Rocznica śmierci księdza kanonika, proboszcza, Teofila Świątka.

5 maja 1987 roku zmarł ksiądz proboszcz Parafii Tymbark (od 06.09.1955) Teofil Świątek.  Dzisiaj jest rocznica Jego śmierci.

tablica pamiątkowa znajdująca się na froncie kaplicy na cmentarzu w Tymbarku, ufundowana przez ks.kanonika Franciszka Malarza 

Przypomnijmy sobie kilka zdarzeń z okresu pełnienia funkcji proboszcza tymbarskiej parafii. Zdjęcia udostępnione przez Czytelników.

  1. Peregrynacja Obrazku Matki Bożej – 1969

2. Ksiądz proboszcz Teofil Świątek oraz ks.Kazimierz Macheta (ok.1970 r.)

 

3. Fotografia z 1976 roku, udostępniona portalowi przez Kolekcję Prywatną Tymbark, wraz ze wspomnieniem o Księdzu .

Ksiądz Teofil Świątek czytający ogłoszenia. Starsi z nas zapewne pamiętają, że lubił je nieco przedłużać. Czytał, mówił, nawiązywał i powracał do już wcześniej omawianych kwestii. Właściwie, niejednokrotnie sprowadzało się to do wygłoszenia drugiego kazania. Ministranci tych wywodów słuchali i słuchali i jak widać, często musieli polec na stopniach ołtarza. Tak na poważnie, piękne, pamiątkowe zdjęcie naszego wspaniałego proboszcza w latach 1955 – 1987 i dziekana dekanatu Tymbark. Dzisiaj, w tym trudnym dla nas wszystkich czasie, tęskniąc za każdą chwilą w naszym Kościele, ta fotografia okazuje się być niezwykle wartościowa.

4. Budownicy Kaplicy w Piekiełku

31 sierpnia 1986 roku uroczyście została poświęcona przez biskupa Piotra Bednarczyka kaplica w Piekiełku pod wezwaniem Świętego Józefa Robotnika (dziś używa się „Rzemieślnika”).  Ks.proboszcz Teofil Świątek wita ks.bp.Piotra Bednarczyka i przedstawia historię powstania kaplicy

5.   Orędownik erygowania Parafii Podłopień oraz budowy kościoła na Podłopieniu.

Ksiądz prałat Teofil Świątek celebruje Mszy św. na placu budowy kościoła w Podłopieniu – 14.04.1985 r.

6. Współpraca z działaczami Solidarności.

Fragment monografii  Adriana Cieślika  pt. “Życie codzienne w cieniu opozycji”, pochodzący ze strony www.regiony.gminadobra.pl.

Ale była też legalna strona SERWO (od red: grupa działaczy “Solidarności”: Jan Plata, Anna Kapturkiewicz, Mieczysław Wawrzyniak i Adam Sołtys, której nazwa SERWO  pochodziła słów: serce – rozum – wola). Grupa ta organizowała przy współpracy ks. doktora Jana Łaty i ks. Teofila Świątka (ówczesnego proboszcza parafii w Tymbarku) comiesięczne otwarte spotkania dotyczące filozofii, historii, polityki, przemian społecznych itp. Spotkania te odbywały się w domu parafialnym w Tymbarku. Na niektóre z nich zapraszani byli prelegenci np. z Krakowa.  

7. Postawienie figury św.Floriana przy kościele w Tymbarku

Figura św.Floriana stałą na tymbarskim Rynku. Niestety, jak się okazało w wyniku przeprowadzonej przez władze przebudowy dla św.Floriana “zabrakło miejsca”. Figurę przeniesiono i postawiono obok kościoła. Ks.Teofil Świątek powiedział “Nie ma obecnie miejsca dla świętych i jako bezpartyjnego przygarnąłem Go na teren kościelny” (cyt.listu Stanisława Krzyściaka z Brodkówki do “Głosu Tymbarku” – rok 1997).

 

(aktualizacja: 6.05.2021)

Mam nadzieję, że z czasem, stopniowo, dzięki Czytelnikom portalu, poznamy lepiej ten ponad trzydziestoletni okres historii Parafii Tymbark. 

Irena Wilczek-Sowa 

Witojcie młoji łostomili, witojcie! czyli gadka Starego Gazdy

od red: poniższa opowieść na temat sadzenia ziemniaków została opublikowana 30.kwietnia 2015, czyli przed dniem pierwszego maja. Pierwszego maja  w wielu gospodarstwach całe rodziny (korzystając z wolnego dnia w szkołach, zakładach) były zaangażowane do tej pracy.
W 2021 roku wszystkie prace rolne są opóźnione. Jeżeli już to chyba nieliczni zdążyli w tym terminie.
Witojcie młoji łostomili, witojcie
Jak ton cas leci, ani sie cłek nie łobeźry, a tu jus piyrsy moj na karku, i cza bee nowom robote f polu robić.

Co niektorzy downi piyrsygo maja spyndzali na pochodak “piyrsomajowyk”, a robotny gazda to kcioł wykorzystać f inksy sposob, swojom dziatwe, mianowicie, wykorzystywoł pszy sadzoniu zimniokof, i ło tym tero bee.
Coby zimnioki zasadzić cza sie beło do tygo przygotowywać jus w stycniu,cy lutym, co sie dziwujeta i jape łotfirocie, downe pokolonie dobrze wiy ło cym deliberujem. F stycniu lebo lutym, zolezy jako sanna, to znacy, zima beła; woziuło sie koniami na saniak gnoj na kupe f pole kaj miały być sadzone zimnioki.
Woziuło sie porom koni, ej beły to casy, jeno beło słychać dzwonki u końskik homontof, beło takie dzyń,dzyń,dzyń….. wiela sie nie wywiezło bo i rano beło ciomno i po połniu tys nie lepi, no ale jak jus sie f zimie nawiezło tego gnoja to na wiesne beło telo lzy, ze sie jeno pole porzonnie poradliło, puźni s te kupy cza beło ton gnoj rozwiyś po polu na kupki i to cza beło łozrzucić.
No to tero zacynało sie sadzonie, nojcości rano na drugi dzioj, nazganiało sie s dziesincioro bob – cyli gospodyni – i kłozdo miała sfoj kawołek do zasadzonio, śficuły tymi grzbietami do gory, łoj śfiyciuły, a gazdy łorały, to moze nie gazdy jeno pora kłoni,
a gazdy? jedon poganioł pore kłoni, a drugi chodziuł za pugom.
A tero pomyślijcie kielo kilometrof za pu dnia zrobiuł gazda i kłoń, ale scynście ze ftej nie beło tyk zasranyk”ekoterororystof”, bo pewnikom kłonie pasły by sie na miedzak, a  gaździne ciongły by pug, zgraja by sadziuła zimnioki.

No właśnie a co dziecka robiuły?

ano jenno miało kłopacke f gośći i sło co drugom skibe i przygarniało nie zasypane pszes pug zimnioki,a pszycości beło to na ubocy.

Sadzonie wyglondało tak:
nojpiyrf pszełorało sie jednom skibe i baby zacynały sadzić zimnioki,sadziuło sie tak co dwaścia pinć cyntymetroff połowie wysokości skiby, ale jak skiba na ubocy sła na doł to sadziuło sie kapke wysy, a jak do gory, to nizy, coby ton zimnio był mniwiyncy jednakowo pszykryty ziomiom. Casami baby chytały łopiepsz łod zopuźnika, bo albo za nisko sadziuły albo za wysoko, albo  za rzodko lebo za gosto, cza te zimnioki beło fpychać f skibe coby kłoń chdzoncy po broździe nie wywoloł kopytami. I tak zesło do przedpołnio, cyli do dziesionte,f pu jedynoste, ftej gaździno łopuscsała baby co sadziuły i sła robić pszedpołnie-cyli jedzonie-  co prymniejsi gospodorze zadbali jus pszed wielkanocom jo wikt, bo na wielkanocne świniobicie robiuło sie nie tylko kiełbase do śfioconio, ale robiuło sie tys wikt na pośfiotak,a beła to pszewaźnie kiełbasa f wekak, no moze nie dosadnie kiełbasa, ale to miyso co sie robiuło kiełbasy dawało sie do wekof, gotowało  i beło na pu lata do jedzonio, a beło trochy tygo bo śfinie to sie biuło, takie co miały po dwa metry wogi, spyrka na grzbiecie miała pinć palcof grubości,to ji beło s cego zrobić i kiołbasy i bocki, i wyndzonom słonine, to sie jodało i zodon sie nie pszejmowoł ze bee mioł dziś tak modny “zły cholesterol”. Kłozdo głospodyni starała sie coby dzioj fceśni upiyc chlyb, coby inne zakfolały jaki dobry, casami jesce beł kołoc s syrom, a do przypicio beła albo herbula, lebo kawa zbozowo s mlykom. Kłonie tys sfojom miarke łofsa dostały, coby miały siułe dale ciongnońć pug.

Aa, sadzonie polygało na tym ze piyrso skiba beła syrso, i to do nij sadziuło sie zimnioki, a drugo beła wynzso, a to lotego coby beła blizy tyj piyrsyj coby lepi pszykryć zasadzone zimnioki. Gazda u kturygo sadziuło sie zimnioki mioł łoko na woz i potrzoł kielo jesce jes zimniokof coby wystarcyło na cały zogon, wiync casami godołcoby żodzi sadziuły jak zacyło brakować , lebo gości jak zacyło zbywać.

