Jana Góra, rok 1967, Kardynał Stefan Wyszyńskiego do alumnów – rezerwistów

Sługa Boży ks. Stefan kard. Wyszyński, którego beatyfikację przeżyjemy 12.09.2021 roku spotkał się na Jasnej Górze w dniach 5. i 6.11.1967 roku z alumnami – rezerwistami z całej Polski, powracającymi z wojska, którzy odbywali przymusową zasadniczą służbę wojskową w latach 1965 – 1967.
Wśród tarnowskich kleryków było trzech, którzy później jako kapłani posługiwali w naszej parafii w Tymbarku. Byli to: ks. Andrzej jedynak, nieżyjący już ks. Ferdynand Prymas i ks. rezydent Edward Nylec.
Co wtedy ks. Prymas mówił do alumnów – rezerwistów na Jasnej Górze?
Oddajmy głos ks. Stefanowi kard. Wyszyńskiemu i przypomnijmy jego ważkie słowa aktualne również dzisiaj.

 

POWRÓT Z KOSZAR DO BOJOWANIA DUCHEM

Do alumnów wyższych seminariów duchownych powracających z wojska

Jasna Góra, kaplica różańcowa, 5 listopada 1967

W sytuacji, w jakiej znajdujemy się w tym momencie – Wy, powracający zwycięsko z odbytej służby wojskowej, i ja patrzący w waszą przyszłość kapłańską, która się przed Wami kształtuje, odbieramy wrażenie, które najlepiej wyrażę w słowach Ewangelisty: unus militum lancea latus eius aperuit, et conlinuo exivit sanguis et aqua.
Może Was zadziwić to zestawienie. Pozwólcie, Najmilsi, że usprawiedliwię je przynajmniej w kilku rzutach myślowych. Nie jest rzeczą możliwą wypowiedzieć wszystko, co czuje serce, radujące się, że przeszliście przez ogień i wodę, że dobry Bóg wyprowadził Was na miejsce ochłody, że wracacie zwycięsko ex tribulatione magna. Każdy z Was może powiedzieć, że „zarządcą jest wiernym.” [por. 1 Kor 4,2]. Była to chyba najwspanialsza próba – próba miłości ku waszemu szczytnemu powołaniu, ku któremu idziecie.

ŻOŁNIERZE NA DRODZE CHRYSTUSA I KOŚCIOŁA

Najmilsi! Bojowaniem jest życie człowieka na ziemi, a cały Kościół Chrystusowy od początku ma znamiona walki. Nazywają go Kościołem walczącym, chociaż z istoty swej jest raczej Kościołem ożywiającym i uświęcającym: Ecclesia vivifitcans et sanctificans*. Jednak i ta praca, ożywcza i uświęcająca, bez bojowania odbywać się nie może. Dlatego też każdy z powołanych jest [wezwany] do bojowania. Przypomnijcie sobie wszystko, co mówi o sobie święty Paweł Apostoł. Jakże on często szuka porównań na określenie swego posłannictwa w pojęciach wojskowych! Sam zresztą miał z nimi dużo do czynienia. Ale gdy sięgniemy, najmilsi, do życia Chrystusa, zastanawia nas, jak często Chrystus ocierał się z bliska o pewien rodzaj żołnierzy. Widzimy to w rzezi niewiniątek, widzimy wśród Jego słuchaczy oraz wśród tych, którzy doznali łaski uzdrowienia, ale nade wszystko widzimy podczas Męki Ogrójca, na dworze kapłańskim Heroda, Piłata, na drodze krzyżowej i pod krzyżem. Szczególnie wymowny jest ten widok, gdy trzeba było otworzyć Serce Boże światu i zadanie to zostało powierzone żołnierzowi. Widzimy to także w momencie doniosłym, gdy Chrystus dostarczał sprawdzianów prawdziwości swej nauki w grobie, nad którym pieczę powierzono nie komu innemu, lecz właśnie żołnierzom.
Oswojony był Chrystus z tym rodzajem. Dlatego też sam, gdy posyłał uczniów swoich na wszystek  świat usposabiał ich po rycersku i oczekiwał od nich postawy bojowników Bożych, aby każdy – jak mówi Apostoł – tak walczył, izby zdobył wieniec zwycięstwa[por. 2 Tm 2,5],
A w dziejach Kościoła wszyscy niemal wykonsekrowani przez Chrystusa w Wieczerniku kapłani i biskupi mieli kontakt z 2olnierzami. Zdawałoby się patrzącym na nich oczyma ciała, że pomarli – illi autem sunt in pacem.. Zwycięzcy! Ilu żołnierzy pracowało nad tym, aby uwieńczyć koroną zwycięską uczniów Chrystusowych! lle  uruchomiono mieczów, policzków, zniewag, obelg, naśmiewania i natrząsania się! Co czynili żołnierze z Chrystusem w pretorium!

