VI Beskidzkie „Sursum Corda” – relacja

Tradycyjnie przed odpustem w tymbarskiej parafii odbyła się wędrówka papieskimi szlakami z Papieżówki – Lubomierz Rzeki do Tymbarku przez Jasień, Mogielicę i Łopień – tzw. Beskidzkie „Sursum Corda”. W tym roku już szóste. Trasa liczy około 28 km, a modlitwa i trud wędrówki ofiarowany jest za Ojczyznę.

Inicjatorami tego pięknego pomysłu są strażacy z OSP Piekiełko.

W sobotę, 10 września, pielgrzymka rozpoczęła się o 6:30 mszą świętą sprawowaną w kościele p.w. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Tymbarku w intencji m.in. uczestników VI Beskidzkiego „Sursum Corda” o błogosławieństwo Boże i potrzebne łaski.

Następnie grupa pielgrzymów licząca 10 osób udała się busem do Lubomierza-Rzeki, gdzie dołączyła jeszcze jedna osoba. Przy „Papieżówce” zapaliliśmy znicz i odśpiewaliśmy ukochaną pieśń Jana Pawła II – Barkę.

Papieżówką, czyli szałas postawiony tuż nad brzegiem Kamienickiego Potoku, na obszarze Gorczańskiego Parku Narodowego, który służył jako plac składowy ściąganego z gór drewna. Karol Wojtyła jako ksiądz, biskup i wreszcie kardynał był wielokrotnie niezwykłym mieszkańcem owego szałasu. Odbywał tutaj dni skupienia i wędrował po Gorcach. Od 1978 roku, kiedy kardynał Karol Wojtyła został wybrany Papieżem miejsce to nazwano “Papieżówką”. Kiedyś skromny szałas drwali, dzisiaj miejsce szczególnej pamięci o Janie Pawle II. Jest to niezwykłe miejsce spotkania człowieka z Bogiem.

Obok budynku na polanie umieszczono duży głaz z pamiątkową tablicą i z  wyrytymi słowami Jana Pawła II “Pilnujcie mi tych szlaków”.

Po odśpiewaniu i krótkiej modlitwie z brzozowym Krzyżem na przedzie ruszyliśmy w drogę żółtym szlakiem w stronę Jasienia.  Pomimo ulewy i wiszących nad nami ciemnych chmur, nie zapowiadających poprawy pogody, z uśmiechem na twarzach i w skupieniu pokonywaliśmy następne kilometry. Podziwianie górskiego krajobrazu utrudniała gęsta mgła. Jednak i taki widok – łąk, dolin i lasów poprzeplatanych mgłą wzbudzał zachwyt i dodawał sił na dalszą wędrówkę. Pierwszy cel to Jasień (1062), a zaraz obok polana Kutrzyca i kapliczka, przy  której zatrzymaliśmy się na dłuższy odpoczynek i na dziesiątek różańca. Śniadanie i łyk wody dodał energii i mogliśmy ruszyć w dalszą drogę, ku królowej Beskidu – Mogielicy (1170). Po drodze przepiękne okazy borowików królewskich. Żal nie zabrać, choć to nadprogramowe kilogramy. Przed nami Polana Stumorgowa i strome podejście na  Mogielicę. Chwile zwątpienia przeplatały się ze świadomością „po co tu jestem i czemu/komu poświęcam ten trud” i nagle energia na nowo wstąpiła w człowieka. Różaniec w ręku i uśmiech na twarzy to najlepsi towarzysze wędrówki.

Wreszcie zdobyliśmy szczyt. Przy papieskim krzyżu na Mogielicy odmówiliśmy kolejny dziesiątek różańca. Ulewny deszcz, chłód i mgła nie pozwalała zatrzymać się na dłużej. Po chwili wytchnienia ruszyliśmy dalej. Dotarliśmy na  przełęcz Rydza-Śmigłego, gdzie przy pomniku Spotkania Pokoleń walczących o niepodległą Polskę odmówiliśmy kolejny dziesiątek różańca. Ku naszej radości czekał na nas posiłek przygotowany przez kolegów z OSP Piekiełko. Smaczna kiełbaska, kawa i pyszne domowej roboty ciasta. Nawet słoneczko na 5 minut uraczyło nas swoimi promieniami. Pomimo odczuwanego już zmęczenia i bólu nóg, trzeba było kontynuować nasz cel, czyli ukochany Łopień (951). Po drodze kolejne duże zdrowe borowiki. Wreszcie ostatni szczyt zdobyty. Przy kapliczce dziesiątek różańca. Teraz już „z górki” papieskim szlakiem do Tymbarku.

Dziękuję organizatorom i współtowarzyszom oraz tym, którzy duchowo nam towarzyszyli i błogosławili.

Pierwszy raz wędrowałam Beskidzkim „Sursum Corda”, przeżycie niesamowite, więc jeśli zdrowie dopisze, myślę, że nie ostatni . Zachęcam również innych do podjęcia trudu pielgrzymowania Beskidzim „Sursum Corda”, bo ból nóg minie, a wspomnienia z nami pozostaną.

Ewa Kaptur