Młodzież z Jednostki Strzeleckiej nr 2007 im. kpt. Tadeusza Paolone ZS „Strzelec” OSW w Tymbarku, będąca uczniami klas wojskowych i policyjnych Zespołu Szkół im. KEN w Tymbarku, uporządkowała groby tymbarskich Legionistów znajdujących się na cmentarzu parafialnym w Tymbarku oraz grób Zofii Turskiej. Akcję, przed Dniem Wszystkich Świętych, zorganizowała sekcyjna ZS Michalina Zubek, a całość prac koordynowała wychowawczyni Iwona Ubik.
Przypomnijmy, że w roku 2018 podczas spotkania w Tymbarku wojewoda Piotr Ćwik zainicjował akcję „Małopolska pamięta o Legionistach”.
– Tymbarski „Strzelec” pokazał, co to znaczy strzec pamięć o bohaterach i czym jest szacunek dla grobów wojennych. W roku stulecia odzyskania Niepodległości chciałbym w szczególny sposób zwrócić uwagę na taką postawę. Oto młodzi ludzie stali się strażnikami pamięci i z własnej woli włączyli się w ideę służby Niepodległej. Ideę, którą kierował się Związek Strzelecki, a która dzięki zaangażowaniu tymbarskich „Strzelców” przybrała formę niezwykłej sztafety pokoleń, przekazującej sobie szacunek do polskiej historii i dumę z naszych dziejów – mówił wojewoda małopolski Piotr Ćwik.
Przypomnijmy sylwetki naszych legionistów:
Pierwszy grób ppor. Jana Kordeczki, który w roku 1914 z grupą strzelców (drużyniaków) z Tymbarku wyruszył do Krakowskich Oleandrów, aby walczyć o Niepodległość Ojczyzny. W szeregi Legionów Piłsudskiego wstąpił 4 września 1914 roku, gdzie przydzielony został do 3 pp. Legionów Polskich. Od lutego 1915 roku służył w Komendzie Sztabowej- w plutonie sztabowym Komendy II Brygady, przydzielonym następnie do 3-go pp. Legionów Polskich.
5 lipca 1916 r. dostał się do niewoli rosyjskiej – notowany jako plutonowy. W roku 1918 został wykazany w 1. Polskim Legionie w Omsku (wschodnia Rosja) pod pseudonimem Płonczyński Stanisław, gdzie służył do sierpnia 1918 r. W kwietniu 1919 roku wykazany w 2-gim pułku strzelców 3. Komp. 5 . Dywizji Syberyjskiej jako podporucznik.
W maju 1933 roku za pracę w dziele odzyskania niepodległości , został odznaczony przez prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Ignacego Mościckiego Krzyżem Niepodległości.
Podporucznik Jan Kordeczka do roku 1939 kilka razy organizował jednostkę tymbarskiego Strzelca, pełniąc w niej funkcję dowódcy.
Drugi grób podchorążego Tadeusza Kopecia – Berdysza pochodzącego prawdopodobnie z Nowego Sącza , uczestnika walk 2-go i 4 –go P.P Legionów Polskich. Odznaczonego Krzyżem Czwartaków. W kronice parafialnej jest wzmianka że do Tymbarku przysłano chorążego , Polaka /w mundurze austriackim/, który tu miał werbować i ćwiczyć ochotników.
W tygodniu misyjnym o pracy misyjnej na Filipinach księdza Jana Krzyściaka.
ks. Jan Krzyściak
Ksiądz Jan Krzyściak, pochodzący z Podłopienia, ponad 15 lat, począwszy od 2007 roku, pracował na Filipinach, w Misji in Dansolihon w Mindanao. Jest to to jedna z 7.200 wysp Archipelagu Filipińskiego, druga co do wielkości. Miał pod misyjną opieką 5 gmin, 40 wiosek, w których mieszkało ok. 30 000 mieszkańców i było 30 kaplic.
Filipiny to kraj, w którym o godzinie 15.00, w godzinie Bożego Miłosierdzia, stacje radiowe i telewizyjne przerywają emisje swych programów, aby transmitować modlitwę „Koronkę do Miłosierdzia Bożego”. Zatrzymuje się ruch uliczny, sklepy, giełdy towarowe i warzywniaki, ludzie przystają, kasjerki obsługujące klientów w super marketach przerywają prace. „Miej miłosierdzie dla nas i całego świata” – stało się częścią życia współczesnego człowieka.