PRZYGOTOWANIE W TWARDEJ SZKOLE BOJOWANIA MIECZEM DO BOJOWANIA DUCHEM

Czy nam to czegoś nie mówi? O! Mówi nam bardzo wiele! Mamy poznać świat, mamy się z nim zetknąć. Może jego styl życiowy jest narzędziem naszej chwały i przygotowania do życia kapłańskiego, do bojowania i walki znacznie trudniejszej, bo jak nas poucza Apostoł „nic mamy walki przeciwko ciału i krwi” – to jest walka na bardzo niskim poziomie – „ale przeciwko władcom i książętom ciemności” [por. Ef 6,12], To jest dopiero walka na wysokim poziomic! Trzeba mieć do niej zaprawę. Trzeba widocznie zobaczyć rzeczywistość 2ołnierską, tych, co biorą wieniec więdnący, aby nauczyć się ofiarnej walki z mocarzami tych ciemności i wziąć „niewiędnący wieniec chwały” [1 P 5,4],
W waszych młodzieńczych ideałach pielęgnujecie ducha pokojowego. Kodeks Prawa Kanonicznego poucza Was, że gotujący się do kapłaństwa muszą mieć ducha pokoju i łagodności. Dlatego całe wychowanie w seminarium duchownym jest kształtowaniem tego ducha. Macie przecież być synami Bożymi, a więc macie mieć ducha pokoju. Cała atmosfera pracy umysłowej, filozoficznej, teologicznej, kształtowanie waszej duchowości, odbywa się – rzec można – w atmosferze niemalże „jedwabnej”. To nie znaczy, że nie ma walki i zmagania się, ale jakże to wszystko łagodzi „olej wylany” – Duch Boży, szczególna, delikatna i oględna w działaniu łaska Boża, która się przez miłość dobiera do waszych serc, a także miłość i życzliwość waszych wychowawców. Zdawałoby się, Najmilsi, że to wszystko powinno by Wam wystarczyć, że innej szkoły nie potrzeba. A jednak podobało się dobremu Bogu dopuścić właśnie taką szkołę. I przeszliście przez nią. Zapewne, służba wojskowa sama w sobie jest koniecznością życiową współczesnych państw i narodów. Jest ona obowiązkiem obywatelskim, a może być służbą zaszczytna, zwłaszcza gdy wymaga gotowości pełnego wyrzeczenia
się siebie, by duszę swą dać za braci. Przecież znamy proroctwo najwyższego kapłana w Sanhedrynie: „Pożyteczną jest rzeczą, aby raczej jeden umarł, a nie cały naród zginął” [por. J 11,50]. 

