimnej, wietrznej i deszczowej pogody kazano wszystkim mieszkańcom dworu po prostu wy­nieść się, bez dania im czasu na spakowanie czy znalezienie kwatery. Skutek był tragiczny – cztery osoby z rodziny Zofii Turskiej uległy zaczadzeniu w domu p. Pieguszewskiego, aptekarza, który ich gościnnie przyjął na noc. Pani Turskiej feralnego dnia nie było w dworze, została „zdjęta” z ulicy i osadzona w areszcie Urzędu Bezpieczeństwa w Limanowej. Wydostała się z niego dzięki akcji członków AK, którzy zorganizowali odbicie swojego uwięzionego dowódcy, Władysława Wietrznego.

Po ucieczce z aresztu przez pewien czas ukrywała się u leśniczego lasów dworskich, pana Stanisława Lisowskiego w Słopnicach. Później na niedługo zatrzymała się u znajomych w okolicy Mszany Dolnej, aż wreszcie po różnych perypetiach p. Zofia Turska wraz z córką Danutą osiadły na stale we Wroc­ławiu, gdzie też dokończyły swego pracowitego żywota, pełnego poświęcenia dla innych.

Zofia Turska zmarła 17 grudnia 1975 r. zaś jej córka Danuta 13 stycznia 1992 r. Obie zostały pochowane na Cmentarzu Grabiszyńs­kim we Wrocławiu. Spoczywały tam do roku 2005, kiedy to z inicjatywy i dzięki zabiegom jedynej wnuczki, pani Barbary Zych i jej męża, profesora Politechniki Warszawskiej udało się załatwić sprawę ekshumacji. Trumna z prochami Zofii Turskiej i jej córki Danuty w dniu 1 kwietnia przewieziona została do Tymbarku, gdzie spoczęła w rodzinnym grobowcu na cmentarzu parafialnym.

1 tak po 60 latach od chwili, kiedy to obie panie musiały opuścić Ziemię Tymbarską, znów wróciły w swe ukochane strony, by połą­czyć się z resztą rodziny, niestety już w gro­bowcu. Spoczywają w nim bowiem prochy Karola Turskiego – męża Zofii Turskiej, sio­stry Karola, Janiny Bzowskiej – córki Karola i Zofii oraz Danuty – drugiej córki pp. Turskich.

I jeszcze – zagadka – w grobowcu tym znajdują się także dwie trumny ze zwłokami, któ­rych tożsamości nikt nie jest pewny. Prawdopodobnie są to prochy pań, które w marcu 1945 roku zaczadziły się w aptece. Nisze z trumnami są zamurowane i lekko otynkowane. Na czole górnej niszy ktoś wyrył palcem literę P, na dolnej natomiast literę M. Być może nie było na tyle miejsca w krypcie kaplicy Myszkowskich, by wszystkie cztery zmarłe pa­nie tam pochować, mimo iż na tablicy informującej w kaplicy podane są cztery nazwiska. 6 sierpnia 2005 roku w kościele parafialnym w Tymbarku odprawiona została msza św. za zmarłych rodziny Myszkowskich i Turskich związanych z Tymbarkiem. W uroczystości tej uczestniczyli członkowie tych rodów oraz liczna grupa mieszkańców Tymbarku i okolicznych miejscowości, by uczcić pamięć osób, które tak wiele dobrego zrobiły dla tutejszego środowiska.   (Artykuł był publikowany w „Almanachu Ziemi Limanowskie” Nr 24, wiosna 2006)

Z cyklu „Historia tymbarskiego dworu”

Tymbarski dwór i jego właściciele

(część druga)

 Ród Myszkowskich znany był w Polsce i na Litwie, a pieczętował się herbem Jastrzę­biec pochodzącym z 1319 r. (opisany jest on m.in. w Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN, Warszawa 1965, t.5, s.237, rys. herbu obok tytułu), którym posługiwało się też wiele innych rodów, m.in. Baranowscy, Konopniccy, Lutomirscy, Modrzewscy, Rytwiańscy, Wydżgowie, Zborowscy, Żegoccy. W herba­rzu K.Niesieckiego wymienionych jest aż 349 rodzin pieczętujących się herbem Jastrzębiec.                                                                                                            