A tero ło samyk zimniokak. Zimnioki do sadzonio, czymało sie f ziomnyk kopcak, bo piwnicki beły małe. Roźnie, roźnicko te zmnioki f kopcak zime pszeczymały, beło nieros tak ze i pszemarzły bo mroz siarcysty beł, a beło tys ze zgniuły bo zima bełą lekko a kopiec porzonnie łocieplony słomom, no ale jak te zimnioki pszecymały zime, to pot koniec kfietnia słą gaździno i pszebiyrała zimnioki,  cza kłozdego beło łobejrzeć i popaczeć cy mo łanne łocka, cyli takie dziorki s ktoryk wypusco kieły, a jus malućkie kiełki beły, boć to pszecio wiosna i syćko garnie sie do zycio, wiync kłozdygo zimnioka łobeźrała, i jak beł duzy to go pszecioła na pu i ftej zimniok dzieliuł sie na “mać” i “dupke”, “mać” sie sadziuło, a “dupke” brało sie do jedzonio, jak beła bida, lebo spasło sie śfiniami.
Zimnioki co beły do sadzonio , cyli “macie”gaździne zasypywały popiołem z dżewa coby nie chyciuła jako zoraza i coby nie łopsychały.
Pola do sadzonio beły rozne ,casami kamiyniste,na ubocy,casami rozny cas beł,
Pamiytom jak nieboscyk Kospszyk mioł sadzić po połuniu zimnioki pot kszokami i wyjechali f pole, a tu jak pszyset śniyk i tako sikawica, i tak cały moj beło brzytko,  ze pszesiedziały te zimnioki do pu cyrfca i tak zrosły f packak ze nijak ni mozno beło je łastargoać,i zasadziuł, i beły te zimnioki piykne, a niebozycka Kospszycka tak puźni godała “soćcie mnie kiej ksecie,jo i tak bedem ros f lecie”

Kłozdo gaździno po zasadzoniu u siebie zimniokof słą późni na łodrobek, do tyk bob co ji pumogały sadzić, tak ze jak beło dziesinć bob do sadzonio to cza beło do kazde iś i łodsadzić, a dziś wartko pszejedzie traktur, jesce jak pszejedzie, bo coros mni widać po polak zogony s zimniokami, ło tym coby kto kłoniami sadziuł to nie fspomne, wiync pszeradli sie trakturem zasadzi sadzarkom, jesce co gupsiejsi to paczeli na miesioncek , bo sadzarkom zasadziuł za wimiełojca, wiync mozno beło wymyślać, ale jak sie sadziuło rynkami ,nikto nimioł casu paczeć na miesiocek, cy jes na korzoj, cy na kfiotka cy liścia, jeno paczeli coby zasadzić bo dobry cas.

Dziś jus nima zogonof kaj kfftnom zimnioki,  cy to na bioło, cy to na rozowo, piekne to beły widoki, dziś jus śfinie nie zrejom, gruli bo ik nima, to znacy śfini, młodiz tys wolom gotowe zimnioki co sie nazywajom frytki, a co modzrejsy nałkowiec fciski kit do zlasowanyk muzgownic ze z zimniokof sie tyje, ze s zimniokof brzuch rośnie, a gupi norod wierzy, no cos to jes ta nowoceno nałuka, nowocesno moda, bo zimniok jes tani, to nie jes biznes dochodowy lo korporacyji, dochodowe som frytki bo kilo kostuje dziesinć cy piytnoście złotyk, dochodowe som te susone i piecone zimnioki f plasterkak nazywane “hipsami’,  bo kilo kostuje śterdziści dutkof, ale zwykły zimniok jes skodliwy bo jes tani, bo kilo kostuje łosimdziesiont grosy i do sklepu trafiuł prosto łot chłopa, a nie s korporacyje, a smakowoł by jesce lepi, i lepi by sie go doceniuło, jak by sie go samymu na przydomowy grzondce zasadziuło, łokopało, a na śfiotygo Jana sło i wygrzebała tygo piyrsego, nojwioksygo zimniocka s pod kszoka, nosykom zgarnoło delikatnom skorke, uskwarzyło sie młode cebule, i do tygo śfyzygo, przyniesionygo s piwnice, lebo ze spiżarki
KFAŚNYGO SFOJSKIGO MLYKA.

hej stary gazda

zdjęcie (IWS) Zamieście, 30.06.2018

cd. opowieści starego gazdy

Wieśniano siywka…

wieśniano siywka zacynała sie jus pszy dobry pogodzie na kłońcu lutygo, a naojlepi na samym pocontku marca. Sioły ftedy gazdy łowies, musioł być fcas zasiony bo mioł grubom łupe i musioł dugo pocnieć, coby kieła puściuł.

Tero jak ziornies na role to jus łowsa nie łobocys, jus nikto go nie sieje, a locego? ano nima komu, nima jus nikaj kłoni, no moze jesce kasik sie znojdzie, ale do niedowna jesce beły na Zomieściu, no pewnikom jesce majom na Paproci, te Zajoce, nie wiom cy dali mo kłonie Zbysek “Lakiereka, na Zowatce moze jes jedon, gora dwa, f Piekiełku nie lepi, F Tymbarku to jeno mechanicne, bo dwa gazdy ze Zmuliska jus pomarły to ji koni nima, no a na Płodłopioniu, to tys nie lepi, Jasiek Puzonista mioł jesce do niedowna piyknom kobyłke s młodymi, chdzołem casami do niygo ze wnukami coby jesce na luzie łobocyły, po drodze pos sie na postronku łąnny kłoń u Lojska Brody. Mioł jesce kłonia Jozek, na Kowolofce, nie wiom moze jesce mo, no ji blizy Dobre taki Pietrek, jeno nie wiom jak sie nazywo.

Wiync tero ani łowsa f polu, ani kłonia nie łobocys, a beło piyknie i wesoło, wozy żelyźniki, beło słychać jak sie jechało po kamynisty drodze, na wozie brony sfojim podrygiwanim metalicny głos dawały, casami jak na wozie beło pełno, i zbozo, i nawozof , a do tygo brony to, za wozom casami docepiało sie jesce pug s kolcami, coby na koniec siyfki, wyłorać płyciutkom skibe f broździe coby woda nie zabiyrała zrusane ziomi.

Telo ło łowsie, puźni trocha sioło sie pszonice jarom, jij nie cza beło  dugigo młokniocio, jak beło ciepło to do dwok tygodni jus wysła, a na kłońcu sioli jocmioj, sioli tys casami,  ”jarzec”,  niy to nie nowy gatunek zbozo, ino tak nazywali zmiysany jocmij s pszonicom, lepi beło potym siyc, bo pszonica beła wysso i mozno beło snopka zrobić jak sie siekło we zbiorki.
Jak wiycie,moze inacy, starsi pamiytajom ze co niektore gazdy, straśnie paczały na miesiocek, coby na pszykłot nie sioć jak jes  now, bo uwozali ze nie bee dobrze bo sie ftej zboze bes przerwy łodnowio, inni beli tacy coby f Wielkim Tyźniu, a nojlepi f  Wielki Piontek wrzucić ziorko do ziomi, taki śfiote pamiyci Michoł “Ranosik”, a znowu Jasiek “Tarnawiok” to łon wiycie f wielkim tygodniu to jeno koło chałpy cosik zbyrgnoł, ale zeby jus kłoniem do pola jechać a tym bardzi f Wielki Piontek zboze sioć, to jus beła u nigo co nojmni zbrodnia. Uwozoł ton Jasiek ze Wielki Piontek to jes wielkie Swioto i nie wolno nić cioskiego robić, a tym bardzi f polu. starali sie syćka zasioć f marcu, bo jak to godajom “siejes f marcu, zbiyros f garcu”.

Niebozycka Kosprzycka zafse licyła kielo jes dni mglistyk f marcu, bo godała ze telo bydzie i dyscowyk we zbiorki, zafse miała takom godke “kielo f marcu dni mglistyk, telo f zbiorki dżdżystyk”, godała tys: „suchy marzec, młokry kfiecioj, jesce maj pszechłodny,  nie bydzie rok głodny”.

Kłozdy sie tygo głodu boł, dyć pszecio to beł jus pszednowek, kfiecioj, jak godała to beł nojdujsy miesionc na pose lo gadziny, stodoły jus zacynały śfiycić pustkami, a nowego jesce nie widać.
Mowiała jesce tak:
“jak f kfietniu słonko grzeje, ftedy chłop nie zubozeje”
abo:
“ciepły kfiecioj, mokry maj, bydzie zytko nicym gaj”
i tak se tymi godkami dodawała łoptymizmu.

No i cos zasioli my, to ca cekać pora dni, łoddychnońć, i myśleć ło nowy robocie, bo pszecio maj za karkom.

stary gazda

zdjęcie: IWS 

KOLEKCJA PRYWATNA TYMBARK

    TYMBARK NA STAREJ POCZTÓWCE 

 
Na placu dworskiego tartaku zostały rozładowane kloce. Zaprzęg wyrusza w drogę powrotną. W oddali na wzgórzu kościół i rynek w Tymbarku. Na równinie w stronę rzeki jedyne tam wówczas zabudowania młyna. Niezwykły dla nas widok na starej pocztówce z Tymbarku. Pomimo braku datowania w przybliżeniu można określić czas wydania tej pocztowej karty. Szkoła przy rynku jest jeszcze przed rozbudową w 1925 roku. Tymbark przed wiekiem, powiedzmy sto lat temu. Tu, gdzie teraz wszystko zabetonowane i zabudowane, dawniej były łąki i pola uprawne. Tam w stronę młyna Kęski w złoto-żółtych łanach zboża buszowały biedronki. Kiedy dziś staniemy w tym samym miejscu, to też zobaczymy żółte. Tyle że ściany budynku. A w nim już całkiem kto inny dzisiaj buszuje.
 