23 stycznia 2017 ks. Jan Krzyściak rozpoczął budowę kościoła, który został wykończony i wyposażony w 2020 roku. Konsekracji kościoła 8.01.2021 roku dokonał Ordynariusz Diecezji Cagayan de Oro – Arcybiskup Jose Cabantan, a kazanie wygłosił Arcybiskup Antonio Ledesma SJ.
Ksiądz Jan Krzyściak urodził się w 1973 r. w Limanowej, w rodzinie Anny i Stanisława. Ma czworo rodzeństwa. Naukę w szkole podstawowej rozpoczął w 1980 w Tymbarku. Rok 1987 miał wielkie znaczenie w jego życiu. Został lektorem w parafii i przyjął sakrament bierzmowania. Podczas Męki Pańskiej odgrywanej tegoż roku przez kleryków SCJ w Stadnikach, wzbudziło się w nim powołanie do życia zakonnego. W kolejnych latach podejmuje naukę w Zasadniczej Szkole Zawodowej, a następnie w Technikum Rolniczym. Po zdaniu egzaminu maturalnego zapada jego decyzja realizacji swego powołania i wstępuje do Zgromadzenia, gdzie pod odbyciu Nowicjatu w Stopnicy, w 1995 r. składa pierwsze śluby zakonne. W latach 1996-2002 studiuje Filozofię i Teologię w Stadnikach, i w maju 2002 r. przyjmuje święcenia kapłańskie, otrzymując nominację do pracy na parafii. W 2007 r. wyjeżdża na misje na Filipiny, a od 2013 roku pełnił funkcję proboszcza w parafii Jezusa Nazarejczyka w Dansolihon.
Tak o ten okres wspomina ks.Jan:
„Czas formacji, jaki jest przewidziany do otrzymania święceń, a potem parafialna praca duszpasterska w Bełchatowie pozwoliły na dojrzewanie powołania misyjnego, które w sobie nosiłem. Po 4 latach pracy na parafii poprosiłem przełożonego o wyjazd na misje, a ten się zgodził, ku mojej niemałej radości. I tak po roku nauki języka angielskiego w USA trafiłem w końcu na Filipiny. Oj! Pamiętam – w Polsce zima –100C, choć to była tylko połowa listopada, a po około 24 godzinach lotu z przesiadkami znalazłem się w tropikalnym klimacie i temperaturze +350C. Za parę tygodni były święta Bożego Narodzenia, które spędziłem wśród seminarzystów i współbraci, a tuż po nich miałem się udać do szkoły, by uczyć się znów nowego języka – Cebuano. Ech, trudne były początki. Do moich małżowin usznych za wiele nie docierało – czy to był język filipiński, czy japoński, czy chiński i tak nie mogłem się połapać. Ale, jak zalecała moja nauczycielka: Jan, bansaj, bansaj (czyli powtarzaj, powtarzaj) – dniami i nocami powtarzałem. Po sześciu miesiącach… … otrzymałem świadectwo ukończenia kursu i trafiłem na parafię. No cóż, mój nowy język poznałem co najwyżej w stopniu podstawowym… Otrzymałem od razu zastępstwo na parafii, na 3 tygodnie. I to był swoisty chrzest bojowy. A potem było już tylko lepiej – za sprawą księdza proboszcza, który na szczęście też pochodził z Polski, i nie szczędząc czasu i cierpliwości, uczył mnie jak nowicjusza.