W moralności i etyce katolickiej powołanie ofiarne żołnierza jest wysoce wysublimowane. Czytajcie, znajdziecie w tej dziedzinie kazania’ (Piotra) Skargi czy Fabiana Birkowskiego. Wszystko to jest prawdą. ale nie można zamykać oczu i na tę prawdę, że Wy byliście powołani do służby wojskowej w bardzo specjalnych warunkach, tak iż wypełniliście zadanie, od którego właściwie na mocy Porozumienia, byliście wolni. I chociaż samo przez się jest to zadanie obywatelskie, w waszym wypadku łączyło się ono z poczuciem niesprawiedliwości. W waszej służbie wojskowej – alumnów idących do ołtarza, by pracować w tym, co jest ku pokojowi – jest jakaś przedziwna tajemnica.
Może, Najmilsi, na czasy, które idą, potrzeba Wam pełnego rozeznania rzeczywistości tego świata, zetknięcia się z warunkami życia, poprzez które przechodzi większość dzieci Bożych żyjących na globie.
Może w wieku, który najczęściej posługuje się wyrazem „pokój” – jakiego jednak świat dać nie może, a w którym wszystko zmienia się na nieustanne wojny, jakich dziś toczy się na globie kilkanaście – może w tym przedziwnym wieku musicie orientować się w przeżyciach i formacjach społeczno-moralnych świata współczesnego. Będziecie wtedy lepiej rozumieć świat i owocniej służyć Kościołowi w duchu Konstytucji pastoralnej o obecności Kościoła w świecie współczesnym, w świecie takim, jakim on jest. W świecie, który wola: „pokój, pokój!”, a nie masz pokoju [por. Jr 6,14], bo światu prawdziwy pokój może dać tylko Chrystus.
Przeszedłszy przez służbę wojskowa, zetknąwszy się z blaskami i cieniami – może bardziej cieniami niż blaskami – macie pochylić się przed Barankiem zabitym, i to zabitym przez żołnierzy, i wołać do Niego  w każdej Mszy: Dona nobis pacem.
Drastyczny i brutalny realizm, z którym zetknęliście się w wojsku, może Wam pokazać różnicę między bojowaniem mieczem a bojowaniem duchem, byście się nauczyli tego drugiego bojowania, do którego w zaszczytny sposób jesteście powołani. Może w waszym przyszłym życiu kapłańskim kontrast ten wystąpi w sposób drastyczny, może – jak niekiedy słyszycie – będzie się Wam wydawało, iż nie masz większej męki i cierpienia jak w powołaniu, służbie i bojowaniu kapłańskim. Może nawet nie zaznacie takiej przyjaźni, jak przez pokusę moglibyście się spodziewać w życiu i powołaniu świeckim, na przykład żołnierskim. Wszystko to może Wam stanąć przed oczyma. Dlatego trzeba dobrze rozeznawać duchy [por.1J 4,1], trzeba to wszystko widzieć, wiedzieć, rozumieć, wszystkiego osobiście i bezpośrednio dotknąć.

