Upamiętnili rocznicę powstania Armii Krajowej

Młodzież z  Jednostki Strzeleckiej nr 2007 im. kpt. Tadeusza Paolone ZS „Strzelec” OSW w Tymbarku, będąca uczniami klas wojskowych Zespołu Szkół im. KEN w Tymbarku aktywnie włączyła się w obchody 80 rocznicy powstania Armii Krajowej. Z inicjatywy sekcyjnej ZS Beaty Hanusiak, dowódcy plutonu strzelca w Zespole Szkół zorganizowano marszobieg na dystansie 8 km. oraz zapalono znicze na grobach bohaterskich żołnierzy.

 Marszobiegiem młodzież w sposób szczególny upamiętniła postać bohaterskiego żołnierza z Piekiełka kpt. Tadeusza Paolone – Lisowskiego, patrona tymbarskiego strzelca, założyciela ZWZ w Tymbarku, więźnia Auschwitz, zamordowanego w Oświęcimiu w roku 1943.

 W akcji udział wzięło 13 strzelców, uczniów klas wojskowych  w tym:   Beata Hanusiak, Aleksandra Bartosik, Karolina Słowiak, Klaudia Bryl, Wojciech Kościelniak, Natalia Napora, Amelia Merwart, Martyna Łukasik, Kinga Pierog, Emilia Krzyściak, Agnieszka Hamerska, Kinga Pach ,Karolina Lupa.

Robert Nowak

…o miłości narzeczeńskiej, miłości do Polski i do Boga – fragment listu Romy Sygnarskiej, narzeczonej kpta Tadeusza Paulone, do Jego Mamy

Fragment listu z 1946, jaki skierowała Pani Roma Sygnarska, narzeczona kapitana Tadeusza Paolone jeszcze z okresu przedwojennego i okresu wojny (w tym również czasu, kiedy był więziony w Auschitz), do Jego Mamy. 

…może związało mnie z nim więzienie, niż okres szczęścia, jakie z nim przeżyłam. Bardzo być może, że ja też kiedyś znajdę kogoś kogo będę mogła nazwać moim mężem, nie mniej jednak wątpię, abym znalazła kogoś kto stałby tak wysoko jak Tadzio. tacy idealni jak on nie często się trafiają, a gdy w dzisiejszych czasach przyglądam się różnym ludziom, widzę dokładnie różnicę między nim, a innymi. 

Widziałam ją zresztą zawsze.

Gdy przyjechałam do Tymbarku zaskoczyła mnie widomość o tym, że na plebani było pismo w sprawie metryki p.Paolone z obozu Auschwitz. Z drugiej strony jakiś znajomy z Tymbarku, który był w obozie z Tadziem, a następnie został wywieziony do Hamburga pisał już po Tadzia śmierci, że komunikuje się z nim. Z tego powodu powstała wrsja o jego wywiezieniu. Uczepiłam się kurczowo tej wersji i potem w Niemczech gdziekolwiek spotkałam ludzi z Oświęcimia zawsze wypytywałam się. I znowu różnie mi mówiono. Jedni, że został rozstrzelany, inni, że wyjechał w karny transport. Zresztą wielu ludzi lubi pocieszać i nie mówić prawdy. Ponieważ jednak do mnie do domu nie pisze, a nie pisze również i do Pani, oczywiste jest dziś w półtora roku po zakończeniu wojny, że zginął naprawdę. Łudziłam się jeszcze nadzieją do otrzymania listu od Pani. Mógł nie znać mego adresu lub mógł znaleźć sobie inną, którą pokochał bardziej niż mnie, nie mniej jednak byłby napisał do Pani. Dlatego też Pani szukała,, a równocześnie czuła się w obowiązku, na wypadek gdyby się jednak okazało, że zginął donieść Pani o tym wszystkim i odesłać Pani jego książeczkę, którą nie wypuścił  z rąk, dopiero na dzień przed rozstrzeleniem. To jest rzecz, która towarzyszyła mu i była pociechą we wszystkich cierpieniach i zwątpieniach życia obozowego. 

Oblałam ją kiedyś łzami, szczególnie gdy czytałam zniszczone miejsce „Litanii do Matki Bożej” – i modlitwa duszy opuszczonej przez wszystkich. 

