W Bibliotece Publicznej w Tymbarku miał miejsce Koncert Noworoczny zorganizowany przez Bibliotekę Publiczną oraz Wójta Gminy Tymbark. Kolędy i pastorałki zaśpiewały dwa zespoły: zespół dziecięco-młodzieżowy działający przy tymbarskiej parafii „Gloria Mariae” oraz pochodzący z Limanowej Zespół „Confessio”. Prezentacje muzyczne zostały owacyjnie przyjęte przez licznie zgromadzoną publiczność, która na stojąco podziękowała artystom za muzyczne przeżycia.
Informacja o zespołach wg stanu na styczeń 2016 r.
Zespół „Gloria Mariae” – gra i śpiewa na chwałę Matki Bożej patronki tymbarskiej parafii o czym przypominają niebieskie stroje uczestników zespołu. W obecnej formie zespół istnieje od października 2015 r. Jego opiekunem jest ks. Witold Warzecha, a kierownikiem artystycznym Grzegorz Urbański. Prowadzeniem zajmują się również Kasia i Karolina Urbańskie. „Gloria Mariae” skupia dzieci ze szkoły podstawowej, młodzież z gimnazjum i szkoły średniej. Repertuar to głównie pieśni maryjne, mszalne pieśni liturgiczne oraz kolędy i pastorałki. Można ich usłyszeć podczas liturgii w tymbarskim kościele. Wyróżniają się żywiołowością i radosnym usposobieniem. Marzą o wspólnym nagraniu płyty.
Zespół „Confessio” to formacja powstała w 2014 r., stworzona przez grupę przyjaciół z Limanowej i okolic, których połączyło wspólne zamiłowanie do muzyki. Kierownikiem artystycznym jest Jacek Kowalczyk. Podstawą artystyczną zespołu jest muzyka chrześcijańska, którą najczęściej wykonują; to ona dała początek wielu kolejnym pomysłom. We wrześniu 2015 r. zespół zdobył Nagrodę Specjalną Burmistrza Limanowej na Ogólnopolskim Festiwalu Piosenki Turystycznej, a w październiku tegoż roku II miejsce na Ogólnopolskim Festiwalu Piosenki Maryjnej
„Tymbark czyli Jodłowa Góra” – artykuł z 1987 roku autorstwa Andrzeja B.Krupińskiego. Artykuł był publikowany w tygodniku „Dunajec” Nr 44/1987.
Ten zakątek nie doczekał się jeszcze swego piewcy jak Poręba Wielka Władysława Orkana, Naprawa Jalu Kurka, czy Szczawnica Jana Wiktora, przecież kraina to przecudnej urody, szczególnie w dzień jesienny, słoneczny.
Oto góry w głębokiej zieleni świerków, w czerwieni buków, w złocie. Oto Pasmo Łososińskie z Jaworzem, oto masywny Turbacz i bliższy Kudłoń, i całkiem bliski Łopień. A pod nimi bajecznie kolorowe doliny, między którymi znaczy się błękitami i szmaragdami rzeka Łososina. Zaś w dolinach, po stokach idą przez ten górzysty kraj ludzkie siedliska, osady i wsie. Są też miasteczka teraz jakby jakieś wyspy zaczarowane pośród świetlistości lasów, chust łąk i przeoranych pod przyszły zasiew pól: Limanowa, Mszana Dolna i między nimi Tymbark.
Otóż i Tymbark. Kiedy w maju 1765 roku przybyli tu królewscy lustratorzy, tutejsi rajcy przedstawili im dokument, z którego wynikało, iż miasto to powstało za sprawą króla Kazimierza Wielkiego.
On to bowiem 3 lipca 1353 roku podpisał dokument, z mocą którego zezwolił niejakiemu Konradowi założyć w miejscu lasu, nad rzeka Łososiną, miasto na prawie magdeburskim. Polecił też, aby miasto owo nazwane zostało Dinenburgiem i rządziło się prawami, jakimi szczyci się królewski Kraków, aby rosło „na chwałę Królestwa i ku pożytkowi umiłowanych mieszczan naszych”. I przydał też Kazimierz Wielki miastu herb zaszczytny: dużą literę K z imienia swego, zwieńczoną królewską korona. Być może za jego też sprawą dość szybko nazwę Dinenburg zmieniono na Tannenberg, co spolszczone zostało na Jodłowa Górę. Dopiero w drugiej połowie XV wieku pojawiła się nazwa Thynbrare, użyta po raz pierwszy przez Jana Długosza. To właśnie obecny Tymbark.