ZWYCIĘSKIE DOŚWIADCZENIE WIARY WASZEJ I POWOŁANIA!
W niezbadanych swych planach dobry Bóg stworzył Wam właśnie taką sposobność, która może być bolesna, ale jak każda boleść – może być i błogosławiona. Mamy już dowody, że dla alumnów, wezwanych do służby wojskowej, boleść ta stalla się błogosławiona. Bo oni nie tylko wypełnili zadanie, do którego w niesłuszny sposób zostali powołani, ale jednocześnie przeszli przez doświadczenie swej wiary.
My dobrze wiemy, nie tylko z waszych listów, ale i skądinąd, jak ciężkie były to nieraz doświadczenia! Pewnie, że na poziomie, na jakim Was kuszono, mogliście te pokusy przyjmować z wyrozumiałością dla ludzi niewierzących. Często górowaliście nad kusicielami swoim przygotowaniem i wyrobieniem intelektualnym. Zwykła to sprawa! Moi Drodzy, kusiciel zawsze jest głupszy od kuszonego. Jest to niemalże zasada, bo gdyby był mądrzejszy, to by nie kusił. Jemu się wydaje, że każdy jest na obraz i podobieństwo jego, dlatego podejmuje próbę kuszenia.
I Wy byliście kuszeni. Nie znaczy to, abyście się górnie nosili nad tymi, którzy Was kusili. Macie przecież ducha chrześcijańskiego, kapłańskiego, wszystko wyrozumiecie i wszystko przebaczycie. Sami poznaliście „brzydkość spustoszenia” serc  bez wiary, bez miłości, bez wiedzy religijnej, brzydkość ludzi słabych, działających pod presją, z lęku i trwogi, wykonujących rozkazy niesłuszne, pokazujących, co to znaczy bardziej słuchać ludzi aniżeli Boga. To wszystko musieliście zobaczyć, Wy – przyszli kapłani, bo tak jak Wy, tak cała niemal młodzież polska przechodzi dzisiaj przez taką właśnie pokusę w szkole czy w wojsku. Musieliście, Najmilsi, nie tylko doświadczyć pokusy, ale i z Bożą pomocą, zwyciężyć ją, Będzie Wam to potrzebne na przyszłe wasze życie i pracę kapłańską. Gdy rozmawiałem z alumnami, którzy przed kilku laty wrócili z wojska do seminarium prymasowskiego w Gnieźnie, i starałem się im współczuć, spotkałem się z taką młodzieńczą radością i pogoda, jak gdyby w ogóle nic się nie stało. Wrócili pod wieloma względami inni – mężni, o wiele dzielniejsi! Ba, nawet kaszę pokochali! To już jest jakimś cudem w atmosferze i w stosunkach seminaryjnych. Gdy sobie lekko dworowałem, że teraz im kaszy dawać nie będziemy, czuli się zalęknieni tym zagrożeniem.
Są to rzeczy – obok tragicznych – pogodne, ale tak już jest w ludzkim życiu. I są to doświadczenia błogosławione. Wszystko jest laska, a więc i to jest laską.
Gdy dotychczas paraliście się wojaczką, żołnierką, karabinem, teraz macie wziąć w dłonie „miecz Ducha” [Ef 6,17], abyście zasmakowali w bojowaniu duchem. Jest to bardzo potrzebne, bo czasy są takie, Najmilsi, że ludzie nieumiejący wojować mieczem Ducha na pewno przegrają w życiu kapłańskim. Minęły czasy wygodnego życia w Kościele, przyszły czasy niesłychanie napiętej walki. Widzimy ją już w naszym otoczeniu.
Wczoraj o tej porze kończyliśmy w Nowym Targu rozpoczęcie Nawiedzeniu Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej na terenie archidiecezji krakowskiej. Mały odcinek, ale wszędzie tam widzieliśmy dwa światy. Pod Nowym Targiem stała gromadka górali na koniach, których zepchnięto z drogi, otoczono milicjantami i pilnowano, aby się przypadkiem nie spotkali z kardynałami, którzy jechali do Nowego Targu. Gromady ludzi pieszo musiały iść do Nowego Targu, bo akurat ! wszystkie autobusy na linii się. „zepsuły”. W samym mieście górale, gdy zniszczono im estradę, przygotowaną na uroczystości, w ciągu półtorej godziny, jak najlepsi saperzy, przygotowali nową i dzielnie jej pilnowali.
Są to drobne przykładziki, ile trzeba dziś hartu, męstwa, bohaterstwa, aby dochować wierności Bogu i Kościołowi. Rozmawiałem z młodymi kapłanami, i którzy się przy tym wszystkim ogromnie utrudzili i doznali wielu zniewag. Nie widziałem bardziej pogodnych ludzi! Trud dla imienia Chrystusowego, ucierpiana zniewaga, daje niezwykłą radość. Rozumiemy Apostołów, którzy wracali od rady miejskiej – a concilio – radując się, iż byli godnymi dla imienia Chrystusowego zniewagę ucierpieć [por. Dz 5,41],
Dzisiaj nam tego bardzo potrzeba! – to też jest charyzmat na czasy dzisiejsze – mężnych, roztropnych, ofiarnych serc  kapłańskich. Współczesny świat zagubia się w miękkości bytowania materialistycznego i trzeba nowych bohaterów, aby królestwo Boże miało swych „gwałtowników” [por. Mt 11,12], Może Opatrzność Boża i Was na taką drogę przygotowuje
Na pewno nie żałujecie, Najmilsi, tego, co Was spotkało. Na pewno cenicie sobie doświadczenia, które obrócicie na najlepsze, bo miłującym Boga wszystko pomaga do dobrego [por. Rz 8,28].