Tymbark na starej pocztówce – zbiory własne.
 

TYMBARK NA STAREJ POCZTÓWCE – KOLEKCJA PRYWATNA TYMBARK

KOLEKCJA PRYWATNA TYMBARK

TYMBARK NA STAREJ POCZTÓWCE 

DWORZEC KOLEJOWY

 
Dworzec kolejowy w Tymbarku, ten legendarny, pierwszy, jeszcze z galicyjskich czasów. Solidny, piętrowy murowany budynek. Boniowanie, gzymsy, obramowania okien, wszystko gustownie ze sobą współgra. Piękne, duże lampy zapalało się z drabiny, którą widać opartą o ścianę. Trzy kominy świadczą o dużej ilości pieców. Przy kaflowym w poczekalni grzali się oczekujący na pociąg podróżni. Naczelnik Stacyi – wyraźnie jest tak napisane na drzwiach do jego pomieszczenia – był bardzo ważną i szanowaną  personą. Bezcenny, historyczny walor. Niezwykle rzadka, wartościowa pocztówka. Do tego to niespotykane gdzie indziej ujęcie – z torowiska wprost na dworzec. Na odwrocie korespondencja z 1912 roku. Rarytas, perełka, pośród dawnych kolejowych pocztowych kart. Od lat w moich zbiorach.  Tymbark – Dworzec kolejowy . Brzmi dumnie, pomimo że pozostał tylko we wspomnieniach i na tej starej pocztówce. 
 

TYMBARK NA STAREJ POCZTÓWCE – KOLEKCJA PRYWATNA TYMBARK

 

KOLEKCJA PRYWATNA TYMBARK

                    TYMBARK NA STAREJ POCZTÓWCE 

TYMBARK – RYNEK i KOŚCIÓŁ                 

 

Pocztówka sprzed 110 lat. Na odwrocie korespondencja z 1911 roku. Podobną już kiedyś pokazywałem, lecz w dużo gorszym stanie. Rynek w Tymbarku w pełnej krasie. A że o nim ostatnio głośno, to myślę, że warto tą starą pocztową kartę ponownie pokazać. Kościół i Magistrat z całą zasadnością tej ostatniej nazwy. Nasza miejscowość była jeszcze podówczas miasteczkiem. Austriackie czasy i na rynek często mówiło się również ringplatz. Na budynku – taka nazwa naszego dzisiejszego Urzędu Gminy funkcjonowała w potocznej mowie mieszkańców – dobrze widoczny herb Tymbarku. Końskie zaprzęgi, oczywisty przed laty widok, dopełniają całości tego jakże niezwykle cennego artefaktu. Jedna z piękniejszych dawnych kart pocztowych z Tymbarku. Zbiory własne.
 

TYMBARK NA STAREJ POCZTÓWCE – KOLEKCJA PRYWATNA TYMBARK

 
 

“Tymbark dla Niepodległej. Udział mieszkańców Gminy Tymbark na frontach I wojny światowej”. Prośba do rodzin osób wymienionych w opracowaniu

W załączeniu opracowanie pod tytułem “Tymbark dla Niepodległej. Udział mieszkańców Gminy Tymbark na frontach I wojny światowej” autorstwa Przemysława  Stanko z Instytutu Historii Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie. 

“Badania naukowe nad udziałem Polaków w armii austro-węgierskiej podczas I wojny światowej z pewnością nie należą do łatwych. Głównym powodem, jak się wydaje, jest brak obecnie na polskim rynku wydawniczym syntezy, podobnej do tej, dotyczącej Polaków w armii niemieckiej. Historycy od wielu lat próbują ustalić fakty dotyczące liczebności strat po I wojnie światowej, wciąż napotykając na liczne niezgodności. Niniejsza praca, podczas której nie dysponował Autor wyczerpującą analizą wszystkich zachowanych źródeł do całości tego zagadnienia, lecz przedstawił problem udziału społeczeństwa jednej z gmin obecnego powiatu limanowskiego w armii austro-węgierskiej podczas I wojny światowej.

Nieobecność mężczyzn powołanych pod broń skutkowała brakiem wykwalifikowanej kadry mającej zarządzać gminami, ale także przełożyła się na trudną czy dramatyczną sytuację poszczególnych rodzin. Szlak bojowy ukazuje terytorium, na którym walczyli mieszkańcy Tymbarku podczas I wojny światowej. Bardzo istotną część artykułu stanowią załączone tabele, które mogą odpowiedzieć na pytania nurtujące osoby dociekające historii swoich przodków w okresie zawieruchy wojennej. Omówiony temat Polaków w armii austro-węgierskiej, który przedstawiony został w większym lub mniejszym zarysie na przykładzie mieszkańców Tymbarku, bez wątpienia potrzebuje dalszych badań historycznych“- czytamy w podsumowaniu do niniejszej pracy.

Autor opracowania zwraca się z prośbą, szczególnie do rodzin osób wymienionych w pracy, o udostępnienie zdjęć  z archiwów domowych mających z nimi związek, ich dotyczących. Sugerowany termin: do końca stycznia 2021 r. Osobą do kontaktu jest Pan Robert Nowak, Urząd Gminy w Tymbarku, tel. 18 33 25 637 w. 29.

Fragment opracowania:

Tymbark dla Niepodległej.

 Udział mieszkańców Gminy Tymbark na frontach I wojny światowej

 Pierwsza wojna światowa (1914-1918) dla mieszkańców okolic Tymbarku rozgrywała się w okresie 20 XI – 10 XII 1914 r. bezpośrednio in situ lub w najbliższej okolicy (Dobra, Chyszówki, Jurków, Słopnice, Łososina Górna, Limanowa), i jakkolwiek nie przyniosła dużych zniszczeń materialnych w zabudowie miasta, to jednak doprowadziła do sytuacji, że Tymabrk stał się na wiele tygodni zapleczem dla frontu ck. armii austro-wegierskiej (szpital wojskowy, zaopatrzenie wojskowe za pośrednictwem Kolei Transwersalnej Chabówka-Nowy Sącz). W czasie całego okresu I wojny światowej na terenie powiatu limanowskiego nastąpiły  zmiany nie tylko narodowościowe, ale także społeczne czy demograficzne.

            Wybuch wielkiej wojny światowej w VI-VIII 1914 r. zastał wielu obywateli Tymbarku, Jasnej-Podłopienia[1], Podłopienia i Zamieścia przy pracach polowych, lecz mimo to, dla ogromnej części mężczyzn w wieku poborowym były to ostatnie prace w ich życiu. Pobór bowiem do wojska wiązał się nie tylko z opuszczeniem rodzinnych domów na wiele miesięcy, ale także często z ostatnim widzeniem swoich rodziców, rodzeństwa czy przyjaciół lub sąsiadów. Wraz z dalszymi etapami wojny dochodziło do dalszych powołań pospolitaków.

  1. Służba wojskowa.

             Obowiązek powszechnej służby wojskowej, wprowadzony w 1868 r. po reformie armii austro-węgierskiej, podczas I wojny światowej sprawowano na podstawie ustawy z 5 lipca 1912 r. Każdy, kto ukończył do 1 stycznia roku poboru 21 lat podlegał obowiązkowi rekrutacji. Zasada ta nie miała zastosowania, gdy osoba ukończyła 23 lata przed 31 grudnia roku, w którym ogłoszono pobór. Wedle tego aktu prawnego wszyscy poddani w monarchii zmuszeni byli stawić się do poboru, odbyć zasadniczą służbę wojskową oraz uczestniczyć w pospolitym ruszeniu. Formacje lądowe armii Austro-Węgier przed wybuchem wojny dzieliły się na wspólną siłę zbrojną, obronę krajową (Landwehr, Honved) oraz pospolite ruszenie (Landsturm, Nepfolkeles). Czas trwania służby wojskowej wynosił dwa lata w służbie czynnej oraz dziewięć lat w rezerwie. Oficerowie i podoficerowie, którzy dobrowolnie zgłosili się do armii, służyli trzy lata w służbie czynnej oraz siedem lat w rezerwie, za wyjątkiem marynarki wojennej. Marynarze bowiem służyli cztery lata w służbie czynnej, pięć lat w rezerwie i trzy lata w obronie morskiej. Istniała możliwość skrócenia czasu w armii, na przykład pozostając tzw. ochotnikiem jednorocznym. Dotyczyło to ludzi, którzy do dnia 1 października roku poboru ukończyli z wynikiem pozytywnym gimnazjum państwowe lub niepaństwowe, lecz będące na prawach placówki publicznej. Podobnie dotyczyło to absolwentów wyższych szkół (realnej, państwowego lub niepaństwowego zakładu naukowego, kształcącego w kierunkach artystycznych, technicznych, przemysłowym, handlowym, marynarskim, rolniczym czy leśnym). Pospolite ruszenie funkcjonowało na zasadzie formacji, która miała za zadanie przejęcie dotychczasowych funkcji obrony krajowej na własnym terytorium w postaci niefrontowej służby wartowniczej i wewnętrznej, kiedy to jednostki landwery zostały skierowane do prowadzenia działań w polu. Pułki piechoty pospolitego ruszenia w zasadzie pokrywały się pod względem struktury z pułkami piechoty obrony krajowej. Wspólną siłę zbrojną uzupełniano poborem, powołaniem absolwentów wojskowych instytucji oświatowych i naukowych w stopniu oficera lub podoficera oraz ochotnikami. Po ukończeniu 32 roku życia, rezerwistów przenoszono do pospolitego ruszenia. Obowiązek służby wojskowej wygasał w wieku 42 lat dla żołnierzy i podoficerów oraz 60 lat w przypadku oficerów rezerwy. W 1913 r. szacowany kontyngent rekrutów miał wynosić 154 tysiące, zaś w następnych latach 159,5 tysiąca[2]. Skład narodowościowy sił zbrojnych był równie rozmaity, jak i mieszkańcy całej monarchii habsburskiej. W 1910 r. w armii austro-węgierskiej służyć miało 7,7% Polaków[3].