O najdawniejszych dziejach miasta wiele powiedzieć się nie da. Wiemy dziś tylko, że w drugiej połowie XIV wieku, po jego założycielu, Konradzie, kolejnym wójtem został Piotr Penak, syn Mikołaja, mieszczanin krakowski, sprawujący godność wójta najwyższego sądu prawa niemieckiego. Był zatem osobistością stojącą dość blisko królewskiego tronu. Po nim wójtostwo tymbarskie otrzymał Mikołaj Fricota, od którego odkupił je Klemens Wątróbka ze Strzelc, podówczas kasztelan żarnowski.
Podobnie jak dwadzieścia sześć innych miast lokowanych w dawnej ziemi krakowskiej przez Kazimierza Wielkiego, tak i Jodłowa Góra czyli Tymbark zorganizowany został według obowiązujących wówczas zasad. Intencją króla było, aby pełnił rolę ośrodka kolonizacji gęsto zalesionych i niemal bezludnych terenów pomiędzy Nowym Sączem, Nowym Targiem i Dobczycami.
Dlatego też wójtom jego nadano prawo osadzania wsi na prawie niemieckim.
Miał też Tymbark pełnić rolę punktu etapowego przy jednym z pobocznych traktów wiodących z Nowego Sącza do Krakowa.
Tak więc nowe miasto usytuowano niemal dokładnie w połowie drogi między Nowym Sączem a Dobczycami, w dolinie rzeki Łososiny, blisko ujścia Słopnicy. Pod miasto wybrano niewielką terasę, czyniąc je już z samej natury dość obronnym, przydano mu 100 łanów frankońskich do rozdziału pomiędzy nowych mieszczan, a na dodatek jego wójtom oddano wieś Słopnicę. Najpierw jednak wytyczono prostokątny rynek (86.4X63,3 m). Następnie z jego boków wyprowadzono po dwie ulice w kierunku północnym i południowym oraz po jednej ku wschodowi i zachodowi. Jednocześnie przy południowo-zachodnim narożniku rynku wyznaczono teren pod plac kościelny i przykościelny cmentarz. Tam właśnie stanął drewniany kościółek wzmiankowany po raz pierwszy w dokumencie z 1373 roku. Wyjaśnijmy od razu, iż dokument fundacyjny tymbarskiej parafii datowany na rok 1349, na który chętnie powołują się historycy, okazał się być falsyfikatem z czasów późniejszych. Kościółek przetrwał kilkaset lat i dopiero w 1824 roku jego miejsce zajął klasycystyczny murowany kościół, którego wieża dominuje nad drewnianą, parterową jeszcze po większej części zabudową zabytkowego centrum Tymbarku.
Kiedy już najważniejsze elementy układu przestrzennego nowego miasteczka zostały określone, przystąpiono do rozmieszczania działek dla przyszłych mieszkańców. Tak wiec wzdłuż pierzei przyrynkowych wyznaczono tak zwane more civili, czyli miejsca pod zabudowę, stanowiące frontony działek osadniczych szerokich na 9 lub 18 metrów (1 i 2 ówczesne pręty), których głębokość dochodziła nawet do dwustu metrów. Tak wiec przeciętna działka zajmowała jedną trzecią łana frankońskiego, około 1040 m kw. W ten sposób zaraz po bokach miasta osadzono tu pierwszych 30 rodzin. Z upływem czasu ów pierwotny układ łanów i ról uległ oczywiście zatarciu, ale jeszcze i dzisiaj tu i ówdzie jest on czytelny, przede wszystkim po północnej stronie rynku.
Tak więc każdy z osadników otrzymał swoją działkę. Wójt uposażony zastał dwoma łanami, a na potrzeby proboszcza wyznaczono półtora łana.