UNUS MILITUM LANCEA LATUS EIUS APERUIT…
Wrócę do słów, które powiedziałem na początku: unus militum lancea latus eius aperuit. Widzieliśmy żołnierzy, którzy otworzyli bok Chrystusa na Kalwarii. I widzimy ich w dziejach Kościoła, jak często się to powtarza. Prześladowania, udręki, przeciwności, nieustanne walki są zjawiskiem towarzyszącym pochodowi Chrystusowemu, który jest Ojcem przyszłego wieku „po wszystkie dni, aż do skończenia świata”.
Ale nie tylko żołnierze otwierają włócznią bok Chrystusa. Wy, Żołnierze Chrystusowi, i ci musicie to czynić, aby wyszła krew i woda: contimuo exivit sanguis et agua. . Natchniony pisarz używa burdon odpowiedniego wyrazu”, jak spływa krew i woda, która płynie w Kościele Bożym aż dotąd. Muszą być ludzie, którzy to czynią. To są kapłani, którzy mocą sakry kapłańskiej otrzymali władzę nad Ciałem i Krwią Chrystusa, a przez powtarzany  nieustannie – continuo – akt konsekracji, przedłużają to, co miało miejsce raz na Kalwarii. Wy jesteście do tego powołani! Wy – Rycerze duchem! – macie przedłużać upływanie Krwi Chrystusowej na przestrzeni wieków. Staniecie duchem obok żołnierza, który to uczynili na Kalwarii
i będziecie w nim widzieli swojego sprzymierzeńca. 
My, ludzie wicku XX, jesteśmy tak delikatni, że niekiedy wydaje nam się, iż zbędne jest rozlewanie krwi. Ale patrzcie, co robią dzisiaj lekarze. Gdy już życie zanika, gdy nie ma żadnego ratunku. aby człowieka zachować, rozlewają krew, dobrowolnie ofiarowaną i przechowywaną w „bankach krwi”, i przez transfuzję, czyli udzielenie krwi rozlanej, ratują życie. Ileż razy słyszeliście o tej operacji, którą dziś się uważa za zabieg łatwy, o transfuzji krwi. Ale pierwszej „transfuzji krwi” – swej własnej, Najświętszej Krwi – dokonał Pan nasz, Jezus Chrystus, w żyły zmęczonego i umierającego świata, w organizm chorej ludzkości. Ta wspaniała transfuzja Boskiej Krwi trwa nadal! Wy, Najmilsi, jesteście przez swoje kapłaństwo operatorami, którzy mają nieustannie Krew Chrystusową wlewać w żyły zamierającego świata. Operacja żołniersko – lekarsko – kapłańska!
Świadkiem „operacji” na Kalwarii była Maryja, do której należało przygotować ciało i krew Słowu Przedwiecznemu, aby stawszy się Człowiekiem, mogło dokonać na krzyżu zbawczej „transfuzji” w żyły zamierającego świata. Miejcie tego wspaniałego Świadka zawsze przy sobie. Oglądajcie się za Nią. Dziś w każdej operacji tego rodzaju usługuje pielęgniarka, lekarka, kobieta. Nie dziwcie się, Wy – Boży Rycerze o Tei powołanej przez Stwórcę Kobiecie, która udzieliła Chrystusowi materii ofiary i czuwała na Kalwarii, aby żadna kropla Krwi Najświętszej nie była zmarnowana, iżby Odkupienie było integralne. Wy, Boży Rycerze!

Wszystko sobie jakoś pogodnie wyjaśniliśmy, Jakże się raduje, że po zwycięskim powrocie z wyprawy bojowania mieczem do służby i bojowania duchem odczuliście potrzebę przyjścia tutaj, na Jasną Górę Zwycięstwa. Jakże się, cieszę, że stoicie przed Ta, która jest dana ad defensionem populi polonici i która z woli  Stwórcy jest Niepokalanym Rycerzem Boga żywego, aby ścierała głowę węza i zawsze zwyciężała. Wszystkie herezje – jak czytamy w brewiarzu” – sama zwyciężyła! Niech będzie i dla Was zwycięskim Niepokalanym Rycerzem Boga żywego!

Tu, na Jasnej Górze, oddajcie wasze przyszłe kapłańskie życie. jego koleje, trudy, ofiary i radości, Opiekunce Chrystusa, rozlewającego własną Krew, Dziewicy Wspomożycielce, która był Świadkiem, jak unus militum lancea latus eius aperuit, et continuo exivit sanguis et aqua. Niech Was uczy, Najmilsi, takiego rozdzielania Krwi Chrystusowej, aby w umierające i zanikające siły słabnącego świata weszło nowe życie, aby prawdziwie dokonało się aggiornamento, do którego wzywa nas Sobór Watykański II.
Raduję się, widząc Was tutaj. Dziękuje, ze chcieliście mnie słuchać i że tak licznie tu przybyliście. Raduję się tym, że w duszy waszej zrodziła się myśl, aby przyjechać na Jasną Górę Zwycięstwa. Oddajcie się ufnie i ochotnie w macierzyńską niewolę Maryi, abyście tym aktem heroicznego zawierzenia uprosili i wywalczyli wolność Kościołowi w świecie i w Ojczyźnie naszej. Z serca Wam pobłogosławię.
Sit nomen Domini…
 