Kościół katolicki jest tu swoistym fenomenem – na archipelagu wysp, w morzu islamu, buddyzmu, katolickie Filipiny. Przyczynił się do tego król hiszpański Filip II, od którego państwo wzięło nazwę i początek. W zachowanie religii katolickiej ogromną pracę włożyli misjonarze z wielu zgromadzeń: ojców augustianów, franciszkanów, jezuitów, sercanów i wielu, wielu innych. Filipińczycy, jako naród, są bardzo pobożni. Na przestrzeni czasu, w obliczu różnych zamieszek nie stracili ani pobożności, ani wiary. W kościele, na ulicy często słychać zwroty, widać gesty chwalące Matkę Bożą. I jeśli my, Polacy, czcimy Matkę Bożą, uważając ją za naszą Królową, to wydaje się, że Filipińczycy czynią to z nie mniejszym przekonaniem i oddaniem, także czcząc Ją jako swoją Królową. Fenomenem na Filipinach jest bardzo rozpowszechniony kult Miłosierdzia Bożego. W każdej kaplicy znajduje się ten obraz. A będąc kiedyś w jednym z miast, w sklepie (pamiętam jak bardzo byłem zdziwiony), zobaczyłem, że o godzinie 15.00 zaczynała się Koronka do Bożego Miłosierdzia prowadzona przez kogoś z obsługi za pomocą nagłośnienia na cały supermarket. Przed oczami mam, jak wszystko w jednej minucie zamilkło, a ludzie zatrzymali się i modlili. Dodam też, że to właśnie na wyspie Mindanao jest największa na świecie figura Chrystusa Miłosiernego – ma około 25 m wysokości. Filipińczycy bardzo dbają o schludność osobistą. Domy, zwłaszcza ludności ubogiej, są małe, ciasne, brak w nich sufitów. Wykonane są najczęściej z bambusa i często pokryte liśćmi z palmy lub pewnym rodzajem trawy, nazywanej kogon. Filipiny są krajem wielu kontrastów. Często jest on dostrzegany, zwłaszcza w miastach, między bogatymi a biednymi. Mimo to Filipińczycy jako naród są bardzo życzliwi, pogodni, gościnni, zwłaszcza dla nas, misjonarzy.”
Ksiądz Jan, gdy jeszcze pracował na Filipinach, tak opowiadał o innej działalności misji katolickiej:
„Prowadzimy stancję, coś w rodzaju domu dla studentów. W parafii jest taki ośrodek dla dzieci z plemienia Higaonon. To plemię, które zamieszkuje tereny górzyste zalesione, a problem polega na tym że rodzice, jeśli posyłają dzieci to tylko do szkoły podstawowej, ale do gimnazjum już nie. Ma to związek z odległością i z problemami finansowymi. Więc zgromadzenie księży sercanów postanowiło pomóc w ich edukacji i wybudować stancję właściwie na przeciw gimnazjum. Od poniedziałku do piątku przebywa tam młodzież, a w piątek wracają w góry, by w poniedziałek ponownie przyjść. Zabierają to, czego najbardziej potrzebują, drewno, ryż i inne rzeczy niezbędne do utrzymania. Obecnie mamy ok. 40 studentów. To jedno nasze dzieło, oprócz pracy duszpasterskiej.
Drugie dzieło, to fundacja pomagająca dziewczętom wykorzystywanym seksualnie. Zgromadzenie współpracuje w tym względzie z organizacjami, które wiedzą o takich problemach. Są u nas dziewczęta w wieku od 8 do 20 roku życia.
Prowadzimy też inne akcje, jak niedawna pomoc przy dystrybucji ryżu z powodu suszy panującej na Filipinach od stycznia do maja tego roku. Nawiązaliśmy współpracę z departamentem żywności, który na wniosek prezydenta uwolnił rezerwy żywnościowe. Bez pośrednictwa władz lokalnych przekazano nam ryż, który składowaliśmy i udostępnialiśmy przez kościół. W naszym kościele było ok. 1500 worków ryżu. Pół kościoła było nim załadowane. Pomoc tę rozprowadzono po naszej misji do pięciu gmin.”
