Wesołe jest życie staruszka – mówi z uśmiechem przewodnik- emeryt

We wczorajszym wydaniu Gazety Krakowskiej ukazał się artykuł o znanym nam Zenonie Duchniku. Na naszym portalu możemy oglądać zdjęcia z archiwum Pana Zenona, ale przede wszystkim eksponaty znajdujące się w jego muzeum są wykorzystywane w serii zagadek prezentowanych na “Tymbark.in”.

Zenon Duchnik  Muzeum Przyjaciół u Zenka w Piekiełku to pełna pamiątek skarbnica wiedzy o regionie. Kapcie i telewizor nie są dla niego. Zenon Duchnik wsiada na rower i tak zwiedza świat. Muzeum u Zenka cieszy się dużą popularnością wśród młodego pokolenia, dom emeryta odwiedzają chętnie nawet przedszkolaki.  Jako przewodnik górski Zenon Duchnik przez wiele lat oprowadzał ludzi po wielu zakątkach Polski. Teraz, na emeryturze, w wieku 71 lat nie zrezygnował ze swojej pasji, zaprasza do siebie na wyprawę do przeszłości. Przez lata nagromadził tyle cennych pamiątek historycznych z regionu, że utworzył prywatne Muzeum Przyjaciół u Zenka. Eksponaty zebrane są w korytarzu i w dwóch pomieszczeniach suterenie jego domu. Jedne są zawieszone na ścianach, inne poukładane na półkach. Ledwo się mieszczą w wyznaczonej dla nich przestrzeni. -Teraz mam za mało miejsca, żeby wyeksponować wszystko co mam, tak jakbym sobie tego życzył. Żeby to zrobić po mojemu, musiałbym zająć moim muzeum cały dom, ale na to żona nigdy się nie zgodzi – mówi ze śmiechem pan Zenon. Nad pozornym chaosem emerytowany przewodnik panuje bezbłędnie. Wie, co gdzie się znajduje, do czego służyło, jak powstało i skąd się wzięło w jego zbiorach. Kula armatnia i cepy – Wszystko co tu mam albo sam znalazłem, albo odkupiłem, albo wyżebrałem – opowiada emeryt. Często ludzie mają prawdziwe skarby pod nosem, ale nawet o tym nie wiedzą, a to jest przecież nasza historia. Tych przedmiotów używali nasi dziadkowie Szkoda wyrzucać – dodaje. – Młodym ludziom w głowie się nie mieści, że dawniej można było korzystać z wiertarki, która nie była zasilana elektrycznie! A tu proszę bardzo – mówi Zenon podnosząc z półki jeden z eksponatów i demonstrując sposób jego działania. Wszystkiego można w tym muzeum dotknąć i o wszystko zapytać. A jest tam mnóstwo ciekawych przedmiotów, bo i kula armatnia, młynek do kawy, cepy, stary akordeon, drewniane koło od roweru, stary amperomierz, mnóstwo książek, lampy, menażki, butelki, stare aparaty fotograficzne i rzeźby lokalnych twórców. – Gromadzę wszystko, czym żyła dawna wieś – wyjaśnia emeryt. Dzienniki rowerowe Ważne miejsce zarezerwował dla pamiątek ze swoich podróży rowerowych. Najważniejsze są jego „Dzienniki pokładowe wczasów w siodle z napędem własnym”. Mężczyzna umieszcza w nich zdjęcia, bilety wstępu do muzeów i dzień pod dniu opisuje swoje przygody. – To jest moja kolejna pasja. Pakuję bagaże, wsiadam na rower i jadę. To jest cudowny sposób na podróż. Przez cały rok staram się utrzymywać dobrą kondycję fizyczną i mentalną, żeby być gotowym do drogi – zwierza nam się emeryt. – Poznaję po drodze wielu ciekawych ludzi. Zdarza się, że u nich nocuję, pokazują mi okolicę. Moja trasa zawsze jest nieprzewidywalna. Taką już mam naturę. W tym roku był już na wycieczce rowerem na Słowacji i niebawem planuje kolejną. Tym razem dłuższą. Chce przejechać rowerem wzdłuż biegu rzeki Warty. Poza muzeum i pasją do podróży rowerowych Zenon prowadzi również gospodarstwo rolne i pięknie ukwiecony ogród, w którym o tej porze roku cudownie kwitną bujne, niebieskie hortensje. Dlatego swoją najbliższą podróż zaplanował dopiero na drugą połowę sierpnia. – Wzdłuż biegu Warty wyjadę dopiero po żniwach. Jeszcze nie wiem, jakie będzie docelowe miejsce tej mojej podróży, ale na pewno chcę dojechać na pomorze. Do mojej córki. Kiedy Zenon Duchnik nie jeździ na rowerze, kiedy nie oprowadza po swoim muzeum, i gdy wykona już wszystkie prace w ogrodzie i gospodarstwie, znajduje czas na jeszcze jedno zajęcie: fotografię. – Znajomy namawia mnie teraz na wydanie albumu z moimi zdjęciami, poważnie się nad tym zastanawiam. Warto przecież, pokazać ludziom Piekiełko – moją małą ojczyznę _ mówi. Zenon Duchnik jest też bardzo aktywny w mediach społecznościowych. Można na Facebooku znaleźć relacje z jego podróży i najnowsze zdjęcia. – Będę robił to wszystko, co kocham, póki starczy mi sił – zapowiada.

Czytaj więcej: http://www.gazetakrakowska.pl/aktualnosci/a/wesole-jest-zycie-staruszka-mowi-z-usmiechem-przewodnik-emeryt,10458700/

Co misjonarze robią dla Filipińczyków oprócz pracy duszpasterskiej?

Prowadzimy stancję, coś w rodzaju domu dla studentów. W parafii jest taki ośrodek dla dzieci z plemienia Higaonon. To plemię, które zamieszkuje tereny górzyste zalesione, a problem polega na tym że rodzice, jeśli posyłają dzieci to tylko do szkoły podstawowej, ale do gimnazjum już nie. Ma to związek z odległością i z problemami finansowymi. Więc zgromadzenie księży sercanów postanowiło pomóc w ich edukacji i wybudować stancję właściwie na przeciw gimnazjum. Od poniedziałku do piątku przebywa tam młodzież, a w piątek wracają w góry, by w poniedziałek ponownie przyjść. Zabierają to, czego najbardziej potrzebują, drewno, ryż i inne rzeczy niezbędne do utrzymania. Obecnie mamy ok. 40 studentów. To jedno nasze dzieło, oprócz pracy duszpasterskiej.

Drugie dzieło, to fundacja pomagająca dziewczętom wykorzystywanym seksualnie. Zgromadzenie współpracuje w tym względzie z organizacjami, które wiedzą o takich problemach. Są u nas dziewczęta w wieku od 8 do 20 roku życia.

Prowadzimy też inne akcje, jak niedawna pomoc przy dystrybucji ryżu z powodu suszy panującej na Filipinach od stycznia do maja tego roku. Nawiązaliśmy współpracę z departamentem żywności, który na wniosek prezydenta uwolnił rezerwy żywnościowe. Bez pośrednictwa władz lokalnych przekazano nam ryż, który składowaliśmy i udostępnialiśmy przez kościół. W naszym kościele było ok. 1500 worków ryżu. Pół kościoła było nim załadowane. Pomoc tę rozprowadzono po naszej misji do pięciu gmin.

ks.Jan Krzyściak