APEL JASNOGÓRSKI
 
Po powrocie alumnów ze służby wojskowej
Jasna Góra, kaplica Matki Bożej, 5 listopada 1907
Najlepsza Matko nasza i Królowo, Pani Jasnogórska, Matko Kościoła!
W godzinie Apelu Jasnogórskiego przychodzimy do Ciebie my, dzieci Boże i Twoje dzieci, aby Ci złożyć wszystkie nasze dzienne sprawy, wszystkie radości i smutki, naszą wierność Bogu, Krzyżowi, Ewangelii, Kościołowi Chrystusowemu i jego pasterzom.
Pragniemy ten dzień Pański – wszystkie modlitwy, msze, nabożeństwa, głoszone słowo Boże, eucharystyczne przeżycia i naszą wierność  służbie Bożej – złożyć u stóp Twoich, abyś się radowała. Wszak cały Naród – przez biskupów – oddany jest Tobie w macierzyńską niewolę za wolność Kościoła w świecie i w Ojczyźnie.
Pragniemy dzisiaj oddać Ci to, co mamy najdroższego. Oto w tej chwili przed Tobą, Matko Wieczystego Kaplana, klęczą alumni seminariów duchownych diecezjalnych i zakonnych, którzy po odbyciu służby wojskowej wracają do pracy nad książką i przygotowaniem się do kapłaństwa, któremu się poświęcają. Tobie najlepsza Matko, przez Ojca Niebieskiego oddany był Syn Boży – Słowo Przedwieczne, które w Tobie ciałem się stało i które w Tobie zostały  przyozdobione w kapłaństwo. Z Ciebie wyszedł Jezus Chrystus – Wieczysty Kaplan, Źródło wszelkiego kapłaństwa.

W tej chwili społem wypowiadamy Tobie, Maryjo, wielka naszą radość i wdzięczność, że dzięki łasce Bożej młodzież  duchowna przeszła przez wszystkie próby zwycięsko, dochowała wiary, nie dala się zwieść na bezdroża, uchowała i uratowała swoje powołanie kapłańskie.
 
AKT ODDANIA
Powodowani uczuciem wdzięczności pragniemy oddać się Tobie, Matko nasza, w Twoją macierzyńską niewolę. Oddajemy Ci ciała i dusze nasze, życie doczesne i przyszłe. Oddajemy się tak, jak Ojciec Niebieski oddal Tobie umiłowanego Syna swojego i od Ciebie Go uzależnił, czyniąc Go niemal Twoim Niewolnikiem. Syn Boży stal się Sługa. a Ty, Matka, Jego Służebnicą.
Pragniemy, Maryjo, naśladować Twojego Syna, który Tobie był poddany i posłuszny. Pragniemy odtąd widzieć Cię nieustannie na wszystkich drogach naszego życia, zarówno w trudnej pracy naukowej i duchowej w seminarium, jak i później – w pracy dla ludu Bożego.
Oto masz  nas przed sobą. Uważaj nas za dzieci Twoje, za Twoich niewolników. Nie wstydzimy się tej niewoli, bo wolimy być w Twojej niewoli aniżeli w każdej innej. Zależność od Ciebie jest dla nas zaszczytem, radością i łaską.
Patrz w nasze serca, które ju2 tyle pomocy doznały od Ciebie. Weź serca nasze w swoje najlepsze dłonie, oddaj je Synowi Twojemu na służbę Trójcy Świętej. 
Dziękujemy Ci za wszystkie łaski próby, przez którą przeszliśmy. Wypraszamy u Ciebie wszystkie pociechy, radości i moce. Bo Ty jesteś Panna łaskawa i Przyczyną naszej radości.
Wraz z ludem Bożym obecnym w tej kaplicy ponawiamy nasze uwielbienia. Prosimy, aby wszyscy włączyli się w akt dziękczynienia za dochowanie wierności powołaniu przez młodzież duchowną, która wróciła ze służby wojskowej. Społem wołamy: „Pod Twoją obronę”.
Wraz z Księdzem Biskupem udzielimy błogosławieństwa obecnym tutaj alumnom, jak również i tym, którzy przebywają na służbie wojskowej, oraz wszystkim, będącym w tej chwili w kaplicy, i tym, których oni miłują w Panu.
Sit nomen Domini…
 
 
Zdjęcia z archiwum ks. Edwarda Nylca publikujemy za jego uprzejmą zgodą.
Kazanie ks. Stefana kard. Wyszyńskiego na zakończenie spotkania z alumnami – rezerwistami opublikujemy w następnym odcinku.
JP