Myszkowscy byli rodem bardzo zamożnym, posiadającym olbrzymie majątki w różnych częściach kraju. Piastowali także wysokie godności w służbie królewskiej i kościelnej. Dla przykładu – Mikołaj z Myszkowic piastował godność kanclerza, zaś jego syn Piotr był biskupem płockim i krakowskim. Znany był protektor pisarzy i uczonych, był opiekunem i przyjacielem wybitnego poety doby humanizmu – Klemena Janickiego. Więcej wiadomości o tym rodzie, szczególnie jego części zamieszkującej tereny Małopolski, znaleźć można w książce „Rodem z Ziemi Sądeckiej” Stanisława Sitkowskiego (Gliwice, 2003). Herbu Jastrzębiec używali również Mysz­kowscy z Tymbarku, co jest zaznaczone na niektórych tablicach nagrobnych znajdujących się w rodzinnej kaplicy-grobowcu na byłym cmentarzu w Tymbarku. Tarcza herbowa z jastrzębiem trzymającym podkowę oraz na­pisem „Grobowiec Rodziny Myszkowskich” znajdowała się na tablicy z czarnego granitu nad drzwiami kaplicy z zewnątrz, niestety w 1945 r. została ona zniszczona przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa z Limanowej.

Wróćmy jednak do Ludwika Myszkows­kiego, właściciela dóbr tymbarskich. Mamy o nim skąpe wiadomości, gdyż większość dokumentów uległa zniszczeniu w czasie likwidacji dworu. Wiemy, że urodził się w 1831 r. jako najmłodszy syn Józefa Myszkowskiego i Salomei z Chociatowskich. Następne wiadomości o nim pochodzą dopiero z roku 1857, kiedy to ukończył studia prawnicze z tytułem doktora prawa ogólnego na Uniwersytecie Ja­giellońskim. Prowadzona przez niego kance­laria adwokacka w Jarosławiu miała ponoć wielu klientów, co wpłynęło na jego zamożność, dzięki której mógł w roku 1868 kupić od Tytusa Sławikowskiego dobra ziemskie Tymbarku i Słopnic. Jednak osobiście nie zajmował się nimi. Plenipotentem majątku ustanowił starszego o rok brata Jana. Sam w Tymbarku chyba rzadko bywał, gdyż nie był prawie znany tutejszemu społeczeństwu. Powszechnie uważano, że dziedzicem jest Jan Myszkowski.

Z danych, jakie udało się zebrać wynika, że w Tymbarku zamieszkała cała rodzina Lud­wika – rodzice i rodzeństwo. Przyjrzyjmy się im bliżej. Rodzice to: Józef Myszkowski – (1779-1869) oraz Salomea z Chociatowskich (1789-1877). Dzieci: Józef (1818-1878); Franciszka (1820-1890); Karol (1823-1880); Jan(1830-1902); Ludwik(1831-1891). Wszy­scy oni, z wyjątkiem Karola, spoczywają w krypcie kaplicy-grobowca Myszkowskich w Tymbarku. Karol, z niewyjaśnionych dotąd powodów, pochowany został na cmentarzu w Łososinie Górnej.

Jak wynika z dostępnych danych, poza Ja­nem, który ożeniony był z Walerią Borkowską, reszta rodzeństwa żyła w stanie wolnym. Tak więc Ludwik Myszkowski, nie posiadając własnego dziecka, wszystkie swe dobra sce­dował przed śmiercią na bratanka Józefa, syna Jana. Potwierdzeniem tego faktu jest wpis w Kronice Parafialnej Tymbarku (t.II, s.35) o treści: „Za mych czasów właścicielem Tym­barku i dworu był p. Józef Myszkowski. Stryj jego, p.Ludwik Myszkowski, adwokat z Jaros­ławia, kupił Tymbark, Stubno pod Przemyś­lem, Kobylnicę w Jaworskim powiecie, Łuczyce w Sokolskim i wszystkie te majątki zapisał Józe­fowi, który się później ożenił z Jadwigą z Marszałkowiczów, ze Stronia koło Przyszowej.”