Trzy i pół roku więzienia niemieckiego to nie mało i ma Pani rację mówiąc, że przeżył piekło na ziemi. Do przetrzymania pomogła mu Książeczka, którą przesyłam Pani, oraz głęboka wiara w Boga, w umiłowanie słuszności sprawy. Chciałabym bardzo, aby żył, bez względu na to czy zostałby moim mężem czy nie, uważam bowiem, że odrodzenie naszego narodu, a może nawet całej ludzkości leży w ludziach podobnych jemu. 

Przepraszam, że list jest taki długi, ale nie chciałabym go pisać na raty. Wolę mieć to już poza sobą. Już trzy lata prawie po jego śmierci, ale zawsze takie dokładne roztrząsanie jego życia jest dla mnie bolesne i wstrząsające, tym bardziej, że długo w nią nie wierzyłam.

Dziękuję Pani z góry za zrobione fotografie dla mnie oraz przesyłam serdeczne pozdrowienia i ucałowania.

 

 

 

 

 

 

 

14 lutego – 80 rocznica powstania Armii Krajowej

14 lutego 1942 r. Naczelny Wódz gen. Władysław Sikorski wydał rozkaz o przekształceniu Związku Walki Zbrojnej w Armię Krajową. Pierwszym dowódcą AK został komendant główny ZWZ gen. Stefan Rowecki „Grot”. Decyzja o powstaniu AK była podyktowana koniecznością scalenia polskich konspiracyjnych oddziałów zbrojnych i podporządkowania ich rządowi RP w Londynie. Utworzona przed 80 laty AK jest uważana za największe i najlepiej zorganizowane podziemne wojsko działające w okupowanej Europie.

W tą 80-tą  rocznicę powstania Armii Krajowej należy pamiętać,  że Tymbark również ma ogromny wkład w powstanie AK, po przekształceniu ZWZ.

6 stycznia 1940 r., w domu krewnego konspiratora Szymona Pyrcia – Stanisława Pyrcia – w Tymbarku zorganizowano pierwszą formalną komórkę konspiracyjną, pod przewodnictwem kpt. Tadeusza Paolone.

W skład tymbarskiej placówki Związku Walki Zbrojnej weszli:

– kpt. Tadeusz Paolone ps. „Lisowski”,

– ppor. Szymon Pyrć ps. „Jaskółka”,

– Władysław Duchnik ps. „Duchniewski”,

– Józef Kulpa ps. „Owoc”,

– Andrzej Kruczyński ps. „Horodenko”,

– Michał Macko ps. „Ryszard”,

– Adam Niesiołowski ps. „Gawin”,

– Franciszek Sojka ps.„Kajos”,

– Antoni Surdziel ps. „Dzik”,

– Jan Zapała ps. „Osa”,

– bracia Kołowscy.

Wszyscy złożyli przysięgę na krzyż, według tekstu:

„Wobec Boga Wszechmogącego i Najświętszej Marii Panny Królowej Korony Polskiej kładę swe ręce na ten święty krzyż – znak nadziei i zbawienia – i przysięgam być wiernym Rzeczypospolitej, stać na straży Jej honoru i Jej wyzwolenia. Walczyć ze wszystkich sił, aż do ofiary samego życia. Przysięgam – Prezydentowi Rzeczypospolitej oraz Naczelnemu Wodzowi i jego rozkazom oraz wyznaczonemu Komendantowi będę bezwzględnie posłuszny, a tajemnicy niezłomnie dochowam, cokolwiek by mnie spotkać miało. Tak mi dopomóż Bóg!”

Dokonanie tego aktu potwierdzili wszyscy swymi podpisami na tylnej stronie jednego z obrazów religijnych, znajdujących się w mieszkaniu Stanisława Pyrcia.

Tak rozpoczęła się oficjalna działalność podziemia na tymbarskiej ziemi. Oczywiście, konspiracyjne grupy powstawały także wcześniej. Przecież już 11 grudnia 1939 r. we dworze Zofii Turskiej, kpt. Wacław Szyćko ps. „Wiktor”, wraz z porucznikiem Janem Cieślakiem ps. „Maciej”, przyjęli przysięgę od rodziny Zofii Turskiej i niektórych osób zatrudnionych w jej posiadłości. Było to jednak działanie nieformalne. Natomiast od dnia 6 stycznia 1940 r., po złożeniu przysięgi w domu Pyrcia, działalność ta stała się już oficjalną.

