Tymbark w okresie okupacji niemieckiej – wspomnienia mgr Józefa Kulpy
(fragment opracowania z 1986 r., autorstwa Józefa Kulpy, napisanego z okazji 40-lecia Gminnej Spółdzielni GS w Tymbarku)
Wszystkie Spółdzielnie działające na Ziemi Tymbarskiej w okresie okupacji były ściśle włączone dla działającego na tym terenie polskiego podziemia. Wśród tych Spółdzielni główną rolę ośrodka wiodącego w konspiracji przypadła oczywiście Podhalańskiej Spółdzielni Owocarskiej. Niemałą rolę odegrała tutaj Spółdzielnia Mleczarska, jak również Spółdzielnia Rolniczo-Handlowa „Skiba” w Tymbarku.
Cały aktyw kierowniczy Spółdzielni, jak również zdecydowana większość jej pracowników, należała do podziemia. Tutaj właśnie w biurach Spółdzielni mieszczących się przy rynku w samym Tymbarku zorganizowano komórkę informacyjną.
Do niej należały mgr Olga Szczepaniec, ps. „Paź” oraz Anna Klimont. Ich zadaniem było przedzwaniać do owocarni do określonych pracowników fakt przejazdu każdego samochodu gestapo przez rynek.
Praca wspomnianych była częściowo ułatwiona tym, że biura właśnie Spółdzielni „Skiba” znajdowały się w budynku od strony rynku. Przesłanie takiego zaszyfrowanego meldunku do owocarni pozwalało tamtejszym programikom należącym do podziemia odpowiednio się przygotować. Decydującym tutaj był czas – meldunki z chwilą przejazdu podejrzanego samochodu przekazywano telefonicznie natychmiast. Na szczęście czas przejazdu takiego samochodu przez rynek do owocarni trwał parę minut.
W tej właśnie Spółdzielni prof. Henryk Sędziwy zastępca, a później przewodniczący Komisji Tajnego Nauczania miał swego rodzaju odskocznię do tej pracy, tutaj spotykał się z Olgą Szczepaniec, której siostry, tak jak ona, były w pełni zaangażowane w prace tajnego nauczania.
Samochód Spółdzielni „Skiba” był włączony w służbę polskiego podziemia. Ten właśnie samochód bardzo często przywoził profesorowi Sędziwemu instrukcje do tajnego nauczania z Krakowa.
Pamiętam jak jesienią 1943 roku przywieźliśmy z Krakowa Sędziwemu kilka paczek z tajną pocztą. Na dodatek przekazujący te paczki w Krakowie wręczył nam chleb. Nie dosłyszałem dobrze słów przekazującego co ten chleb oznaczał czy zawierał. Po przyjeździe do Tymbarku paczki wręczyliśmy Henrykowi Sędziwemu, nie wiedząc dobrze co z tym chlebem zrobić. Chleb przeleżał na pancernej kasie parę dni, po kilku dniach powiadam H.Sędziwemu by ten chleb zabrał bowiem do niego należy. H.Sędziwy wracając do domu istotnie zabrał ten chleb, Na drugi dzień okazało się, że w wydrążonym bochenku chleba – misternie sklejonym były bardzo cenne meldunki odnośnie tajnego nauczania.
W 1944 roku Spółdzielnia „SKIBA” w Tymbarku dysponowała aż trzema samochodami. Jeden należał do Spółdzielni, dwa osobowe marki „Ford” i „Peugeot” zakupione zostały z funduszy podziemia i były do ich prawie wyłącznej dyspozycji. Samochody te poruszały się na „lewych” papierach. Samochodami tymi dysponował Jan Cieślak ps „Maciej” względnie w jego zastępstwie Szymon Pyrć ps „Jaskółka”. Nie trzeba chyba dodawać jak wielkie ryzyko i niebezpieczeństwo wiązało się z tym!.
W lutym 1944 roku samochód Spółdzielni „Skiba” w Tymbarku załadowany maszynami i naturalnie tajną pocztą wpadł w Krakowie na ulicy Szpitalnej w sieci ostrej niemieckiej kontroli. W wyniku tego samochód Spółdzielni uległ konfiskacie wraz naturalnie z towarem. Szofer Spółdzielni Władysław Golonka został aresztowany i osadzony później w karnym obozie pracy w Płaszowie. Tam przebywał do końca wojny.