Duet Zuzanny (Aleksandra Perec – sopran) i Marceliny (Julia Dziadoń – mezzosopran) z opery W.A.Mozarta Wesele Figara wykonały celujące dyplomantki PSM II st. im.W.Żeleńskiego, przygotowane przez prof. Marię Seremet-Dziewięcką. Przy fortepianie – prof. Dominika Grzybacz
W Szkole Podstawowej w Tymbarku – Urząd Gminy w Tymbarku, Ochotnicza Straż Pożarna w Tymbarku i Komisariat Policji w Zawadce z/s w Tymbarku zorganizowali szkolenie z zakresu ochrony ludności i obrony cywilnej oraz bezpieczeństwa w szkole w ramach Krajowego Treningu Rodzinnego. Zajęcia z zakresu zasad bezpieczeństwa w szkole, rozpoznawania sygnałów alarmowych, sposobów wyznaczania bezpiecznego miejsca w domu i szkole, zasad reagowania na Alerty RCB, ewakuacji oraz jak przygotować rodzinny plan bezpieczeństwa prowadzili: kom. Piotr Kotlarz, zastępca komendanta Komisariatu Policji w Zawadce z/s w Tymbarku, mł. bryg. Tomasz Kaptur i druh Maciej Hojnor z OSP Tymbark oraz insp. ds. obronnych, obrony cywilnej i zarządzania Kryzysowego w UG Tymbark Robert Nowak. W zajęciach teoretycznych i ćwiczeniu praktycznym polegającym na ewakuacji do Punktu Schronienia przygotowanego i oznakowanego w Szkole uczestniczyli uczniowie, rodzice, rada rodziców, nauczyciele oraz pracownicy szkoły.
Przeprowadzenie treningu w miejscowej szkole podstawowej przy ogromnym zaangażowaniu dyrektora szkoły Beaty Pachowicz, nauczycieli, pracowników oraz uczniów było okazją do praktycznego przygotowania się do właściwego reagowania na sygnał alarmowy, poznania bezpiecznego miejsca schronienia oraz stworzenia rodzinnego planu bezpieczeństwa i reagowania w przypadku wystąpienia bezpośrednich zagrożeń życia na terenie placówki.
W tym tygodniu w Kościele obchodzimy Tydzień Misyjny. Z tej okazji przypominam wywiad z Siostrą Krystyną Smoter (w zakonie noszącą imię Bronisława), Tymbarczanką, przez lata pracującą na misjach, a dokładniej na Madagaskarze. Niestety stan zdrowia uniemożliwił Siostrze Krystynie prowadzenia dalszej pracy misyjnej.
Wywiad przeprowadziła Małgorzata Górka. Ukazał się on w Głosie Tymbarku Nr 8 z 1991 r.
MISJONARKA
Madagaskar leży na Oceanie Indyjskim u wybrzeży Afryki. Powierzchnia wyspy jest prawie dwukrotnie większa od powierzchni Polski. Panującym jest tu klimat tropikalny. Język urzędowy – francuski. Madagaskar jest krajem rolniczym o bardzo słabo rozwiniętym przemyśle. Mieszkańcy wyspy, głównie Malgaszowie, w większości utrzymują się z pracy na roli … i przeważnie głodują. Często o tej części świata mówi się: Wyspa Trędowatych. Wyspa ta, obok Kenii, Brazylii i Zielonego Przylądka, jest terenem pracy misyjnej Małych Sióstr Misjonarek Miłosierdzia Zgromadzenia założonego przez księdza Orione /stąd druga nazwa Siostry Orionistki/.
Wśród sióstr pracujących na Madagaskarze jest również Polka, tymbarczanka, siostra Bronisława /Krystyna Smoter/. W tym roku (od red. tj. w 1991 roku) raz pierwszy od trzech lat , przyjechała do kraju i zgodziła się na rozmowę, by podzielić się z nami swym misyjnym entuzjazmem.
