Zmarł Zbigniew Tryczyński, więzień nr 276, współwięzień Tadeusza Paulone

 W wieku 96 lat zmarł Zbigniew Tryczyński, ostatni żyjący więzień, nr 276, z pierwszego transportu Polaków do niemieckiego obozu koncentracyjnego KL Auschwitz. 

W KL Auschwitz był współwięźniem Tadeusza Paulone, o którym na naszym portalu pisał Pan Stanisław Wcisło, w listopadzie 2015 roku (w serii pt.”Nasz bohater”, http://tymbark.in/nasz-bohater-wstep-postac-kapitana-tadeusza-paulone-przybliza-nam-pan-stanislaw-wcislo/).

Zbigniew Tryczyński, urodził się w 1921 roku w Opatowie, w rodzinie inteligenckiej, pochodzącej z Rzeszowa. Dziesięć  lat przed wojną zamieszkali w Brzesku, gdzie Zbigniew chodził do szkoły, był harcerzem. W swojej parafii pw. św. Jakuba Apostoła, należał do Sodalicji Mariańskiej.

Szczęśliwe dzieciństwo zakończyła wojna. Miał osiemnaście lat i był uczniem gimnazjum, gdy w 1940 roku, w święto Konstytucji 3 Maja, został zabrany z rodzinnego domu.

Przyszli po mnie we dwóch – wspominał. Polski policjant w cywilu i Niemiec w mundurze Wehrmachtu. W chwili aresztowania byłem chory na anginę, miałem wysoką gorączkę.  Innych aresztowano po Mszy św. za Ojczyznę po godzinie dziesiątej.  Zatrzymanych tego dnia, z list Sodalicji Mariańskiej i harcerstwa, zaprowadzono na policję w Brzesku. Moim rodzicom powiedziano, że po przesłuchaniu mnie wypuszczą. Po bezskutecznym oczekiwaniu, ojciec poszedł dowiedzieć się o mój los, ale Niemcy tylko pobili go do nieprzytomności i wyrzucili na ulicę. Po przesłuchaniu zawieziono nas do więzienia w Tarnowie, gdzie spędziłem półtora miesiąca. Rodzice bezskutecznie starali się ze mną skontaktować. Zrozpaczona  Mama, podobnie jak rodzice innych chłopców, całymi dniami stała pod murami więzienia, aby dostrzec syna w zakratowanych oknach. Raz udało mi się zobaczyć  Mamę, a i ona mnie wtedy wypatrzyła. Przynosiła dla mnie paczki żywnościowe, których strażnicy więzienni nie chcieli odbierać i  doręczać. Do końca życia Mama była przekonana, że z pomocą przychodziła wtedy sama Matka Boża, do której całe życie, a wtedy szczególnie  gorąco się modliła”.

Wśród deportowanych 14 czerwca 1940 r. do KL Auschwitz byli sami młodzi ludzie – wśród nich  kpt. Tadeusz Paulone z Piekiełka,  który podobnie jak inni w tym transporcie żołnierze kampanii wrześniowej, usiłował przez Słowację dotrzeć na Węgry, a dalej do armii gen. Władysława Andersa na Zachodzie. Byli też członkowie podziemnych organizacji niepodległościowych, gimnazjaliści i studenci.

W obozie Zbigniew Tryczyński poznał Tadeusza Paolonego i spotykał go w obozowej kuchni,  przy rozdzielaniu zupy; słyszał też o dokonanej na nim egzekucji.

„Nie znaliśmy swojego losu. 13 czerwca 1940, w dzień moich urodzin, wyprowadzono nas z tarnowskiego więzienia  do miejskiej łaźni i tam spędziliśmy noc. Wczesnym rankiem  14.VI, kilkakrotnie przeliczeni i uformowani w stuosobowe kolumny, zostaliśmy przeprowadzeni wyludnionymi ulicami miasta na rampę kolejową. Eskortujący nas Niemcy strzelali do okien, jeśli za szybą poruszyła się firanka. Pociągiem osobowym jechaliśmy przez Kraków (gdzie z dworcowych megafonów dowiedzieliśmy się o kapitulacji Paryża), później stacje miały już niemieckie nazwy. Nazwa „Auschwitz” nic mi nie mówiła, nie wiedziałem że to Oświęcim.  Gdzie byłem, dowiedziałem się dopiero po wojnie. W Auschwitz zostałem przydzielony do ciężkiej pracy przy kopaniu rowów melioracyjnych, następnie pełniłem funkcję tzw. sztubowego (odpowiedzialnego m.in. za sprzątanie w  bloku i  przynoszenie kotłów z  jedzeniem) oraz  schreibera (prowadzącego ewidencję więźniów danego bloku). Pół roku przed zakończeniem wojny, wraz z grupą więźniów, trafiłem do pracy w kamieniołomie w czeskich Litomierzycach, gdzie znajdował się jeden z podobozów KL Flossenbuerg.  Dowiedzieliśmy się później, że tam miano nas wraz z kamieniołomem wysadzić w powietrze.  Nie zdążyli.

Przez cały czas niewoli niemieckiej, czułem opiekuńczą rękę Opatrzności, która wiodła mnie najbezpieczniejszą z obozowych ścieżek. Śmierć była w obozie  na porządku dziennym. Byłem świadkiem okrutnych scen i wielu egzekucji, także ofiarą doświadczeń lekarskich. Otępienie na śmierć dotyczyło cudzej śmierci. Własna nie była jednak obojętna. Jestem głęboko przekonany, że życie zawdzięczam przede wszystkim mojej Mamie, która modliła się każdego dnia przed łaskami słynącym wizerunkiem Matki Bożej w kościele parafialnym pw. św. Jakuba w Brzesku.”

Po wojnie i szczęśliwym powrocie z niemieckiego obozu zagłady, Zbigniew zdał maturę, a następnie ukończył  studia na AGH w Krakowie. Z małżeństwa z Janiną z Wilczaków doczekał się  syna, potem wnuków. Pracował w Biurze Projektów Górniczych w Krakowie. Już na emeryturze został Obywatelem Honorowym Miasta Brzeska.

Był człowiekiem pogodnym, wielkiej skromności i kultury osobistej, zażenowanym wyróżnieniami, które go spotykały, zatroskanym do końca życia o losy Polski i kochającym swoich bliskich. Odszedł do Pana 17 listopada 2017 roku.

Pomimo ekstremalnych, życiowych doświadczeń, nigdy nie stracił wiary.

W Auschwitz Niemcy uwięzili ok. 150 tys. Polaków. Połowa z nich tam zginęła, a wielu kolejnych straciło życie po przeniesieniu do innych obozów. W pierwszym okresie istnienia KL Auschwitz więzieni byli w nim głównie Polacy, dla których Niemcy go założyli. W połowie 1942 r. ich liczba zrównała się z Żydami. Od 1943 r. liczba więźniów żydowskich stanowiła większość.

W KL Auschwitz Niemcy zgładzili co najmniej 1,1 mln. osób, głównie Żydów, a także Polaków, Romów, jeńców sowieckich i osób innej narodowości. 27 stycznia 1945 r. na teren obozu weszła Armia Czerwona.

Na podstawie opracowania Pani Urszuli J.Własiuk – Prezes Fundacji SZLAKI PAPIESKIE, (prywatnie Zbigniew Tryczyński był jej wujkiem).

źródło zdjęcia: www.mojebrzesko.pl