W sobotę Spacer Historyczny „Górska Szkoła Rolnicza dzieło inż. Jana Drożdża” , historia powiązana z Tymbarkiem

Jutro, w sobotę,  pierwszy w 2021 roku Spacer Historyczny. Jego tytuł to „Górska Szkoła Rolnicza dzieło inż. Jana Drożdża”. O powiązaniu historii Szkoły oraz Tymbarku pisałam w 2019. Dzisiaj przypominam fragment ” Zarysu historii i działalności Podhalańskiej Spółdzielni Owocowo-Warzywniczej im.J.Marka (Tymbark 4.XI.1935 – Limanowa 4.X.1975)” mgr. Józefa Kulpy.

„Zatrzymajmy się bliżej przy tej szkole [Szkole Rolniczej w Łososinie Górnej – przyp.red]. Uczyniliśmy to dlatego, że właśnie do tej szkoły w 1927 roku przybył inż.Józef Marek jako jej nauczyciel, a jednocześnie jako powiatowy instruktor sadownictwa i późniejszy założyciel Spółdzielni Owocowo-Warzywnej w Tymbarku. Myśl zorganizowania takiej właśnie Spółdzielni w tut. Terenie zrodziła się właśnie Szkole Rolniczej w Łososinie Górnej. … inicjatywa organizowania takich szkół wieczorowych leżała w rękach komisji oświaty pozaszkolnej przy Oddziale Powiatowego Związku Nauczycielstwa Polskiego w Limanowej.

Długoletnim Prezesem tego związku, a zarazem inicjatorem tego rodzaju szkoleń był Antoni Górszczyk z Pisarzowej. Program tej szkoły obejmował: hodowlę, weterynarię, rolnictwo, sadownictwo i warzywnictwo, pszczelarstwo, naukę o prawodawstwie, naukę o Polsce, historię i kulturę wsi, samorząd gminny, czytelnictwo, śpiew, zajęcia świetlicowe, higienę, gospodarstwo domowe. Wykładowcami byli znani ówcześni działacze społeczni: wśród nich Antoni Górszczyk i inż.Józef  Marek. Nauka była bezpłatna. Dojeżdżający wykładowcy otrzymywali jedynie zwrot podróży. … Inż. Józef Marek po objęciu stanowiska nauczyciela w szkole rolniczej w Łososinie Górnej i powiatowego instruktora sadownictwa nawiązał ścisły kontakt z młodzieżą tej szkoły rekrutującą się z całego ówczesnego powiatu limanowskiego. Zaś jako powiatowy instruktor sadownictwa przewędrował pieszo i na rowerze cały były powiat wzdłuż i wszerz. Poznał w czasie tych służbowych wędrówek urok ziemi limanowskiej, zaprzyjaźnił się z jego pracowitym ludem, oraz rozeznał do głębi istotę biedy , w której temu ludowi przyszło żyć. Rozeznanie to tym bardziej przychodziło Markowi, gdyż sam pochodził ze wsi, z domu którego poziom życia w niczem się nie różnił od innych na wsi limanowskiej.

Fakt, iż właśnie ta bieda, wprost nędza, towarzyszyła Markowi w jego dzieciństwie, chłopięcych latach, a później podczas studiów  uniwersyteckich pozwolił lepiej poznać i odczuć biedę chłopa limanowskiego i ułatwił mu otwieranie drzwi do jego chaty i serca. Wysokie cechy charakteru i serce Marka, posługiwanie się czystą gwarą, prostota w ubiorze jednały mu szacunek i zaufanie .Zdobycie zaś dużego zaufania u ludzi, wsparcie pracowitością, rzetelnością i osobistym przykładem Marka dały mu klucz do późniejszych śmiałych i wielkich rozwiązań

W oparciu o szczegółowe rozeznanie terenu rodzi u niego myśl opracowania programu gospodarczego ówczesnego powiatu – idącego w kierunku upowszechniania sadownictwa.  Przemawiały za tym obiektywne czynniki, a więc dobra konfiguracja terenu, odpowiednie warunki klimatyczno- glebowe, charakteryzujące się dużymi opadami i dobrym naświetleniem . Istota wielkości Marka polegała na tym, że dostrzegł on w jagódkach dobro narodowe. Prawdę tę Podhalańska Spółdzielnia Owocarsko-Warzywnicza w Tymbarku, instytucja przez niego zorganizowana, praktycznie potwierdziła. Realizacja opracowanego planu w zakresie upowszechniania sadownictwa w powiecie wymagało odpowiednich nakładów finansowych, którymi oczywiście ani Marek,  ani tutejsza wieś nie dysponowała. Sukcesy życiowe Marka, powodzenie wielu jego, wydawałoby się, fantastycznych przedsięwzięć, polegało na tym, że Marek nawet bez pieniędzy je realizował. Brak środków finansowych zastępowała jego wola – wprost upór, osobisty porywający przykład i nie spotykana wola, umiejętność pozyskiwania dla pracy przyjaciół oraz zdolność mobilizowania do realizacji nakreślonego programu, tutejszego chłopstwa. Wszystko co robił, robił dla tutejszej wsi, z nią i dla niej. Przystępuje do realizacji swojego programu na odcinku upowszechnienia sadownictwa. Marek otrzymuje kilka morgów gruntu wydzielonego ze szkoły w Łososinie Górnej i na tym polu zakłada również swoją szkółkę drzewek owocowych. Przejmuje również pod  swoją opiekę niewielką szkółkę drzewek owocowych w Ujanowicach. Pracę w szkółkach zapewniła młodzież szkoły, która wykonywała je bezpłatnie, w ramach programu nauczania.