Chciałabym zacząć od krótkiego życiorysu Siostry. Czy to możliwe? S.Bronisława – Oczywiście. Urodziłam się w 1962 r, dokładnie 5 maja. Skończyłam Szkołę Podstawową w Tymbarku, potem było Liceum Ogólnokształcące w Limanowej. Tam uczyłam się języka francuskiego nie wiedząc jeszcze, jak bardzo będzie mi on kiedyś przydatny. W 1981 roku zdałam maturę i zaraz potem wstąpiłam do Zgromadzenia Sióstr Orionistek. Pierwsze śluby złożyłam w 1983 r., zaś śluby wieczyste w 1988. W międzyczasie pracowałam 3 lata jako wychowawczyni w zakładzie dla dzieci upośledzonych we Włocławku. Wiem, że wówczas ukończyła Siostra także studia. s.Bronisława– Tak, we Włocławku. Kierunek muzyczny – organista. – Zaraz potem wyjechała Siostra na misje, czy tak ? s.Bronisława – Jeszcze w roku 1988, tuż po złożeniu ślubów wieczystych odleciałam na Madagaskar. Czy Siostra sama wybrała ten rodzaj pracy – misje ? S.Bronisława– Już wstępując zakonu myślałam o misjach. Chciałam tam pracować. Czułam, że to jest moim powołaniem. Oczywiście będąc przez siedem lat w Zgromadzeniu wykonywałam wszystkie prace; byłam i organistą i kierowcą, zaopatrzeniowcem itd. Ale cały czas myślałam o misjach. I dzięki temu w pierwszym okresie mojego życia na Madagaskarze nie przeżywałam poważniejszych kryzysów czy załamań. Myślę, że człowiek, który przyjechałby tutaj z polecenia nie wytrzymałby, nie zniósłby tego tak dobrze. Czy misja, w której Siostra pracuje jest jedyną na wyspie ? s. Bronisława – Tak, jest to pierwsza misja Sióstr Orionistek w tym kraju. Dlatego musiałyśmy budować wszystko od podstaw. Z początku, tuż po przylocie mieszkałyśmy u ludzi. Teraz mamy swój dom, który będzie domem macierzystym. Wybudowałyśmy również ośrodek zdrowia. Obecnie przygotowujemy laboratorium, gdyż wykonywanie różnego rodzaju analiz jest bardzo drogie, zaś każda oszczędność jest ważna, by móc więcej i skuteczniej pomagać ludziom. Jak duży zasięg ma wasza placówka i z ilu członków składa się Wasza wspólnota misyjna ? s. Bronisława – Nasza misja Andrambato – Itaosy znajduje się sześć kilometrów od stolicy Madagaskaru. Zamieszkuje ją 80 tys. ludzi z tego ok.5 tys. to katolicy i może tyle samo protestanci. A gdzie reszta ? Nasza więc praca nie ogranicza się tylko do pomocy katolikom, ale idzie również w kierunku poszukiwania i przyprowadzania innych do Boga / są to ludzie często obojętni religijnie lub jeszcze wcale nieznający Boga /. Księża Karmelitanie prowadzący misje na naszym obszarze mają do obsługi osiem kościołów. W trzech parafiach my im pomagamy. Jeżeli zaś chodzi o naszą wspólnotę, to oprócz mnie pracują tutaj dwie siostry z Argentyny. Mamy również trzy Malgaszki, które odbywały nowicjat we Włoszech i już złożyły swoje śluby. Są z nami także dziewczęta pragnące wstąpić do naszego Zgromadzenia. W Polsce często słyszymy, że misje potrzebują kapłanów. A jak ta sprawa wygląda na Madagaskarze i w jaki sposób zorganizowane są parafie ? s.Bronisława – I u nas brakuje kapłanów. Parafie są odwiedzane przez nich co kilka miesięcy, brak jest stałej kontroli. W każdej parafii istnieje zarząd kościelny. Składa się on z prezydenta, wiceprezydenta, skarbnika i katechisty. Każdy z nich ma wyznaczone zadanie. I tak np.katechista jest odpowiedzialny za rozwój życia duchowego w parafii. Składa z tego sprawozdanie kapłanowi. W czasie kiedy ksiądz jest nieobecny w parafii, katechista prowadzi paraliturgię tzn. Mszę św. bez ofiarowania i konsekracji. Jak układają się stosunki pomiędzy misjonarzami a tubylcami?Czy nie są oni wrogo usposobieni do niosących nową wiarę ? s.Bronisława – Nie, wręcz