Ludwik Myszkowski zmarł nagle 10 października 1891 r. w wieku 60 lat. Nie wiemy gdzie zmarł, natomiast pochowany został w krypcie rodzinnego grobowca w Tymbarku.

Jako właściciel dóbr ziemskich Tymbarku raczej nie wyróżniał się i nie wpłynął bezpośrednio na rozwój tutejszego środowiska. Podobnie i jego brat Jan, który tu gospodarzył w zastępstwie Ludwika. Był to jednak dopiero początek działalności tej rodziny w Tymbarku, która przejęła te posiadłości bardzo zaniedbane. Najpierw należało więc uporządkować wszystkie zaniedbania powstałe za poprzednich właścicieli, uregulować sprawy prawne, wyremontować budynki mieszkalne i gospodarcze oraz wprowadzać nowe plany gospodarcze i inwestycyjne, jak budowa stawów, dróg dojazdowych, zaś później tartaku itd.

Od początku pobytu w Tymbarku Mysz­kowscy oparli swe gospodarstwo na dwóch gałęziach produkcji: hodowli bydła i – przede wszystkim – gospodarce leśnej.

Jan Myszkowski nie unikał jednak pracy społecznej. W różnych pismach archiwum kościelnego są wzmianki, że był ofiarnym kolato­rem, dbającym o kościół i plebanię. Pełnił funkcję przewodniczącego Rady Parafialnej (Ko­mitetu), był członkiem Zarządu Szkoły Ludo­wej, w związku z czym brał udział w różnego rodzaju spotkaniach środowiskowych oraz uczestniczył, jako członek komisji, w „popi­sach” (egzaminach) uczniów miejscowej Szkoły Ludowej. Zaopatrywał też szkołę, jak i plebanię i organistówkę w drewno opałowe ze swych lasów.

Po śmierci Ludwika Myszkowskiego prawowitym właścicielem dóbr ziemskich Tym­barku został jego bratanek Józef. Był synem Jana Myszkowskiego i Waleni z Borkowskich, którzy za życia Ludwika byli gospodarzami jego włości w Tymbarku. Mieli czworo dzieci: Zofię, Feliksa, Józefa i Stanisława. Zofia wyszła za Jana Sitowskiego, właściciela dóbr ziemskich w Mordarce koło Limanowej. Fe­liks został rządcą majątku księcia Sanguszki w Gumniskach koło Tarnowa. Stanisław pro­wadził majątek w Hruszowicach koło Prze­myśla, zaś Józef otrzymał po zmarłym stryju wszystkie jego dobra ziemskie, w tym Tym­bark, który był jego domem.

Józef był człowiekiem wykształconym. Studiował w Szwajcarii, Austrii, Niemczech i Włoszech. Ukończył studia z zakresu leśnictwa, a praktykę leśną odbył w Saksonii i Szwaj­carii. Po ukończeniu studiów powrócił do Tymbarku, gdzie ustabilizował swe życie że­niąc się z Jadwigą Marszałkowicz, córką zie­mianina ze Stronia. Mieli troje dzieci: Lud­wika, Zofię i Jerzego.

Charakterystykę tej rodziny możemy poznać czytając kronikę parafialną: „Z dworem żyłem w przyjaźni, bo państwo Myszkowscy byli to ludzie rozumni, pracowici i prości w szlachetnym tego słowa znaczeniu. Obydwoje od­dani przede wszystkim swoim obowiązkom. Dzieci wychowywali mądrze: skromnie i reli­gijnie. Pilnowała tego p. Myszkowska, matrona o silnej woli, która nie znała kompromisów sumienia z tym, co się sumieniu sprzeciwiało, nie ustępowała ze swych szlachetnych zasad. Miała przy tem b. dobre serce. Obowiązki matki i żony spełniała z zaparciem siebie. Zawsze była jakąś pracą zajęta.”