Na podstawie opracowania Pana Stanisława Wcisły

Robert Nowak 

 kpt. Tadeusz Paolone ps. „Lisowski”

Nekrolog – Parafia Podłopień

Zmarła śp.Władysława Wójcik (lat 71) z Tymbarku,

o czym zawiadamiają Mąż, Dzieci z Rodzinami oraz Siostra i Brat

uroczystości pogrzebowe w środę (16.02), Msza św.o 14 w kościele parafialnym w Podłopieniu ,

następnie odprowadzenie na cmentarz parafialny w Tymbarku 


„Chory jest zawsze ważniejszy od choroby” – XXX Światowy Dzień Chorego

11 lutego w Kościele katolickim  we wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Lourdes obchodzony jest XXX Światowy Dzień Chorego. W 2022 roku już po raz trzydziesty. Z tej okazji w kościele parafialnym w Tymbarku, na Mszy świętej o godz.11.30, w sposób szczególnie modlono się w intencji chorych, jak też został udzielony Sakrament Namaszczenia Chorych, dla tych co wzięli udział w tym nabożeństwie. Mszę świętą sprawował ksiądz Sylwester, który też wygłosił okolicznościowe kazanie. 

IWS

IWS

 

„Władysław Kuc” – historia życia przedwojennego wójta Tymbarku (część druga)

 O działalności Władysława Kuca, związanej z jego pozycją w gminie podczas wojny, pisze jego syn Stanisław Kuc: Po pierwsze jako urzędnik ojciec mógł wydawać fałszywe kenkarty (dowody tożsamości) dla osób ukrywających się. Poza tym dzięki znajomości niemieckiego mógł ostrzegać AK przed niebezpieczeństwami, a wiadomości miał czasem nawet ze spotkań u władz nowosądeckiego okręgu administracyjnego. Trzeba też pamiętać, że każdy przyjazd do Tymbarku urzędników niemieckich w towarzystwie SS-manów był zawsze powodem powszechnego strachu, a nawet paniki.

Z reguły ojcu udawało się wydobyć od gości jakąś informację lub przynajmniej zażegnać większe niebezpieczeństwo. Tak stało się, gdy  pewnego dnia podczas wizyty Niemców pewien młody Polak stojący  w tłumie nie wytrzymał nerwowo i zaczął uciekać. SS otworzyło do niego ogień i kule dosięgły go niestety w momencie, gdy już prawie dobiegał do kryjówki. Niemcy uznali go natychmiast za partyzanta i chcieli mścić się na większej liczbie mieszkańców, ale szczęście w nieszczęściu, że ojcu udało się ich przekonać, iż był to młody rolnik ze Słopnic, który bał się wywiezienia na roboty do Rzeszy i pozostawienia rodziny w trudnej sytuacji. Ojciec ratował więc z opresji, dawał mieszkańcom pewne poczucie bezpieczeństwa, dlatego też gdy zdarzało się, że nie było go w urzędzie gminy, a zjawiali się groźni goście, natychmiast po niego posyłano.

29 lipca 1944 roku na rynku w Tymbarku patrol egzekucyjny podporucznika Władysława Kukli „Zagoszcza”, dowodzony przez podchorążego Władysława Juszczaka „Kostrzewskiego”, przeprowadził zamach, w wyniku którego, jak podają wszystkie dostępne źródła, miał zginąć komendant miejscowego posterunku policji Müller. W skład grupy wchodzili Juszczak, Kukla, Józef Zając i Władysław Sowa „Dunin”. 
Komendant Müller w towarzystwie wójta Tymbarku Władysława Kuca oraz miejscowego organisty stał na tymbarskim rynku. Według relacji świadków, strzały padły zza murku kościelnego. Inny przekaz (artykuł Rolanda Mielnickiego w ,„Jednodniówce w Tymbarku”, wyd. na początku lat 90. ubiegłego wieku) wskazuje, że w towarzystwie wójta i Müllera był przedwojenny strażnik gminny, łącznik AK, Józef Kapturkiewicz, który szczęśliwie uniknął śmierci, bowiem jedna z kul przeszyła daszek jego czapki. Według tej relacji strzelano z odległości kilkunastu metrów – zza rogu organistówki.  Różnie opisywany jest także przebieg zamachu, tak jakby każdy ze świadków widział coś innego. Pewne jest, że Müller został postrzelony w ramię, natomiast ciężko ranny został wójt Tymbarku. Mimo, że dość szybko został przewieziony do oddalonego o blisko czterdzieści kilometrów szpitala w Nowym Sączu, lekarzom nie udało się go uratować. Zmarł następnego dnia, 30 lipca 1944 roku.
Zamachy na funkcjonariuszy okupanta były zwykle karane represjami. Stosowano zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Za zabicie Niemca rozstrzeliwano dziesiątki mieszkańców danej miejscowości lub cale rodziny. Po zamachu Müller wyjechał z Tymbarku, a niemieckie władze nie represjonowały w żaden sposób miejscowej ludności. Była to sytuacja dosyć niezwykła, pojawiały się więc pojedyncze głosy, poddające w wątpliwość, czy na pewno komendant policji miał paść ofiarą zamachu.