            Dnia 10 czerwca 1915 r. Ministerstwo Obrony Krajowej wydało reskrypt, w którym zarządzono rekrutację roczników od 1865 do 1872, a po części także roczników 1873 i 1874[4]. Ministerstwo Obrony Krajowej reskryptem z 19 lipca 1915 r. zarządziło stawkę pospolitaków zobligowanych do służby wojskowej w pospolitym ruszeniu, urodzonych od 1865 r. do 1872 r. włącznie oraz urodzonych w roku 1873 i 1874. Rekrutacja odbywała się między 29 lipca a 30 września 1915 r. i obejmowała wszystkich, niezależnie czy dotychczas służyli, czy nie[5].

            Po 1 sierpnia 1915 r. wszyscy powołani mieli wstąpić do wojska w Nowym Sączu, gdyż komenda uzupełniająca 20. pułku piechoty oraz 32. pułku obrony krajowej została 1 sierpnia 1915 r. przeniesiona z dotychczasowej swojej siedziby w mieście Bruntal (Freudenthal) na Śląsku Austriackim do stolicy ziemi sądeckiej, zaś batalion uzupełniający 20. pułku piechoty znajdował się w Tarnowie[6].

  1. Unikanie służby wojskowej.

             W związku z licznym asenterunkiem poborowych dość szybko zaczęło dochodzić do wyludniania się miejscowości. Zdarzały się również przypadki unikania stawienia się do poboru, jak np. ten w Gorlicach, gdzie rekrut urodzony 21 stycznia 1894 r. nie stawił się do poboru, gdyż jak stwierdził:

do dnia 6 czerwca 1915 daty urodzenia mego nie znałem wcale i nie wiedziałem ile lat rzeczywiście liczę, byłem dotąd pewny, że liczę lat 17, dopiero w dniu 6 lipca 1915 dowiedziałem się w urzędzie parafialnym w Gorlicach, że urodziłem się w roku 1894, że zatem liczę lat 21, prócz tego nie zgłosiłem się do stawki względnie do przeglądu tak z przyczyny, że pozostawałem od października 1914 r. w Gorlicach a jak powszechnie wiadomo od tego czasu aż do pierwszego maja 1915 Gorlice zajęte były przez Moskali[7].

            Trzeba też zaznaczyć, że nie wszyscy obywatele w wieku poborowym byli zdolni do czynnej służby wojskowej. Dlatego też na mocy rozporządzenia Ministerstwa Obrony Krajowej z 28 sierpnia 1915 r. mężczyźni, którzy na podstawie ustawy o świadczeniach wojennych nie mogli należeć do czynnej służby wojskowej lub do pospolitego ruszenia, zostali uznani za niezdolnych do służby w pospolitym ruszeniu z bronią. W następstwie zostali zakwalifikowani jako np. forszpani[8], konduktorzy, naganiacze bydła i otrzymali kartę legitymacyjną potwierdzającą ich zwolnienie z czynnej służby.

  1. Formacje wojskowe.

             Mieszkańcy Tymbarku i okolicznych wsi rekrutowani byli głównie do 20. Pułku Piechoty, 32. pułku piechoty obrony krajowej oraz 32. pułku piechoty pospolitego ruszenia. Nie było to oczywiście zasadą, gdyż wielu spośród z nich znalazło się także w innych formacjach wojskowych, co wynikało np. z przebywania w okresie poboru w innym miejscu. Warto przedstawić w zarysie szlaki bojowe wspomnianych formacji.

            Tymbark wraz z okolicą podlegał pod Dowództwo Wojskowe nr 1 w Krakowie (k.u.k. Militarkommando Krakau Nr 1), zaś najbliższy garnizon wojskowy znajdował się w oddalonym o niecałe 50 kilometrów Nowym Sączu. Dlatego też mieszkańcy Tymbarku i całego powiatu limanowskiego wcielani byli głównie do 20. pułku piechoty oraz 32. pułku obrony krajowej. Poniżej prezentuję krótką historię wymienionych formacji wojskowych oraz ich losy w latach 1914-1918.

[1] Jednowioskowa gmina Jasna-Podłopień funkcjonowała do 1 stycznia 1934 r., kiedy to wcielono ją jako sołectwo do gminy zbiorowej Tymbark pod dotychczasową nazwą. Nazwę wsi Jasnej-Podłopienia zmieniono w 1965 r. na Podłopień-zob. Zarządzenie nr 63 Prezesa Rady Ministrów z dnia 27 listopada 1965 r. w sprawie zmiany i ustalenia nazw niektórych miejscowości (Monitor Polski 1965 nr 67 poz. 382).  W niniejszej pracy umieściłem osoby z obu gmin jednowioskowych (Jasna-Podłopień i Podłopień) w jednej zbiorczej tabeli-zob. Tab. 2.

[2] Dziennik Ustaw Państwa 1912, Nr 128: Ustawa dotycząca wprowadzenia nowej ustawy o służbie wojskowej; S. Szuro, Reforma wojskowa przeprowadzona w państwie austro-węgierskim w 1868 r. i jej realizacja ze szczególnym uwzględnieniem Galicji, “Studia i materiały do historii wojskowości” t. XXXIII: 1990; M. Baczkowski, Pod czarno-żółtymi sztandarami. Galicja i jej mieszkańcy wobec austro-węgierskich struktur militarnych 1868–1914, Kraków 2003, s. 11-13.

[3] J. Rydel, W służbie cesarza i króla. Generałowie i admirałowie narodowości polskiej w siłach zbrojnych Austro-Węgier w latach 1868–1918, Kraków 2001; M. Baczkowski, Ilu Polaków walczyło w armii austro-węgierskiej podczas I wojny światowej?, [w:] Mało znana Wielka Wojna. Studia i szkice z dziejów I wojny światowej, red. A. Smoliński, Oświęcim 2014, s. 65–84; M. Zgórniak, Die Polen im österreichisch-ungarischen Heer wahrend des ersten Weltkriegs, “Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego”, Prace Historyczne, z. 90: 1989, s. 261–282.

[4] K. Ruszała, Mieszkańcy Gorlic w armii austro-węgierskiej podczas I wojny światowej, [w:] Bitwa pod Gorlicami. Studia z perspektywy stulecia pod red. J. Centka, S. Kułacza, K. Ruszały, Gorlice 2015, s. 126.

[5] K. Ruszała, op. cit., s. 126.

[6] K. Ruszała, op. cit., s. 126.

[7] K. Ruszała, op. cit., s. 127.

[8] Forszpan (Vorspann – j. niem.) – podwoda. Był to rodzaj usługi transportowej, świadczonej armii przez właścicieli zaprzęgów konnych. Ustawowy taryfikator regulował opłaty za przejechane kilometry, czas oczekiwania, itp.

 

Link do całego artykułu: TYMBARK DLA NIEPODLEGŁEJ – praca Przemysława Stanko

 

Mgr Józef Kulpa „Owoc” – wspomnienie w 25. rocznicę śmierci. Artykuł Przemysława Bukowca

Mgr Józef Kulpa „Owoc” – wspomnienie w 25. rocznicę śmierci

18 grudnia 1995 r. odszedł zasłużony działacz spółdzielczy, społecznik, uczestnik konspiracji AK w czasie II wojny światowej. W tym miejscu należy podkreślić, że był to człowiek szczególnie uwrażliwiony na potrzebę utrwalania pamięci w regionie. Najlepiej jego charakter oddają wypowiedziane przezeń słowa: […] Zawsze uważałem, że istnieje pilna potrzeba odtwarzania historii nawet poszczególnych wiejskich spółdzielni, bo historia ta jest nieraz przebogata, świadczy o olbrzymiej woli społecznego działania wielu działaczy wiejskich […]. W 25. rocznicę śmierci pragnę przypomnieć kilka okupacyjnych epizodów związanych z życiem oraz działalnością Józefa Kulpy.