Marek wierząc w młodzież, widział w niej awangardę postępu gospodarczego i społecznego tutejszej wsi. Realizując Krk za krokiem swój program Marek zobowiązał do zakładania przez swych uczniów, w gospodarstwach ojców niewielkich szkółek owocowych. Szkółki te prowadzą sami uczniowie pod nadzorem i opieką instruktora inżyniera Marka. Tak powstały przydomowe szkółki drzewek owocowych u Jan Świnki, Mikołajczyka, Franciszka Wąsowicz. Drzewka z tych szkółek przeznaczono na zakładanie nowych sadów względnie na poszerzenie starych i odsprzedaż sąsiadom. Przytoczony wyżej sposób rozwiązywania określonych problemów jest wspaniałym dowodem sztuki Markowej, realizowania czegoś bez pieniędzy.

Przy takim ustawieniu pracy, wzrastał areał sadów chłopskich, wzrastała również ilość produkowanych owoców, w logicznej konsekwencji powstałą pilna potrzeba zajęcia się obrotem tymi owocami a więc ich skupem, przechowywaniem, zbytu.

To zadanie w myśl założeń Marka może z powodzeniem rozwiązywać tylko nowo zorganizowane instytucje – spółdzielnia chłopska. Spółdzielnia taka musi przyjąć w przyszłości całokształt zagadnień związanych z sadownictwem, począwszy od prowadzenia spółdzielczych szkółek drzewek owocowych, ich nasadzeń, pielęgnacji, później skupu, przechowywania i zbytu wyprodukowanych owoców, skończywszy na szerokim przetwórstwie owocowo warzywnym. Do rozwiązywania tych problemów predysponowaną może być Spółdzielnia Ogrodnicza specjalistyczna, branżowa. Tylko i wyłącznie Spółdzielnie. Jako najbardziej postępowa i demokratyczna. Ona – poprzez asocjację kapitału – myśli, pracy, najskuteczniej może rozwiązywać te wielkie założenie gospodarcze. „

źródło zdjęcia: “10 lat działalności Górskiej Szkoły Rolniczej w Łososinie Górnej 1929 – 1939” – inż.Jan Drożdż, Łososina Górna , marzec 1939 

Zapiski Starego Gazdy – cd. przysłów i zasad życiowych nieboscki Kospszycki

…no ji ton spolniok nasmarowany, ale beskurcyjo pszecio tero beła noc śfiotojańsko, a pszecio Kospszycka zafse godała ze:
“PSZED ŚFIOTYM JANOM NOJDYJSY DZIOJ PANOM”,
a jako jus my som pszy śfiotym Janie to niek se ton spolniok poceko, a my se posuchojmy co miała nom do powiedzonio nieboscka Kospszycka. Barz costo godała ze:
“cłek sie całe zycie ucy i gupi umiyro” , ale tys zaros dodawała ze: “nałuki ani woda nie porwie, ani łogioj nie strowi”,  i: „cego sie Jaś nie naucy tygo i Jon umioł nie bee”, i prowda, a ło śfiotym Jonie to miała telo do godanio, ze hej, a nojbardzi to beło syćko powionzane s dyscom, nojbardzi sie ludziska boli coby ton śfioty Jon nie zapłakoł, bo to nicego dobrego na urodzaje nie wrozyło, to tys zacynała łod; “Jak śfioty Jon sie rozbecy, a Maryjo (2 lipca) lebo Magdalyna (te zaś jes 22 lipca) nie utuli to becy do same Ursuli” a te jes f październiku i to dopiyro dwudzuestygo drugigo, no ji sama słota i na zbiorki,ji na kopanie zimniokof, ji na jesionnom siyfke.
“ Jak śfioty Jon łobwieści, takik bee dni śterdzieści”
“gdy śfioty Jon trowe kosi, bodej baba dysc uprosi”
“kiej s Jonom pszyjdom dysce, to sześć niedziyl kropi jysce”
” na śfioty Jana koniec kukucki kukanio”, 
ale godała tys ze:
“na śfioty Jon, jagod pełny dzbon”
‘śfioty Jon,pszyniesie łoleju dzbon”
tu jus beło bardzi łoptymistycnie, jus se dodawała ducha, ze ton rok bydzie inksy, lepsiejsy łot łońskigo, ze bee urodzajny, ze ton posmarowany spolniok, bo Kospszyk godoł: jak ta cynkle maziom posmaryjes, to tak jakbyś czeciego konia zapszognoł; bee mioł co wozić s pola, ze te dary Boskie bedom dorodne, a pszecio:

KTO KCE NIEBA CIYRPIEĆ CZEBA, A KTO KCE CHLEBA, TYMU ROBIĆ CZEBA.

amyn…
cdn…..

fotografia ze zbiorów: KOLEKCJA PRYWATNA TYMBARK