I dalej: „Był to człowiek (Józef) poważny, cały oddany swym obowiązkom. Ukończył Forstakademie w Tarancie, w Saksonii odbył praktykę leśną (…) J Służba była do niego przywiązana bo na wszystkim się znał i tak prowadził gospodarstwo i rolne i leśne, że szło dobrze i podczas, gdy inni obszarnicy obciążeni podatkami albo służbę  redukowali, albo nie mieli czym wypłacać, tu  służba regularnie była wypłacana.”  I tak było w rzeczywistości. Józef Myszkowski gospodarstwo swe ukierunkował na dwie specjalności: gospodarka leśna, która stała na pierwszym miejscu oraz hodowla bydła, zwłaszcza krów rasy polskiej czerwonej. Ziemie orne  wykorzystywane były na uprawy stanowiące pasze dla bydła. Całość gospodarki stała na wysokim poziomie, wzorowana na najnow­szych metodach agrotechnicznych, jakie stosowane były w innych krajach, zwłaszcza w Niemczech i Szwajcarii, dokąd często wyjeżdżał, I by podpatrzyć organizacje prac i metody sto­sowane w najlepszych gospodarstwach tych krajów, a potem przenieść do siebie. Dlatego  drewno z jego lasów miało wielu nabywców, kłody wysyłano do Gdańska, gdzie były chętnie kupowane do produkcji statków, szczególnie na maszty. Założył też tartak przy dworze, gdzie produkowano szeroki asortyment desek, kantówek, łat i innych wyrobów. Również w zakresie hodowli bydła miał Józef  Myszkowski duże osiągnięcia, współpracując z Romerami z Jodłownika, zasłużonymi hodo­wcami krów rasy czerwonej polskiej. Jego stado do znane było nie tylko w kraju. Wiele sztuk  z hodowli wyeksportowano, zwłaszcza do An­glii. Stale też unowocześniał Józef swoje gospodarstwo. Obok dworu założył stawy rybne, udoskonalił budynki gospodarcze, a na początku XX w. zabrał się do budowy nowego budynku mieszkalnego, zwanego Nowym Dwor­kiem.

Nowy Dworek zlokalizowany został w odległości ok. 200 m od starego dworu, w kierunku północnym, tuż pod górą Zęzów, wśród starych drzew, przeważnie dębów. Budowany był w kilku etapach. Najpierw (prawdopodobnie w 1907 r.) wybudowano budynek partero­wy z kilkoma pokoikami letnimi na poddaszu.

W 1912 r. dobudowano I piętro i przedłużono budynek w kierunku wschodnim, łącząc go za pomocą wiaty z nowym budynkiem gospo­darczym. W budynku tym mieściły się miesz­kania dla służby, kuchnia, pralnia, stajnie dla koni przeznaczonych pod siodło i do bryczek, a także garaż. Na piętrze znajdowało się mieszkanie dla głównej gospodyni – powiernicy dworu,  jaką była Bronisława Filipiak, traktowana przez Myszkowskich niemal jak członek rodziny.

Tak budynek gospodarczy, jak i mieszkalny miały doskonałe podpiwniczenia, których pomieszczenia utrzymywały przez cały rok niemal jednakową temperaturę. Po zakończeniu I wojny światowej (1918) w Dworku dobudowano drugie piętro i zwiększono ilość pomieszczeń na pierwszym piętrze. Wybudowano też obok specjalną lodownię, w której w trocinach przechowywano duże bloki lodu.

Poza pracami związanymi bezpośrednio z prowadzeniem gospodarki sporo czasu poświęcał Józef Myszkowski tutejszemu społeczeństwu, jako kolator kościoła, czy członek Zarządu Rady Szkoły Ludowej. Ponadto współpracował z Towarzystwem Szkoły Lu­dowej, Stowarzyszeniem Hodowców Bydła Czerwonego Polskiego oraz z Krakowskim Towarzystwem Rolniczym.