Z galicyjskiej wsi

Józef Kulpa przyszedł na świat 20 października 1912 r. w Piekiełku. Było to jeszcze w czasach gdy Limanowszczyzna należała monarchii Austro-Węgier. Dwa lata później wybuchła Wielka Wojna, która na zawsze odmieniła oblicze świata i Europy. Odmieniła też losy uciemiężonego od 123 lat narodu polskiego. Józef dorastał w cieniu odradzającej się Rzeczypospolitej. Wychowaniem syna zajmowała się matka. Ojciec wyjechał jak wielu mieszkańców ziemi limanowskiej do Ameryki „za chlebem”, gdzie przedwcześnie zmarł. Józef pierwsze kroki na polu edukacji stawiał w rodzinnym Piekiełku. Tam ukończył czteroklasową szkołę powszechną. Dalszą edukację w klasie piątej i szóstej kontynuował w Tymbarku. Klasę siódmą ukończył w Limanowej. Kolejny etap edukacji związał z  II Państwowym Gimnazjum  i Liceum im. Króla Bolesława Chrobrego. W 1935 r. Józef zdał maturę. Perspektywę studiów wyższych przekreśliły wysokie koszty, stąd jego powrót do rodzinnego Piekiełka. Swoją pierwszą pracę zawodową związał z Kasą Stefczyka w Tymbarku, która mieściła się w budynku lokalnej Spółdzielni Mleczarskiej. Kluczowym momentem w tamtym czasie było poznanie inżyniera Józefa Marka, propagatora gospodarki piętrowej oraz rozwoju sadownictwa w regionie. Na bazie wspólnych kontaktów zawiązała się nić przyjaźni, której nie przerwał czas niemieckiej okupacji. W latach 1935-1936 inż. Józef Marek przystąpił do przygotowywania dobrego gruntu pod budowę infrastruktury Podhalańskiej Spółdzielni Owocarskiej nazwanej popularnie „Owocarnią”. Korzystając z doświadczenia Marka, Józef Kulpa wraz z kolegą Władysławem Steczowiczem zorganizował w Tymbarku Spółdzielnię Rolniczo-Handlową „Skiba”. W 1938 r. Józef został członkiem zarządu „Owocarni” oraz jej księgowym.  Z kwestionariusza powstałego w czasie niemieckiej okupacji oraz służby w 1. Pułku Strzelców Podhalańskich AK dowiadujemy się, że przed wybuchem II wojny światowej Józef miał za sobą przepracowane trzy lata Przysposobienia Wojskowego. 

Spółdzielcza praca organiczna w „Owocarni” – cywilna konspiracja

Wrzesień 1939 r. przyniósł ponowną utratę niepodległości przez państwo polskie. Niemcy szybko rozbudowali aparat represji, wymierzony w przedstawicieli inteligencji, działaczy politycznych oraz ludzi kultury. Jednak największe obciążenia okupant nakładał na polską wieś w celu przeprowadzenia stopniowej eksploatacji i wyniszczenia ludności wiejskiej.   ^ stycznia 1940 r. w domu Szymona Pyrcia przy tymbarskim rynku spotkało się kilku mężczyzn w celu uroczystego złożenia przysięgi i przystąpienia do organizacji konspiracyjnej Związku Walki Zbrojnej. Organizatorem placówki był kpt. Tadeusz Paolone. W spotkaniu brał udział Józef Kulpa, który złożył przysięgę i otrzymał pseudonim „Owoc”. W lutym 1940 r. na spotkaniu zarządu „Owocarni” w Łososinie Górnej, inż. Józef Marek po naradzie z członkami zarządu oraz dyr. inż. Janem Drożdżem podjął decyzję o wprowadzenia nowego programu funkcjonowania spółdzielni. Głównym jej celem było świadczenie pomocy osobom prześladowanym przez okupanta, wysiedlonym, potrzebujących i chorym. „Owocarnia” przystąpiła do Rady Głównej Opiekuńczej – rozwijając działalność społeczno-opiekuńczą.  Przyjęto zasadę wykorzystywania luk prawnych w celu rozbudowy zakładu, rozpoczęcia pracy produkcyjnej, powiększenia magazynów na owoce. W pierwszej kolejności przystąpiono do programu rozbudowy szkółek drzew owocowych. Pomocy udzielano w pierwszej kolejności wysiedleńcom ze Śląska, Wielkopolski i Pomorza, którzy w latach 1940-1941 w liczbie ponad 2500 osób zostali zesłani przez Niemców na Limanowszczyznę. Pomoc w imieniu inż. Marka organizował Józef Kulpa oraz mgr Jan Sobczyk „Sokal” – główny księgowy zakładu w czasie okupacji. W 1941 r. doszło do licznych wsyp w Obwodzie ZWZ Limanowa. W maju Gestapo aresztowało komendanta Obwodu – kpt. Wacława Szyćko „Wiktora”. Struktury ZWZ uległy stopniowemu rozpadowi.  Lukę po ZWZ w 1942 r. na terenie zakładu wypełniła organizacja „Racławice”. Z jej ramienia utworzono placówkę wojskową Polskiej Organizacji Zbrojnej. Jej komendantem był wspomniany wcześniej mgr Jan Sobczyk „Sokal”. Bardzo szybko w struktury organizacji wstąpili pozostali członkowie zarządu w tym inż. Józef Marek „Lanca” i Józef Kulpa „Owoc”. Inż. Marek zaproponował rozwinięcie siostrzanej placówki do „Owocarni” jaką była nieco zapomniana Spółdzielnia Rolniczo-Handlowa „Skiba”. Zadania jej rozbudowy podjął się zaufany człowiek inż. Marka – Józef Kulpa. W tym celu zarząd „Owocarni” dwukrotnie przydzielił bezzwrotną pożyczkę na rozbudowę siedziby „Skiby” (późniejszy budynek Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska”). Na początku 1943 r. do Tymbarku przybyli przedstawiciele nowo mianowanego szefa Inspektoratu AK „Niwa” Nowy Sącz ppłk. Stanisława Mireckiego „Pocieja” w celu nawiązania kontaktu z dowództwem tymbarskiej POZ. Wiosną 1943 r. doszło do akcji scaleniowej, POZ weszła w szeregi AK. W latach 1941-1943 placówka ZWZ-AK Tymbark nosiła kryptonim „Tymoteusz”. Jej komendantem był ppor. Jan Lenartowicz „Stary”. W celu rozbudowania kadr, w kwietniu i maju 1943 r. w rejonie Tymbarku nowy komendant Obwodu AK Limanowa – ppor. Stanisław Leszko „Emil” zorganizował kurs podchorążych. Z ankiety partyzanckiej można się dowiedzieć, że ów kurs ukończył Józef Kulpa uzyskując stopień kaprala podchorążego czasu wojny. Ożywiona działalność struktur konspiracji w „Owocarni” nie została niezauważona przez Niemców, którzy w 1943 r. aresztowali i wywieźli do KL Auschwitz mgra Jana Sobczyka – gdzie zginął.  W czasie okupacji pracownicy „Owocarni” prowadząc wymianę handlową z różnymi podmiotami gospodarczymi w Krakowie, pełnili rolę kurierów transportując wśród ukrytych przetworów meldunki, rozkazy i raporty. Organizacją tej łączności z wykorzystaniem samochodów tymbarskich i limanowskich spółdzielni zajmowali się Józef Kula „Owoc”, Ludwik Mróz „Dębówka”, Henryk Sędziwy oraz Wiesława Węgrzynowicz. Do przypadkowej dekonspiracji doszło 17 lutego 1944 r. W Krakowie Niemcy w czasie kontroli natrafili na pocztę podziemną oraz inne nielegalne materiały załadowane na samochód spółdzielni „Skiba”. Aresztowano kierowcę Władysława Golonkę, który trafił do obozu pracy w Płaszowie. Pozostałym członkom konspiracji w tym Józefowi Kulpie udało się zbiec przed aresztowaniem. Kilka miesięcy później w nocy z 3 na 4 lipca nowosądeckie Gestapo przeprowadziło aresztowania wśród kilkudziesięciu pracowników „Owocarni”. Dzięki interwencji dra Józefa Macko w niemieckiej administracji w Krakowie, z więzienia został zwolniony m.in. inż. Marek. Ostatecznie Niemcy w odwecie za likwidację przez partyzantów w Słopnicach Zastępcy Szefa Wydziału Prasy w rządzie Generalnego Gubernatorstwa – dra Ewalda Kulczewskiego – rozstrzelali 32 zakładników, przywiezionych do Słopnic z więzienia w Krakowie i Nowym Sączu. Od tego momentu główni działacze oraz członkowie zarządu spółdzielni byli zmuszeni się ukrywać. Wielu spośród nich wstąpiło do oddziałów partyzanckich. Według ankiety partyzanckiej tak było z Józefem Kulpą, który w lipcu trafił do oddziału partyzanckiego na Mogielicy. Dotychczasowe obowiązki w strukturach spółdzielni „Skiba” od „Owoca” przejął Ludwik Mróz „Dębówka”.