Kierownik ówczesnej Spółdzielni Mieczysław Czeczótka i Józef Kulpa zdążyli uciec. Z tą chwilą dla wymienionych, jak również dla Henryka Sędziwego, rozpoczął się okres ucieczki, ukrywania. Nie było powrotu do pracy w Spółdzielni, albowiem Gestapo szczegółowo rozszyfrowało nas i umieściło na swych czarnych listach. Od tej chwili każdy samochód przejeżdżający z Tymbarku do Krakowa bywał , czy to w Myślenicach czy na krakowskich rogatkach, szczegółowo kontrolowany. Kontrolowanym z Tymbarku zawsze wówczas towarzyszyły wyzwiska, że Tymbark Banditenverein, Banditennest czy też
Dandi tengebiet. Funkcję prezesa po Józefie Kulpie pełnił Franciszek Sojka, który jak już wspominaliśmy przeprowadził szczęśliwie Spółdzielnię przez trudny okres przełomowy.
W rozdziale tym należy i to podkreślić, że pod koniec lata 1944 r. mgr Olga Szczepaniec ps. „Paź” późniejsza Mikołajewska, pracownik jak wiemy tutejszej Spółdzielni, odegrała zasadniczą rolę w zorganizowaniu ucieczki jeńców radzieckich z tymbarskiej jednostki Wermachtu. Uciekło wówczas kilkunastu jeńców radzieckich z wozami i dziewięciu na koniach, w tym dwa wierzchowce araby. Bardzo ściśle z mgr Olgą Szczepaniec w organizowaniu tej ucieczki współpracowali J.Kulpa „Owoc” i Kazimierz Kochan „Caro”. Za wspominamy wyczyn wszyscy wyżej wymienieni zostali później wyróżnieni specjalnym rozkazem dowództwa polskiego podziemia.
Wyrazem potwierdzenia ucieczki jeńców radzieckich, w dzień samej ucieczki na combrowinie betonowej studni mieszczącej się na środku tymbarskiego rynku miał znajdować się wazonik z pięknym umówionym kwiatem. Tak „Caro” , jaki „Owoc” w określonym czasie bacznym wejrzeniem z bocznych ulic obserwowali studnię czy nie ma na niej wazonika z kwiatem. Rzeczywiście pewnego dnia kwiat na studni się zjawił. W tym właśnie dniu wieczorem w określonej godzinie miała nastąpić ucieczka w kierunku wąwozu wcześniej wyznaczonego, w którym tak „Owoc” jak i „Caro” oczekiwać mieli, ucieczka się udała w całości. Niestety na drugi dzień komendant niemiecki zarekwirował wszystkie konie jako swego rodzaju odwet. Wiadomość tę przeżywaliśmy bardzo boleśnie, bowiem zdawaliśmy sobie sprawę, że część tymbarskiego społeczeństwa wiedziało dobrze, że to była nasza robota. Strata konia w gospodarstwie chłopskim to przecież duża strata. Stąd mogli oni mieć do nas uzasadnione, czy mniej uzasadnione, pretensje.
Dowódca niemieckiej jednostki w sprawie ucieczki jeńców radzieckich rozpoczął szczegółowe dochodzenie. Szczególnie chodziło mu kto zorganizował te ucieczkę i kogo należy za to obwinić.
Przesłuchiwano więc i starszych i dzieci, szczególnie te, które zbierając ziemniaki przy kopaniu pod lasem widziały uciekających. Wszystkie dzieci, które zetknęły się pod lasem z uciekającymi stwierdziły jednomyślnie, że wszyscy uciekający mówili i to rozmawiali po rusku. Takie jednomyślne zeznanie dzieci wytworzyło przeświadczenie u prowadzących śledztwo, że organizatorami ucieczki byli radzieccy partyzanci. W wyniku tego po czterech dniach Niemcy zwrócili wszystkie konie chłopom. Odetchnęliśmy z głęboką ulgą. Dzieci jak wiemy w takich wypadkach zawsze mówią prawdę, i zgodnie z tą prawdą zeznawały. I „Caro” i „Owoc” uciekając z jeńcami w stronę lasu, pod gradem niemieckich kul, podjęli błyskawicznie decyzję rozmawiania głośno i to tylko po rusku, Nie wiem jak to faktycznie brzmiało, bo ja i „Caro” poza kilkoma oderwanymi słowami nie znaliśmy rosyjskiego w ząb,
Takie zadziałanie psychologiczne, przemyślane i przypadkowe dało, jak widzieliśmy, wspaniały sukces.
Na marginesie tego można powiedzieć, że znajomość psychologii ludzkiej ludzkiego postępowania, ludzkiej reakcji, w okresie okupacji miała pierwszorzędne znaczenie. Od niej w wielu wypadkach zależało takie czy inne szczęście, powodzenie, nawet w sytuacjach określanych jako krytyczne.