Ponadto przyznano całej już społeczności miasteczka sześć łanów na miejskie pastwiska dwadzieścia łanów lasów. Na dodatek wszystkich mieszczan tymbarskich zwolnił król od płacenia podatków przez lat dwadzieścia. Z czasem uzyskiwali tymbarczanie dodatkowe jeszcze korzyści. I tak na przykład w roku 1399 Władysław Jagiełło uposażył tutejszego wójta dodatkowymi czterema łanami pola. Nieco później dochody miasta zwiększyły nowo powstałe wsie: Łopiennik, Zamoście i Zawadka. Wtedy też przybrał on funkcję niewielkiego starostwa niegrodowego.
Miał więc Tymbark możliwości rozwoju ekonomicznego, pomimo iż dopiero w 1543 roku otrzymał pierwszy przywilej na targ tygodniowy i na dwa jarmarki.
Zgodę na kolejne dwa jarmarki przyznano mu w roku 1669, Wówczas liczył już 390 mieszkańców, w tym 12 rzemieślników i kilku kupców. Miał też szkołę parafialną i szpital dla ubogich.
Obie instytucje założone w 1596 roku. Aliści Tymbark miastem znaczącym nie stał się nigdy. Pod względem gospodarczym już w końcu XVI wieku przerosła go sąsiednia Limanowa, mająca w 1581 roku aż 44 rzemieślników: 11 piekarzy, po 8 tkaczy i szewców, 6 rzeźników i 4 garncarzy. Tymbark zaś jeszcze w początkach naszego stulecia był miasteczkiem po większej części rolniczym. Wszak w 1914 roku z 834 jego mieszkańców dwie trzecie utrzymywało się z pracy na roli. Wina za taki stan rzeczy obciążyć można byłoby samych tymbarczan, ale też wójtów i starostów, którzy raz po raz urywali kolejne łany będące własnością miasta.
Proceder ten zapoczątkował już w 1553 roku dzierżawca tutejszego wójtostwa Mikołaj Lubomirski. Jeszcze gorzej zaczęło się dziać, gdy w roku 1813 Tymbark przestał być siedzibą starostwa, a w roku 1830 został sprzedany przez rząd austriacki Antoniemu Migdalskiemu. Ostateczny upadek Tymbarku przypieczętowało odebranie mu w 1934 r. praw miejskich.
Ale oto dowiaduję się, iż tymbarczanie zaczynają myśleć o odzyskaniu przywileju króla Kazimierza Wielkiego, że się do tego przygotowują. Mają przecież słynną „Owocarnię” założoną przez Józefa Marka zwanego czarodziejem sadów -dzisiejsze Zakłady Przetwórstwa Owocowo-Warzywnego. Mają też Spółdzielnię Mieszkaniową „Jodełka”, zakład gospodarki komunalnej, piękną szkołę tysiąclecia oraz zdobyty w bieżącym roku tytuł wojewódzkiego „Mistrza Gospodarności”.
Myślę więc, że Tymbark stanie się na powrót miastem, na co przecież ze wszech miar zasługuje i czego wymaga sprawiedliwość historyczna.
Informacje z Wikipedii: Andrzej B.Krupiński (ur. 1941), doktor nauk technicznych z zakresu historii architektury i konserwacji zabytkówPolitechniki Krakowskiej. Niezależnie od pracy zawodowej od czterdziestu lat realizuje badania naukowe. Jest wykładowcą zagadnień dotyczących ochrony dóbr kultury w krajach Unii Europejskiej w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Tarnowie. Pomysłodawca i współorganizator stowarzyszenia Artystów Plastyków „Sztuka Podhalańska” funkcjonującego przez 10 lat na Podhalu. Publikuje, współpracuje z czasopismami naukowymi, miesięcznikami, tygodnikami i gazetami regionalnymi. Ponadto ma na swoim koncie kilkanaście pozycji książkowych min. Zabytki urbanistyki i architektury województwa tarnowskiego i ponad dwa tysiące artykułów (publikacje m.in. w tygodniku „Dunajec” 1981 – 1988). Od dwunastu lat współpracuje z „Dziennikiem Polskim”, w którym publikuje w swojej stałej kolumnie Z teki Andrzeja Krupińskiego, a także na stronie internetowej Urzędu Marszałkowskiego Wrota małopolski. Dotychczas opublikowane zostało 13 Tek rysunków wykonanych akwarelą wraz z opisem, poświęconych zabytkom powiatu bocheńskiego, brzeskiego i tarnowskiego oraz Tarnowa, Brzeska, Tuchowa i Pilzna. Pierwsza retrospekcyjna wystawa dr Andrzeja B. Krupińskiego prezentująca prace powstałe na przestrzeni ostatnich 30 lat, miała miejsce w Galerii Sztuki w Willi Orla w Zakopanem.