Od przewodnika do partyzanta z piórem

 Późnym latem i jesienią 1944 r. Józef Kulpa „Owoc” wraz Michałem Macko „Ryszardem” oraz Olgą Szczepańską „Paź” zajmowali się przeprowadzaniem zbiegłych jeńców sowieckich z środkowej części Beskidu Wyspowego w Gorce do tworzących się oddziałów partyzanckich. Jeńców przekazywano z rejonu Stare Rybie – Rupniów – Łososina Górna do Tymbarku, dalej przewodnicy prowadzili Sowietów przez Szczawę w Gorce.  W sierpniu 1944 r. miała miejsce akcja uwolnienia 19 jeńców sowieckich, pracujących przy wyrębie lasów pod Rydznikiem. W akcji brali udział Józef Kulpa „Owoc”, Kazimierz Kochan „Caro” oraz Olga Szczepaniec „Paź”. Za uwolnienie więźniów otrzymali pochwałę od szefa Inspektoratu AK „Niwa” Nowy Sącz – ppłk. „Pocieja”.   Od końca lipca do początku drugiej połowy września na ziemi limanowskiej trwała akcja „Burza”. W  tym czasie partyzanci prowadzili działania dywersyjne. Te zaś często spotykały się z brutalną reakcją ze strony okupanta w postaci prowadzenia krwawych pacyfikacji beskidzkich wsi. 22 września 1944 r. w Gorcach utworzono 1. Pułk Strzelców Podhalańskich AK. Jego dowódcą i szefem Inspektoratu został mjr Adam Stabrawa „Borowy”. Na obszarze działalności pułku powstały cztery bataliony. Józef Kulpa otrzymał przydział w charakterze oficera propagandy w I baonie nowosądeckim pod dowództwem por. Jana Wojciecha Lipczewskiego „Andrzeja”. Jesienią 1944 r. partyzanci przenieśli się na kwatery na Wyrębiskach Szczawskich i Wyrębiskach Zalesiańskich. To właśnie tam, w jednej z góralskich chat prace redakcyjne  nad podziemną prasą koordynował „Owoc”. W tamtym czasie Józef Kulpa był redaktorem pisma I baonu 1. PSP AK pt. „Podhalanin” – wydawanego w maszynopisie.     11 listopada 1944 r. miała miejsce uroczysta msza święta na Wyrębiskach Zalesiańskich (obecnie Krzyż Partyzancki obok zielonego szlaku PTTK prowadzącego z Zalesia na Mogielicę). Następnie żołnierze I baonu 1. PSP AK w celu uczczenia Święta Niepodległości przedefilowali w kierunku leśniczówki Andrzeja Florka. Na fotografiach z tego wydarzenia można dostrzec Józef Kulpę w roli ministranta, usługującego do mszy św. w towarzystwie ks. Jana Stelmacha „Urbana” – kapelana 1. PSP AK. 19 stycznia 1945 r. Komendant Główny AK rozwiązał największą organizację podziemną na terenie okupowanego kraju. Z ankiety partyzanckiej możemy się dowiedzieć, że Józef Kulpa służbę w leśnym pułku zakończył następnego dnia – 20 stycznia 1945 r. Mjr „Borowy” urlopował żołnierzy – w ten sposób 1. PSP AK został rozformowany. Tego samego dnia Tymbark został wyzwolony spod okupacji niemieckiej. Józef Kulpa po zakończeniu działań wojennych uzyskał awans na stopień podporucznika.

Okres stalinizmu – prześladowania ze strony Urzędu Bezpieczeństwa

 Józef Kulpa, po powrocie do Tymbarku ponownie objął funkcję prezesa Spółdzielni Rolniczo-Handlowej „Skiba”. Niestety ze względu na ciągłe „wizyty” funkcjonariuszy Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa w Limanowej w domu rodzinnym w Piekiełku, Józef Kulpa aby uniknąć aresztowania wyjechał do Krakowa. Tam kontynuował pracę zawodową, związaną z handlem spółdzielczym. W czasie pobytu w Krakowie Józef Kulpa ukończył studia wyższe – ekonomiczne. W 1950 r. został on aresztowany przez UB . Po kilku tygodniach aresztu i przesłuchań Józef został wypuszczony z aresztu, jednocześnie otrzymując bezwzględny zakaz pracy na terenie powiatu limanowskiego. Wobec zaistniałych wypadków Józef Kulpa podjął pracę w PZGS w Nowym Sączu, następnie w Spółdzielni Pracy.  Po „odwilży” październikowej powrócił na ziemię limanowską w 1957 r. podejmując pracę w Spółdzielni Ogrodniczej w Limanowej. Po śmierci inż. Marka, objął stanowiska prezesa, które pełnił do czasu przejścia na emeryturę w 1975 r.                                                                                                                                                                                                                        

Pamięć historyczna                                                                                          

            Powojenna aktywność Józefa Kulpy nie ograniczała jedynie do obowiązków zawodowych. Głównie wypełniała ją praca społeczna na rzecz kilku środowisk, z którymi  trwale współpracował. Angażował się na rzecz lokalnego środowiska w postaci pomocy przy budowie szkoły w Piekiełku, powstaniu przystanku kolejowego w tej samej miejscowości czy też elektryfikacji wsi. Józef Kulpa należał do wielu organizacji i stowarzyszeń. Działał w komisji historycznej przy Centrali Ogrodniczej w Warszawie. Sam pisał wiele uzasadniając to chęcią uchwycenia dorobku pokoleń na obszarze Małej Ojczyzny – w ten sposób okazując szacunek dla dokonań swoich przodków.                          Józef Kulpa mocno związał się ze środowiskiem kombatanckim partyzantów 1. PSP AK, spotykających się co roku na Odpuście Partyzanckim w Szczawie. Był jednym inicjatorów powstania pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku – Izby Pamięci 1. PSP AK w Szczawie (obecnie Muzeum 1. PSP AK). To właśnie dzięki „Owocowi” i jego zaradnej organizacji udało się pozyskać fundusze od Polonii oraz innych środowisk kombatanckich. Józef Kulpa pełnił funkcje kustosza Muzeum, gromadząc materiały i eksponaty. Opisując swoją działalność spółdzielczą i konspiracyjną na każdym kroku podkreślał jak duże znaczenie miały dla niego napotkane na życiowej drodze osoby takie jak np. Inż. Józef Marek, Zofia Turska czy Stanisław Ceglarz.  Brał udział w wielu inicjatywach kombatanckich, tworzeniu pomników w miejscach kaźni mieszkańców Limanowszczyzny.   Praca redakcyjna, której Józef Kulpa zakosztował w czasie niemieckiej okupacji pozostała z nim do końca życia. Doskonałym materiałem dla historyka jest Kronika Spółdzielni Ogrodniczej Ziemi Limanowskiej, opracowana przez Józefa Kulpę. Materiał zawiera kilkadziesiąt zdobionych kart, na których zawarto informacje o osobach zaangażowanych w działalność spółdzielczą z rejonu Limanowej i Tymbarku, które poniosły śmierć z rąk niemieckiego okupanta. Materiał znajduje się w zbiorach Muzeum Regionalnego Ziemi Limanowskiej w Limanowej.                                                               

Wybrana literatura:

Bieniek J., W kręgu Beskidu i Gorców. Część III. Placówki: Łącko, Łukowica, Młynne, Laskowa, Mszana Dolna, Niedźwiedź, Tymbark, Ujanowice (Materiały do historii Ruchu Oporu w Ziemi Limanowskiej), „Rocznik Sądecki” 1988–1990, t. XIX,

Bieniek J., W kręgu Beskidów i Gorców. Cz. III – działalność partyzancka, „Rocznik Sądecki” 1992, t. XX,

Macko J., Góry zakwitną sadami, Warszawa 1967

Wojtas-Ciborska E., Księga Limanowian, Limanowa 2006

Archiwalne artkułu i materiały Głosu Tymbark – zbiory Gminnej Biblioteki Publicznej w Tymbarku

Zbiory prywatne autora.

Mgr Józef Kulpa. Fotografia powojenna. Fot. ze zbiorów Muzeum 1. PSP AK w Szczawie

Budynki Podhalańskiej Spółdzielni Owocarskiej w okresie niemieckiej okupacji. Fot. ze zbiorów J. Krzewickiego

Koncentracja placówek i oddziałów partyzanckich Obwodu AK Limanowa na Mogielicy. W dolnym rzędzie, siódmy od lewej (w kaszkiecie) Józef Kulpa “Owoc”. Fot. ze zbiorów J. Krzewickiego

Redakcja “Podhalanina” – pisma I baonu 1. PSP AK. Wyrębiska Szczawskie, zima 1944 r. Fot. ze zbiorów IPN

. Msza św. na Wyrębiskach Zalesiańskich. Od lewej: kapelan 1. PSP AK – ks. Jan Stelmach “Urban”, Józef Kulpa “Owoc”. Fot. Muzeum AK w Krakowie

Żołnierze I baonu 1. PSP AK na Wyrębiskach Zalesiańskich, zima 1944 r. Trzeci od lewej Józef Kulpa “Owoc”. Fot. ze zbiorów Muzeum AK w Krakowie

Winieta pisma I baonu 1. PSP AK “Podhalanin”, którego redaktorem był Józef Kulpa “Owoc”. Fot. ze zbiorów www.polona.pl

TYMBARK NA STAREJ FOTOGRAFII – KOLEKCJA PRYWATNA TYMBARK

DROGA DO SZKOŁY

 
Teczka pod pachę, ciepła czapka i rękawiczki. Droga do szkoły daleka. Właściwie ta droga to ścieżka wydeptana w śniegu. Wkoło świat pobielony. Na rzece mróz już zaznacza swoją obecność. Jej brzegiem, olszyną, jeszcze kawałek i w oddali, na tle Łopienia, widać już wieżę kościoła i szkołę. Drogę do rynku naznaczają ślady sań. Niezwykle piękne wspomnienie. Na starych fotografiach sprzed lat droga do szkoły. Dzisiaj sama myśl o niej, jakże bezcenna i droga. Bardzo droga ta do szkoły droga …
 
 
Fotografie z lat niemieckiej okupacji. Zima na przełomie 1942 – 1943 roku. Fotogramy ze skanów w oryginale fotografii stereoskopowych. Tymbark w latach 1939 – 1945 – zbiory własne Kolekcja Prywatna Tymbark
 

TYMBARK NA STAREJ FOTOGRAFII – KOLEKCJA PRYWATNA TYMBARK

 

W rocznicę śmierci postać Kazimierza Wielkiego przypomina nam Danuta Zielińska

                                                                         “Kazimierz (…)                      

                                                            Doznał prac tylu nagrody:

                                                                       Pod nim naród był szczęśliwym.