Czy wreszcie kontynuowanie przez Spółdzielnię tak dużej inwestycji jaką była budowa magazynów i domu administracyjnego bez zezwolenia, wbrew oczywistym zakazom i to na oczach wszystkich nie należy zaliczyć do patriotycznych przedsięwzięć? Budowę tą kontynuowano z myślą o przyszłej Polsce – przecież ta właśnie budowa uszczuplała w jakimś tam mikroskopijnym procencie bazę takich materiałów jak cement czy żelazo oraz siłę roboczą.
Podejmując decyzję o rozpoczęciu tej budowy liczono i na to, że w razie wypadku będzie się można tłumaczyć, że to owocarnia buduje – bo przecież ona jedna miała zezwolenie. Najgorszym w tym wszystkim było to, że budowa leżała przy stacji kolejowej, przy głównej ulicy prowadzącej do owocarni. Tą właśnie drogą musiały przejeżdżać wszystkie samochody zdążające do owocarni, Robotnicy kontynuujący budowę byli ostrzeżeni, by w czasie przejazdów obcych samochodów koło tej budowy chowali się do wewnątrz. Mimo takich ostrzeżeń wsypa nastąpiła. Pewnego dnia 1944 r. tą właśnie drogą, obok tej budowy przejeżdżał do owocarni sam Kotlik – kierownik Arbeitsamtu w Limanowej. Przejeżdżał jednak nie samochodem i nie w niemieckim mundurze, tylko konnym powozem i ubrany w czarny garnitur z melonikiem na głowie. Czcigodni pracownicy budowlani zauważyli powóz i „dostojnego” gościa w nim siedzącego, przypuszczali jednak, że to jedzie ksiądz proboszcz z Rybia Nowego i nie tylko nie pochowali się, ale dosłownie wszyscy wyszli kłaniając się nisko, wg nich księdzu proboszczowi, pochwalili Pana Boga.
Tym aktem zwrócili na siebie uwagę. Kotlik bezpośrednio po przyjeździe zawezwał w owocarni kierownictwo tej Spółdzielni a później mnie i zwrócił się ze stanowczym pytaniem co to za budowa jest prowadzona przy stacji kolejowej? Zażądał później zezwolenia budowlanego, tego oczywiście nie mogliśmy mu przedłożyć, bo w ogóle nie mieliśmy później słabą niemczyzną odpowiedziałem, że są to prace wokół zabezpieczenia murów przed zimą – mury te zostały wzniesione jeszcze przed wojną. Kotlik złoszcząc się zażądał listy robotników, to w takiej sytuacji dostarczyć musieliśmy, Kotlik wydobył ze swojej teczki akta i po kolei wykazanym na liście wystawił „paszport” do natychmiastowego wyjazdu do Niemiec. Robotnicy budowlani dowiedziawszy się o takim obrocie sprawy wszyscy uciekli z budowy. W gorących opałach zostałem sam. Termin wyjazdu do Niemiec Kotlik ustalił na dzień następny. Dnia następnego rano zgłosiłem się u Kotlika osobiście wraz z Jaśkowskim, pracownikiem Spółdzielni Owocarskiej, który język niemiecki znał bardzo dobrze. Kotlikowi wręczyliśmy wówczas małą beczułkę wina i w ten sposób załatwiliśmy ostatecznie sprawę.
Mimo przymusowej ucieczki Józefa Kulpy i Mieczysława Czeczótki do lasu – kontakt ich ze Spółdzielnią nie ustał, przebiegał on jednak już w warunkach konspiracyjnych.
W poczuciu pełnej odpowiedzialności stwierdzić należy, że wszystkie Spółdzielnie działające wówczas na terenie Tymbarku, a więc Spółdzielnia Rolniczo-Handlowa „Skiba” włączone były w ogniwa polskiego ruchu oporu. Spółdzielnie te zachowując w swej działalności pozory lojalności w stosunku do okupanta, włączyły swój techniczny i ludzki potencjał w walkę wyzwoleńczą naszego narodu. Obok tego, to Spółdzielnie były widomymi ogniskami życia narodowego, podtrzymując w ten sposób wiarę w ostateczne zwycięstwo wśród szerokich mas swoich członków.
Józef Kulpa

źródło zdjęcia: artykuł Przemysława Bukowca „Mgr Józef Kulpa „Owoc” – wspomnienie w 25. rocznicę śmierci”

