Styczeń 2026 roku w Tymbarku jest miesiącem, w którym w większość dni temperatura minimalna była poniżej 0°C. Dziesięć lat temu, w 2016, 2017, było jeszcze zimniej, o czym można przekonać się patrząc na nadesłane zdjęcia, wykonane 29 stycznia 2017 roku.
Dzień 27 stycznia 1994 roku był wietrzny i chłodny. Spora gromada ludzi oddawała ostatnią posługę zmarłej obywatelce Tymbarku, Koleżance Annie Żaczkowej, ze starej tymbarskiej rodziny Kordeczków. Zmarła w wieku 86 lat ś.p. Anna szkołę podstawową kończyła w Tymbarku. Po jej ukończeniu wyjechała do woj. rzeszowskiego i w Przemyślu ukończyła Seminarium Nauczycielskie. Jej opiekunem w zupełnie obcym środowisku był brat, ksiądz Jan Kordeczka. Już na pierwszej posadzie w Łubnej koło Rzeszowa ś.p. Anna dała się poznać jako świetna organizatorka pracy kulturalno-oświatowej z młodzieżą. Wojnę światową przeżyła wraz z rodziną – mężem nauczycielem i dziećmi w Trześniowie, wsi rzeszowskiej. Obydwoje z mężem należeli do tego pokolenia nauczycieli społeczników, którzy pozostawiają ślad po swojej działalności w środowisku: z ich inicjatywy i przy dużym zaangażowaniu została zbudowana po wojnie szkoła w Trześniowie, ś.p. Anna włączyła się do pracy z młodzieżą wiejską prowadząc kursy kroju i szycia, gospodarstwa domowego, prowadziła kursy dla analfabetów. Obydwoje małżonkowie cieszyli się szacunkiem lokalnej społeczności. Po czterdziestoletniej pracy zawodowej przeszli na emeryturę. Ś.p. Anna zawsze marzyła o tym, by powrócić kiedyś swoje rodzinne strony. Jak ptaki przelotne, które z wiosną wracają co roku do swych gniazd, tak i Ona, pociągając za sobą, męża, wróciła w latach sześćdziesiątych do Tymbarku, do swego domu, który stanął na parceli odziedziczonej po rodzicach.
W tym krótkim wspomnieniu chciałam wskazać na społeczne zaangażowanie tamtego pokolenia nauczycieli, na ich osobisty wysiłek w pracy oświatowej. Gdy w latach osiemdziesiątych zmarł ś.p. Józef Żaczek, na jego pogrzeb przyjechała delegacja Trześniowa i w słowach serdecznej wdzięczności Jego dokonania w tej wsi, żegnała się z Nim.
Zawód nauczyciela w dawnej Polsce był spostrzegany jako swego rodzaju posłannictwo, podobnie działo się w czasie wojny światowej i nic dziewnego, że w odbudowę powojenną oświaty i kultury w Polsce tak bardzo włączyli się właśnie nauczyciele, którzy postawili sobie jeden cel: zmienić środowisko, nauczyć ludzi godziwego życia.
Julia Steczowicz
(artykuł opublikowany w Głosie Tymbarku Nr 17/1994)
od red. Julia Steczowicz – w latach 1965 – 1975 dyrektor Zasadniczej Szkoły Przetwórstwa Owocowo – Warzywnego, po przekształceniach obecnego Zespołu Szkół im.KEN w Tymbarku
„W latach trzydziestych rok szkolny rozpoczynał się około 20 sierpnia, pierwsze półrocze kończyło się przed Bożym Narodzeniem, a rok szkolny około 15 czerwca. Przy rozdaniu świadectw starano się wyróżniać najlepszych uczniów. Czasem były to tylko obrazki od księdza proboszcza lub książki zakupione przez Radę Szkolną. W szkole obchodzono uroczystości państwowe: Rocznice Odsieczy Wiedeńskiej, Święto 3 Maja, 11 Llistopada, Imieniny Marszałka Piłsudskiego czy później Imieniny Prezydenta Mościckiego. W obchodach często brała udział ludność wsi.