                                                            Żyzne pola, pyszne grody,

                                                                Na urzędach ludzie zdatni;

                                                                    Takim był z Piastów ostatni.”

                                                       U. Niemcewicz

 

    KAZIMIERZ WIELKI – KRÓL POLSKI

 

5 listopada 1370 r. umarł jeden z najwybitniejszych monarchów w naszej historii – jedyny obdarzony przez potomnych przydomkiem „Wielki”.

Król Kazimierz jest,  poprzez akt lokacyjny Tymbarku, związany z naszą lokalną społecznością, jako  – można z pewnością skonstatować –  jej twórca.

Warto zatem szczególnie w okrągła rocznicę jego śmierci przypomnieć sobie sylwetkę i najważniejsze dokonania królewskie.

Warto, bo Kazimierz sprawił, że Polska zakwitła, rozwinęła się , powiększyła terytorium, będąc otoczona i nękana przez wrogów, dzięki polityce, która była całkowicie odmienna od działań poprzedników i współczesnych mu władców ówczesnej Europy, którzy potęgę kraju budowali przede wszystkim na drodze konfliktów zbrojnych.

Panowanie Kazimierza Wielkiego jest dowodem wielkich umiejętności dyplomatycznych opartych na niezwykłej inteligencji i wizjonerstwie króla, który podejmował decyzje ważące nie tylko o losach kraju w jego czasach, ale też mających wpływ na politykę późniejszych władców.

Można oczywiście dyskutować, co jest lepszym argumentem budowania autorytetu siła, czy pokój, ale władca, który panował przez 37 lat i udowodnił, że przywódca, który potrafi rozmawiać, szukać argumentów innych niż wojna i dzięki nim zbudować niekwestionowaną pozycję swojego kraju zarówno pod względem politycznym jak i gospodarczym, zasługuje na najwyższy szacunek. Kazimierz, zupełnie inaczej niż jego poprzednicy, a szczególnie wspaniały waleczny do końca życia ojciec pokazał, że można zbudować kraj, czyniąc go bezpiecznym zarówno zewnętrznie, jak i wewnętrznie – właśnie dzięki charakterystycznej polityce subtelnego balansu i podejmowania decyzji opartych na myśleniu w perspektywie przyszłości, a nie tylko i wyłącznie na doraźnych dla władzy korzyściach, a także przemyślanych sojuszach politycznych.

W tym kontekście na uwagę zasługuje fakt, że od samego początku panowania nic nie przyszło władcy łatwo i „bezboleśnie”.

Kazimierz koronowany został 25 kwietnia 1333 r. w kilka tygodni po śmierci swojego ojca – Władysława Łokietka – mając 23 lata. Był, nawet jak na owe czasy, bardzo młodym człowiekiem i współcześni żywili obawy, czy zdoła unieść ciężar korony w sytuacji „rozgrzebanych” i otwartych konfliktów przede wszystkim z największym i najbardziej niebezpiecznym naszym wrogiem – Krzyżakami. Niezabezpieczone były również prawa do korony polskiej, które rościł sobie król czeski.

Państwo, którym zaczął rządzić Kazimierz było też zaniedbane wewnętrznie. Faktycznie składało się z Wielkopolski i Małopolski, oddzielonych terytorialnie od siebie , zniszczonych i  wyczerpanych długoletnimi wojnami.

Młody król jako realista – od razu wiedział, że należy jak najszybciej uporać się z tymi problemami. Potrafił ocenić swoje szanse, możliwości i odpowiedzialnie, rozważnie podjąć konkretne działania, aby zażegnać niebezpieczeństwo czeskie i krzyżackie.

Już w 1333 r. wobec groźby wznowienia wojny, Kazimierz zawarł porozumienie z Janem Luksemburskim, który jako zięć  króla Czech Wacława II wysuwał roszczenia do tronu polskiego. W sierpniu tego roku w Trenczynie – na spotkaniu przedstawiciela polskiej dyplomacji z synem Jana Luksemburskiego Karolem IV, uzgodniono podstawy porozumienia, które ostatecznie zawarto  w listopadzie 1335 r. w Wyszehradzie (północne Węgry). Na spotkaniu pod przewodnictwem króla Węgier Karola Roberta ogłoszono pokój polsko – czeski. Jan Luksemburski zrzekł się pretensji do tronu polskiego, a Kazimierz wypłacił mu za to 20 tysięcy kóp groszy praskich i obiecał uznać zwierzchnictwo czeskie nad Śląskiem i księstwem płockim. Ta decyzja może być krytykowana, ale trzeba znowu odnieść się do trzeźwej oceny sytuacji, ponieważ  w tym czasie Śląsk prawie w całości (wyjątek stanowiła Świdnica), był zhołdowany przez Luksemburczyka, więc król potwierdzał status quo istniejący od dawna (ostatecznie pokój w Namysłowie – w 1348 r. usankcjonował prawnie tą rzeczywistość – Kazimierz zrzekł się Śląska, a Luksemburgowie – Mazowsza).

 Teraz król polski rozpoczął żmudną politykę eliminowania niebezpieczeństwa krzyżackiego. Historia tych dyplomatycznych działań na poziomie pertraktacji, współpracy z sojusznikami, działaniami prawnymi przed sądem papieskim są bardzo dokładnie opisane i zinterpretowane w wielu opracowaniach historycznych. Istotny jest efekt końcowy tych działań – bardzo niezwykły, pozornie niewiele zmieniający nasze położenie, ale przez wielu uważany za majstersztyk dyplomacji Kazimierza Wielkiego i dowód jego wizjonerstwa w polityce.

8 lipca 1434 r. zawarty został „pokój wieczysty” w Kaliszu. Traktat ten przyznawał Polsce Kujawy i ziemie dobrzyńską, a ziemie chełmińską i Pomorze Gdańskie oddawał Krzyżakom. To ostatnie w „wieczystą jałmużnę”. Oznaczało to, że panem tych ziem pozostawał król polski, a Krzyżacy tylko je użytkowali jako darowiznę. Znakomici prawnicy króla tak zręcznie ułożyli jego pomysł w tekst porozumienia, że Polska nie traciła praw do Pomorza Gdańskiego, zyskiwała za to cenny okres pokoju na pograniczu polsko – krzyżackim. A król zapewne mógł pomarzyć, że gdy któryś z jego następców będzie miał dość siły – po prostu odbierze Krzyżakom swoją własność.

I wreszcie kolejny krok w polityce zagranicznej – podporządkowanie Rusi Halickiej. W sojuszu z Węgrami, a w walce przeciw Tatarom i Litwie, Kazimierz doprowadził do przyłączenia Rusi Halickiej wraz ze Lwowem, Haliczem, Chełmem, Bełzem. Był to proces wieloletni – pierwszy etap zakończył się w 1349 r., a ostatnia wyprawa w 1366 r. doprowadziła do całkowitego opanowania Księstwa Halicko – Włodzimierskiego.

Nie można nie doceniać wysiłku króla, gdy spojrzy się na mapę – powiększył terytorium Polski ze 106 tysięcy kilometrów kwadratowych do 270 tysięcy, czyli więcej niż dwa razy. Państwo z takim terytorium jest już znaczące w Europie.

Równie ważne jak rozszerzanie państwa było uporządkowanie spraw wewnętrznych, usunięcie przeszkód w jednoczeniu kraju. A przeszkody zdawały się nie mieć końca: Wielkopolanie niechętnie godzili się na wzrost roli Małopolski, na stołeczność Krakowa. W obu dzielnicach panowały odmienne obyczaje, obowiązywały różne prawa. Kraj był niejednolicie zaludniony , mało rozwinięty gospodarczo i zupełnie bezbronny. Naprawienie tego wszystkiego nie mogło dokonać się bez silnej armii, fachowych urzędników i pieniędzy.

A jednak w ciągu tych 37 lat panowania Kazimierzowi udało się zmienić Polskę.

Wierny zasadzie „jedno królestwo, jedno prawo, jedna moneta” rozpoczął dzieło konsolidacji państwa.

Jan Długosz pisał : ”on pierwszy nadał prawa Polakom i zasłużył sobie na to wielkie i czcigodne imię prawodawcy (…) albowiem król (…) za każde bezprawie wymierzał karę”. Unifikacja prawa stała się faktem w 1347 r. Po wnikliwym analizowaniu, sprawdzaniu, aby nikt nie mógł praw znieść, zmienić lub odrzucić, zostały one w jasnych, prostych słowach spisane, czyli skodyfikowane, żeby ich znaczenia nie można było naciągnąć, czy sprytnymi wybiegami nagiąć dla „jakiegoś oszczerstwa”.

Można z całą pewnością stwierdzić, że polskie prawo wywodzi się z czasów Kazimierza Wielkiego. Statuty wiślicko – piotrkowskie zawierały przepisy prawa karnego, cywilnego i określały organizację sądów. Jednocześnie nie były surowe – nie przewidywały kary okaleczenia, trwałego pozbawienia wolności, kar cielesnych. Uwzględniały starożytną zasadę, że prawo nie działa wstecz. Wprowadzały wspólne obowiązki dla wszystkich mieszkańców, np. służba wojskowa obejmowała wszystkich posiadaczy dóbr na prawie niemieckim (szlachtę, sołtysów, mieszczan, duchownych posiadających własność prywatną).