Śmierć Władysława Kuca dała podstawy do przypuszczeń, że to właśnie jego zaplanowano zabić, zwłaszcza, że nie zachowały się żadne dokumenty  świadczące  o zleceniu zamachu przez władze AK. Nietrudno znaleźć motywy dla tej teorii. Wójt był podczas wojny urzędnikiem okupanta. Jego zadaniem było między innymi rozdzielanie pomiędzy mieszkańców, nałożonych na gminę podatków oraz obciążeń wynikających z kontyngentów. Był także odpowiedzialny za wyznaczanie ludzi do pracy przymusowej. Miał również obowiązek wskazywania osób ukrywających  lub współpracujących z partyzantami. Było to zadanie bardzo trudne. Łatwo  było narazić się przy tym zarówno Niemcom jak i miejscowym.

Wszelkie wątpliwości rozwiewa Maria Zubek, wdowa po dowódcy 9 Kompanii trzeciego batalionu 1. Pułku Strzelców Podhalańskich AK,
majorze Julianie Zubku „Tatarze”. Pani Maria „Tatarzyna”, która była w partyzantce od 1942 roku, pamięta jak do kompanii dołączył Władysław Sowa. Był on jednym z czterech członków grupy egzekucyjnej biorącej udział w akcji w Tymbarku. Władysław Sowa ,,Dunin” opowiadał jej jaki przebieg miała ta akcja. To był dzień skupu bydła i wiadomo było, że Niemiec będzie obecny na tymbarskim rynku. Kiedy tam przyszedł w towarzystwie kilku osób, w tym wójta, partyzanci byli już gotowi do strzału. Widok broni w ich rękach wywołał poruszenie wśród zebranych na placu ludzi. Müller, który był przyzwyczajony do ciągłego zachowywania ostrożności oraz szczególnie wyczulony na wszelki ruch mogący wskazywać na zagrożenie, zauważył, że dzieje się coś niedobrego. To były ułamki sekundy, w momencie, gdy Niemiec zobaczył partyzantów z bronią, gwałtownie się schylił, natomiast wójt odwrócił się w stronę żandarma. Wtedy padły strzały, które zamiast Müllera dosięgły wójta. Pani Maria Zubek jest pewna, że wójt zginął przez przypadek. Władysław Sowa, który opowiadał jej tę historię, mówił, że jest mu bardzo przykro z powodu tak tragicznej w skutkach pomyłki.

Pogrzeb Władysława Kuc odbył  się 2 sierpnia 1944 roku na cmentarzu w Tymbarku. Wójta żegnały tłumy żałobników – mieszkańców miasta i okolicznych wsi. W uroczystościach wzięło udział wielu księży, między innymi brat wójta, młody ksiądz Edward Kuc.

Zarząd gminny w Tymbarku wystosował pismo, w którym czytamy: Tragizm dzisiejszy dotknął naszą gminę boleśnie, zabierając nam tego, który cały okres tych wielkich zmagań wojennych chronił nas w granicach własnych sił, był nam siłą, wiarą i pomocą i dawał ze siebie ogrom swego doświadczenia, ludzkości i wiary. Odszedł od nas jako bohater, gdyż poległ na swoim stanowisku.

Pogrzeb Władysława Kuca w Tymbarku, 2 sierpnia 1944 

“Władysław Kuc” – historia życia przedwojennego wójta Tymbarku (część pierwsza)