W październiku 1936 r. kierownictwo szkoły objął Józef Żaczek. Oprócz niego uczyły: Katarzyna Wojnowska i Anna Żaczkowa. W 1936 r. odżyła chęć wybudowania nowej szkoły.
W 1937 r. wyprowadzono mury piwniczne i suterenowe, w 1938 r. wybudowano parter, a wiosną 1939 r. – piętro.
Szkoła w 1940 r. Na pierwszym planie budynek starej szkoły, w tle – mury nowej.
szkoła w 1940 r.
Czas okupacji
8 września 1939 r. wojska niemieckie zajęły Trześniów i kwaterowały w salach szkolnych przez jesień i zimę 1939/40 r., niszcząc część zgromadzonego materiału.
Godna podziwu była postawa mieszkańców w czasie wojny. Jesienią 1939 r. i wiosną 1940 r. pokryto nową szkołę ocynkowaną blachą. W latach 1940-43 Komitet Budowy w dalszym ciągu zbierał po wsi pieniądze i kupował za nie potrzebne materiały.
Z powodu wybuchu wojny oraz w związku z tym, że w szkole kwaterowały wojska okupacyjne, nastąpiła przerwa w nauce do 1 kwietnia 1940 r. W czasie wojny nauka odbywała się w starym budynku szkoły (jeśli nie przebywały tam wojska niemieckie), w budynku wiejskim (po wojnie był tam urząd pocztowy) lub w wynajętych izbach wiejskich domów. Władze okupacyjne mianowały nauczycieli według własnego uznania. Kierownik tutejszej szkoły – Józef Żaczek od 1 kwietnia 1940 r. został przeniesiony do szkoły w Domaradzu, ale na prośbę Komitetu Budowy Szkoły przywrócono go z powrotem do Trześniowa.
Okupant wyrzucił z programu szkolnego historię, geografię, podręczniki do języka polskiego, na miejsce których wprowadził czasopismo „Ster”.
Druga połowa XX w.
Jak napisał w kronice Pan Żaczek, nauka w tutejszej szkole utrzymywała się na dość dobrym poziomie. Część młodzieży kontynuowała ją w szkołach średnich i zawodowych. Rzadko się zdarzało, by któryś z absolwentów nie zdał egzaminu wstępnego do szkoły ponadpodstawowej. Z końcem roku szkolnego 1968/69 Państwo Żaczkowie przeszli na emeryturę i wyjechali z Trześniowa. Kierownikiem szkoły został Stanisław Gładysz, który pracował na tym stanowisku do czerwca 1979 r.
Dawno, bardzo dawno temu, gdy Tymbark był jeszcze małym miasteczkiem ukrytym między górami, jego mieszkańcy znani byli z jednej rzeczy: zawsze dotrzymywali słowa.
Mówiono, że kiedy ktoś w Tymbarku coś obiecał, góry słuchały.
Żył tam stary cieśla imieniem Jakub. Robił mosty tak solidne, że nie skrzypiały nawet pod ciężarem zimy. Pewnego dnia przyszła do niego wdowa z dzieckiem i poprosiła o pomoc — strumień odciął jej drogę do miasta.
— Zrobię most — powiedział Jakub. — Zanim zakwitną jabłonie.
Pracował dniami i nocami. Gdy nadszedł czas, a jabłonie zaczęły bielić się kwiatem, most stał gotowy. Ale Jakub padł z wyczerpania i już nie wstał.
Ludzie mówili, że to koniec historii.
A jednak — każdej wiosny, gdy jabłonie kwitły, most robił się jaśniejszy, jakby nowe drewno wyrastało z tego starego. I nigdy, przenigdy nie runął.
Dawni mieszkańcy Tymbarku wierzyli, że słowa Jakuba wciąż go trzymają. Bo w tych stronach obietnica była mocniejsza niż gwoździe, a pamięć ludzi — trwalsza niż kamień.
na zdjęciu przedwojenna pocztówka z KOLEKCJI PRYWATNEJ TYMBARK