Pojawiły się stany społeczne – oprócz rycerstwa, duchowni, mieszczanie, chłopi. Ci ostatni mieli w królu obrońcę przed samowolą panów świeckich i duchownych. Źródła mówią, że czasami osobiście przyjmował ich skargi. Wojsku królewskiemu nie pozwalał obozować we wsiach. Nakazał mu kupować żywność od kmieci, a zabraniał ją zabierać. Nic dziwnego, że często nazywa się Kazimierza „królem chłopów”. Chłopi w jego państwie byli jeszcze wolni, nie przywiązani do ziemi.

Król tworzy prawo, które rozwija handel. Przez Polskę biegną szlaki handlowe (z Europy Zachodniej przez Wrocław, Kraków, Lwów nad Morze Czarne, z Węgier przez Kraków do Gdańska), które kontrolują polscy kupcy – nie mogą na króla narzekać w związku z tym także rzemieślnicy. Nasze towary znajdują chętnych na Rusi i w innych odległych miejscach. Dochody z ceł stanowiły ok. 1/3 wpływów do skarbu. Bardzo ważnym towarem była sól wydobywana w żupach w Bochni i w Wieliczce, które były własnością korony. Główny skład soli znajdował się w Krakowie. Tu przyjeżdżali kupcy z różnych stron Europy i płacili za tzw. „biały  kruszec” czystym złotem, które wędrowało do skarbca królewskiego. Nie można pominąć także korzyści z kopalni ołowiu w Olkuszu, rud srebra i miedzi np. w Chęcinach, Kielcach, Trzebini. Wszystkie one przynosiły ogromne dochody  przeznaczane na tworzenie sprawnej administracji i inne reformy królewskie na czele z reformą skarbu polegająca na wprowadzeniu jednolitego systemu monetarnego. Tylko bogate kraje stać było na taki w ówczesnej Europie.

Te wszystkie decyzje, a są tutaj jedynie skromnie wspomniane, to konkretny dowód niezwykłej troski króla o powierzone państwo i jego mieszkańców. Są wyrazem działań mających na celu usprawnienie życia i były wyrazem dbałości o dobrobyt poddanych. Król wiedział, że nie ma bogatego kraju bez mieszkańców, którzy nie mają poczucia stabilizacji życiowej i bezpieczeństwa. Nic się nie zmieniło od tamtych czasów – taki stan ważny jest również współcześnie.

Każdy chyba kojarzy najsłynniejsze określenie króla, pochodzące ze słynnego cytatu Jana Długosza: „zastawszy Polskę glinianą, drewnianą i nieschludną, pozostawił ją murowaną, ozdobną i wspaniałą”. W przeciągu swojego panowania władca wzniósł kosztem skarbu królewskiego 53 zamki, 27 miast opasał murami obronnymi. Gdyby na mapie oznaczyć punktami zamki i inne warownie wzniesione w tym czasie można ujrzeć rezultat rozważnego i zaplanowanego działania. Materialne środki zużyto w sposób znamionujący głęboką wiedzę i celowość tych działań. Warownie miały bronić i spełniały swoje zadanie. Ich piękno i siła jest widoczna do dzisiaj , gdy patrzymy na ich pozostałości. Rozbudowa dotyczyła także rezydencji królewskiej na Wawelu.

Janko z Czarnkowa także dobitnie podkreślił: „wszystkie te miasta i zamki bardzo mocnymi murami, domami i wysokimi wieżami, nadzwyczaj głębokimi rowami i innymi urządzeniami obronnymi otoczył, na ozdobę narodowi, na schronienie i opiekę królestwa polskiego. Za czasów tego króla w lasach, gajach i dąbrowach tyle założono wsi i miast, ile bodaj nie powstało gdzie indziej w królestwie polskim.”

Co najmniej 500 wsi, 65 miast – Bydgoszcz, Koło, Kazimierz, Nowy Targ i oczywiście, o czym pewnie każdy tymbarczanin wie –  Tymbark. Mamy piękną pamiątkę tego wydarzenia w postaci herbu, którym szczycą się mieszkańcy naszej wsi – literka „K” zwieńczona koroną oznaczała przynależność do miast założonych przez Kazimierza Wielkiego. Warto przypomnieć, że pięknie prezentuje się również na drzwiach katedry wawelskiej. Mała miejscowość i świątynia królewska – namacalny i jednocześnie symboliczny przykład integracji, która przyświecała działaniom króla – związku małej miejscowości z wielką stolicą. Trzeba też przypomnieć, że pokolenia lokalnej młodzieży przez wiele lat pielęgnowały  pamięć Kazimierza, ponieważ był patronem naszego nieodżałowanego gimnazjum.

Na szczególne miejsce w tym wspomnieniu wielkiego króla zasługują również dwa wydarzenia w roku 1364.

Pierwsze to zwołany do Krakowa tzw. zjazd monarchów, który można by nazwać międzynarodowym spotkaniem politycznym w celu poręczenia wzajemnej przyjaźni między monarchami i zażegnania konfliktu między Czechami a Węgrami. Spotkanie to stało się manifestacją siły i wielkości naszego kraju, dowodem bogactwa i znaczenia Polski w Europie .

Na spotkaniu pojawili się cesarz Karol IV, król Węgier – Ludwik, król Danii – Waldemar, król Cypru – Piotr.

Namiastką atmosfery i rangi tego spotkania niech będzie relacja Jana Długosza opisująca słynną ucztę u Wierzynka: ”rajca krakowski(…) zaprosił owych pięciu królów, wszystkich książąt, panów i przybyłych gości na ucztę.(…)Podarki zaś, które w obecności innych królów Kazimierzowi królowi na ów czas złożył, tak drogiej miały być ceny, że sto tysięcy złotych swoją wartością przenosiły. (…)A gdy już odbyły się owe uczty i biesiady dwadzieścia dni trwające, królowie i książęta(…) rozjechali się do swoich królestw, księstw(…)król Kazimierz przydał im w drogę swoich starostów i szafarzy, którzy by ich w potrzebie opatrywali”.

Czyż uczta ta nie jest średniowiecznym wymiarem idealnego „public relations”?

 Współcześni politycy dobrze wiedzą jak ważna dla wizerunku kraju w świecie jest możliwość goszczenia jego przywódców.

Obecność tylu koronowanych głów w stolicy Królestwa Polskiego oznaczała, że stało się ono ważnym państwem europejskim. Liczne reformy wewnętrzne, konieczność układania się z bezpośrednimi wrogami to czynniki, które z pewnością wymagały posiadania wykształconych polityków, sprawnych urzędników i prawników. Zdawał sobie z tego sprawę nasz władca – dlatego ufundował odpowiednim edyktem 12 lipca 1364 r. w Krakowie uniwersytet wzorowany na uczelniach w Bolonii i w Padwie – to drugie wydarzenie tego roku zasługujące na przypomnienie.

„Nauk przemożnych perła” jak głosi dokument fundacyjny – przetrwała i istnieje do dzisiaj, kształcąc kolejne pokolenia młodzieży.

O zasługach Kazimierza można pisać wiele, chciałabym , aby wybrzmiały te, które świadczą o wybitnym polityku i przywódcy.  Kazimierz uosabia definicję polityka jako człowieka służącego swojemu narodowi, człowieka, którego celem jest dobrobyt i bezpieczeństwo narodu – i w tym aspekcie jest to postać nietuzinkowa i ponadczasowa.

Na zakończenie jednak warto przypomnieć, że był też Kazimierz zwykłym , pełnym ułomności i słabości człowiekiem z krwi i kości.  Przypomina o tym fragment autorstwa Jana Długosza:  „był to mężczyzna wysoki, tęgi, którego twarz budziła szacunek. Włos miał obfity i kręty, broda opadała mu na piersi. Jąkał się trochę, ale głos miał donośny. Okazywał skłonności do ucztowania, miłostek, łatwo dopuszczał do siebie ludzi każdego stanu, rodu i wieku”.

Czyż nie był taki, jak wielu z nas?

Kazimierz Wielki umarł 5 listopada 650 lat temu. Dobrze przysłużył się Koronie Królestwa Polskiego.

BIBLIOGRAFIA:

Maria Bogucka, Dawna Polska, Warszawa: Wiedza Powszechna 1974,

Dzieje narodu i państwa polskiego. Kiryk F.: Wielki król i jego następca, Kraków: KAW 1992,

Dzieje narodu i państwa polskiego. Samsonowicz H.: Łokietkowe czasy, Kraków: KAW 1989,

Jan Długosz, Roczniki czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego. Księga IX, Warszawa: PWN, 1975,

Paweł Jasienica, Polska Piastów, Warszawa: PIW 1989,

Anna Klubówna, Ostatni z wielkich Piastów Warszawa: LSW 1982,

Kronika Janka z Czarnkowa, universitas,

Julian Ursyn Niemcewicz, Śpiewy historyczne, Warszawa, Spółka Wydawnicza” Książka” 1947

Piastowie w dziejach Polski. Zbiór artykułów okazji trzechsetnej rocznicy wygaśnięcia dynastii Piastów pod red. R. Hecka, Kraków: Ossolineum 1975,

Jerzy Wyrozumski, Kazimierz Wielki, Wrocław, Zakład Narodowy im. Ossolińskich1982,

Jerzy Wyrozumski Kazimierz Wielki i jego dzieło 1333 – 1370, Kraków: PAN 1971.

 

Kazimierz Wielki “spogląda” teraz na Tymbark z fasady wyremontowanego budynku Urzędu Gminy