Ciągle dokształcał się kupując i czytając książki z różnych dziedzin, głównie jednak związanych z rolnictwem i leśnictwem. Jedno z. pomieszczeń w Nowym Dworku zostało specjalnie przystosowane na bibliotekę. Jego ściany ze wszystkich stron, z wyjątkiem drzwi i okien, wypełniały regały od podłogi po sam sufit. Według niektórych informatorów była to w tym czasie jedna z największych prywatnych bibliotek w okolicy.

Na omówienie zasługuje też ogród, który stanowił integralną część dworu. Podzielony był na ogród ozdobny (park) otaczający Nowy Dworek oraz użytkowy. Ten z kolei miał dwie części: sad oraz warzywnik.  W ogrodzie królowała wspaniała, jak na tamte czasy, oranżeria, wybudowana w 1912 roku z cegły, w stylu neogotyckim. Część wschodnia, wyższa, to właściwa oranżeria przeznaczona do zimowego przechowywania roślin ciepłolubnych, takich jak juki, agawy, palmy, draceny, oleandry itp., które w okresie letnim umieszczane były na terenie parku oraz tarasie Dworku. Część zachodnia, znacznie niższa, to mnożarka, służąca do wysiewów i rozmnażania roślin uprawianych w gruncie. Całość ogrzewana była opalanymi drewnem piecami. Umieszczone one były w przedsionku, a od nich prowadziły kanały ogrzewcze do poszczególnych części oranżerii. Nad przedsionkiem znajdował się pokoik dla dyżurującego pracownika, zaś pod schodami do niego – studzienka. Nie tylko ułatwiała ona podlewanie roślin, ale w okresie letnim, na skutek parowania wody, wpływała na tworzenie się w pomieszczeniach specyficznego mikroklimatu, korzystnego dla roślin.

W sadzie posadzone były najnowsze odmiany drzew owocowych, zwłaszcza jabłoni, grusz, śliw, wiśni, brzoskwiń, których owoce dojrzewały w różnym czasie, co wydłużało okres ich bezpośredniego spożywania. Podobnie było i z drzewami owocowymi. W części warzywnej, poza warzywami pospolitymi uprawiane były także te mało znane, zwłaszcza w tym rejonie, jak pomidory, melony, kawony, oberżyny, szparagi i inne.

Również w części ozdobnej ogrodu rosło wiele rzadkich okazów drzew i krzewów ozdobnych, np. perukowce, magnolie, liliowiec, katalpa, różaneczniki, płaczący wiąz, ozdobna winorośl i inne pnącza.

W parku urządzone było boisko do siatkówki oraz kort tenisowy, z których korzystali nie tylko mieszkańcy dworu, ale i wielu młodych ludzi z miejscowego środowiska.

Głównym architektem tak Dworku, jak i pozostałych obiektów z nim związanych był sam właściciel, Józef Myszkowski, dzielnie wspomagany przez żonę Jadwigę.

Jadwiga Myszkowska zmarła 21 października 1921 r. w szpitalu w Krakowie po operacji na wyrostek. Ciało sprowadzono do Tymbarku i pochowano w rodzinnym grobowcu. Natomiast Józef Myszkowski zmarł cztery lata później, w dniu 16 grudnia 1925 roku. W Kronice Parafialnej jest wpis dotyczący jego śmierci i pogrzebu. Między innymi czytamy: „… umarł tutejszy dziedzic i kolator Józef Mysz­kowski, pogrzeb odbył się 19 grudnia przy udziale 11 księży. (…) Był to człowiek poważny, cały oddany swym obowiązkom”.  Udział w pogrzebie aż 11 księży świadczy, iż był znany i ceniony nie tylko w Tymbarku, ale znacznie szerzej – nie zawsze taka ilość księży brała udział w pogrzebie nawet proboszcza parafii, a co dopiero osobny świeckiej.

Po śmierci Józefa Myszkowskiego praw­nym właścicielem jego majątku została córka Zofia. Ale o tym w następnym numerze “Al­manachu”.*

*druga część artykułu była publikowana w „Almanachu Ziemi Limanowskiej” , nr 22/23 jesień/zima 2005, zaś pierwsza w numerze 19 tegoż.

Zdjęcie pochodzi z artykułu publikowanego w Almanachu.