przeciwnie. Nastawienie ludzi do nas jest dobre.Chrystianizacja tych terenów rozpoczęła się w XIX w. Tutejsza ludność jest w połowie protestancka, a w połowie katolicka. Są też plemiona i szczepy, zwłaszcza te z południa kraju, które nie słyszały wcale o Bogu. Ale i ci uznają jakiegoś WIĘKSZEGO DUCHA, który kieruje ich życiem, ma na nich wpływ. Nasze zadanie polega na tym, by wierzenia te przybrały chrześcijańską formę. Nie zmieniamy kultury tych ludzi i nie chcemy wprowadzać innej np.europejskiej. To nie o to chodzi. Chcemy w ich kulturze zaszczepić Chrystusa. Wszystkich ciekawią zwyczaje tego egzotycznego kraju, ludzie go zamieszkujących. go. Czy mogłaby Siostra opowiedzieć nam o niektórych z nich. s.Bronisława – Malgaszowie otaczają szczególnym kultem zmarłych. Na ich cześć, co trzy -cztery lata w zależności od zamożności rodziny, urządzają wielkie święto zwane FAMADIANA. Jest to święto indywidualnym rodziny, zostaje jednak zaproszona na nie duża liczba gości. Najpierw rodzina wyznacza termin. Nie może to być jednak wtorek, ponieważ jest uważany za dzień pechowy. Następnie, w noc poprzedzającą uroczystość, wszyscy członkowie rodziny i goście ucztują. Warunkiem udziału w tym święcie jest zjedzenie posiłku. Rano wszyscy otwierają grobowiec, wyjmują zmarłych, owijają ich w specjalne płótna – lamby i przynoszą do domu, gdzie znowu się bawią, tańczą, śpiewają. Przed zachodem słońca zmarli odnoszeni do grobów. Wszystko odbywa się z wielką pompą; na przodzie szczególnej procesji niesiona jest flaga narodowa, przy grobowcu grany jest hymn państwowy, obecna jest reprezentacja gminy, która rejestruje otwarcie grobowca. Uczestniczyłam w takim święcie w rodzinie jednej ze sióstr Malgaszek. Rok przed uroczystościami zmarł jej ojciec i siostra. Ich ciała nie zostały pochowane w pięknym grobowcu, a obok niego w ziemi. Dopiero jak nadszedł dzień święta, po wszystkich ceremoniach i zabawach, przeniesiono je do grobowca. Drugim równie głośno manifestowanym i obchodzonym zwyczajem jest obrzezanie. Nam nie wolno wykluczać tych tradycji. Staramy się jednak nadać im chrześcijański charakter tzn.odprawić w tym dniu Mszy św. , pomodlić się. Jak wygląda codzienna praca Siostry na placówce ? S. Bronisława – Ludziom, wśród których żyjemy, nie możemy tak po prostu głosić Chrystusa widząc, że są głodni, chorzy, brudni. Zaczynamy więc od pomocy dla ciała. Każda z nas wizytuje dom w parafii, którym się opiekuje. Wszędzie widać nędzę. Rodziny są bardzo liczne /dziesięcioro dzieci jest zjawiskiem normalnym/, często opuszczone przez ojców. Matki z małymi dziećmi nie mogę znaleźć pracy, żyją z dnia na dzień, nie umieją przewidywać, patrzeć na życie perspektywicznie. Gdy mają jakieś pieniądze, wydają je natychmiast. Nie znają podstawowych zasad higieny osobistej, trzymania czystości w domu, dokładność w wykonywaniu pracy itd. Obowiązek nauczania ich tego spada na nas. Ponadto chcemy dopomóc im w szukaniu pracy, zdobyciu innych umiejętności. Niedawno otrzymałyśmy maszyny do szycia. Na piętrze w ośrodku zdrowia urządziłyśmy małą szkołę krawiecką, uczymy ich wyszywać, haftować, robić na drutach. Pierwsze ich prace kupujemy, następne sprzedają innym i w ten sposób mają możliwość zarobienia. Ostatnio też zorganizowałyśmy codzienne posiłki dla około stu osób, przeważnie starców i dzieci. Czy Siostry prowadzą szkołę? s.Bronisława – Nie, ale mamy pod opieką kilkanaścioro dzieci z rodzin, których nie stać na opłacenie nauki. Dostają one książki, przybory oraz opłatę na szkołę. Madagaskar nazywany jest Wysp Trędowatych i rzeczywiści jest tu bardzo wielu ludzi cierpiących na to straszną chorobę. W jaki sposób niosą Siostry pomoc tym nieszczęśnikom? S.Bronisława – Praca z trędowatymi jest moja największą miłością. Razem z ks.Janem – polskim orionistą- odwiedzam szpital dla trędowatych MANAN-KAVALY 2-3 razy w miesiącu. Jest on położony około 40 km za miastem w górach. Znajdujący się tu chorzy, sto pięćdziesiąt osób, są zarówno katolikami jak i protestantami. Nie robimy jednak żadnej różnicy w traktowaniu tych ludzi, zgodnie z myślą ks.Orione: „Czyńcie dobrze wszystkim…” Udzielamy im dwojakiej pomocy: duchowej i medycznej. Oczekują od nas wsparcia, rozmowy i pocieszenia. Musimy zastąpić im bliskich, rodziny, które ich porzuciły. Kupujemy dla nich ryż, cukier czasem mleko. Staramy się, by czuli się potrzebni, kochani. W jaki sposób znajdują Siostry czas na wszystkie te zajęcia ? s.Bronisława – Nie wiem. To Opatrzność Boże, że starcza nam czasu na wszystko. Nie zaniedbujemy również życia zakonnego – mamy godziny modlitwy, adoracji, posiłków, czas na rekreację. To wszystko dzięki pomocy Bożej. Czy jest Siostra zadowolona ze swej pracy, czy czasami jest zbyt ciężko ? S.Bronisława – Oczywiście, że jest ciężko, zwłaszcza gdy widzę ilu jeszcze ludzi czeka na pomoc, a my nie mamy już możliwości im pomagać. Tyle rzeczy możny jeszcze zrobić, ale potrzeba stale ludzi zainteresowanych, chcących pomagać. Przebywała Siostra w Polsce dwa miesiące, czy nie stęskniła się Siostra z swymi podopiecznymi ? s.Bronisława – Tęsknię i chciałabym jak najszybciej być z nimi. A zatem życzę Siostrze szczęśliwego powrotu na Madagaskar, wielu łask Bożych i sił w tak trudnej pracy. Szczęść Boże! Dziękuję Siostrze za rozmowę. Rozmawiała: MAŁGORZATA GÓRKA
Siostra Krystyna Smoter na Madagaskarze ( zdjęcie z książki ks.Tomasza Atłasa „Zakochani w ludziach, Zapiski z misją”)
A tak o pobycie na Madagaskarze napisał w 2012 roku ksiądz prałat Tomasz Atłas, również misjonarz, w swojej książce „Zakochani w ludziach, Zapiski z misją”
MADAGASKAR
„Kolejne dni na Madagaskarze mijają szybko i intensywnie. To przecież ogromna wyspa, a i polskich misjonarzy pracuje tutaj wielu. Z większością spotykamy się w domu księży oblatów w Antananarivo. Jest wiele radości, dyskusji i piękna, wspólnotowa modlitwa za ,,dwie ojczyzny”. Kolejnego dnia uczestniczę też w miłej uroczystości. Jedna z ulic malgaskiej stolicy otrzymuje bowiem imię Arkadego Fiedlera (inicjatywa Stowarzyszenia ,,Polka”). To miłe, że i w takiej formie polska obecność na Madagaskarze zostaje podkreślona i doceniona.
Cieszę się, że większość czasu przychodzi mi tutaj spędzić z orionistką, siostrą Bronisławą Smoter. Wszak to moja rodaczka z Tymbarku, a poza tym mając wieloletnie doświadczenie pracy na Madagaskarze, dzieli się ze mną spostrzeżeniami na temat tego kraju, tutejszych Kościołów lokalnych, edukacji itd. To także z jej inicjatywy jedziemy do Marana, do ośrodka założonego przez bł. Jana Beyzyma. To mocne wewnętrzne przeżycie zobaczyć to miejsce, modlić się przy grobie Błogosławionego, o którym usłyszałem pierwszy raz jeszcze na katechezie w szkole podstawowej, celebrować Mszę św., używając pateny i kielicha, których on sam używał. Opuszczając Marana, raz jeszcze zatrzymujemy się na wzgórzu, z którego rozciąga się widok na położony w dole ośrodek dla trędowatych. Miejsce to zdobi drewniany krzyż pamiętający jeszcze czasy, kiedy bł. Jan Beyzym osobiście opiekował się chorymi. Postawiono go jednak w tym miejscu z zupełnie innych powodów. Aź do tego miejsca bowiem docierał przykry zapach gnijących ran… Oby Pan dał nam więcej takich misjonarzy.„